Zenek Martyniuk zaprasza do chocholego tańca

0
264


Zenek Martyniuk, król disco-polo z Grabówki koło Białegostoku, występujący w filharmonii, to kolejny znak polskiej przemiany kulturowej, którą przepycha PIS. Jak w każdym państwie autorytarnym, i faszyzującym, mecenat państwowy posiada tylko taka kultura masowa, która krzepi naród (oraz państwo) i mu schlebia. Disco-polo spełnia te warunki: jest ludowe, frywolne, przyśpiewkowe, bez naleciałości od innych kultur. I raczej proste, skoczne, nie wymagające żadnej refleksji podczas konsumpcji. Odpustowe. I trochę jak opium – pozwala zapomnieć o troskach codzienności.

Świetnie nadaje się do chocholego tańca.

Ale jest jeszcze jeden aspekt występów Martyniuka w filharmonii. Chodzi nie tylko o państwowy patronat takich wydarzeń. Ważne jest też miejsce. Zorganizowanie gali disco-polo w białostockiej filharmonii jest kulturową prowokacją, ale również wyrazem pogardy wobec kultury wyższej i polskich elit. To zabłocone gumofilce na białym dywanie. I co nam teraz zrobicie, mądrale?

Gdy dawny barbarzyńca wtargnął do długo broniącej się twierdzy, niszczył wszystko, co stanowiło wyższą od jego kultury wartość. Nie tylko zabijał i gwałcił. Nie tylko objadał się do syta i napychał kieszenie kosztownościami, ale również palił domy, książki, obrazy, piękne meble, przedmioty i instrumenty. Niszczył wartości kultury wyższej, której nie rozumiał, nie potrafił wejść w posiadanie i dlatego nienawidził.

A potem na zgliszczach tej kultury, upojony i szczęśliwy, bawił się w prostych rytmach.

Dariusz Wiśniewski