Z oblężonego miasta uwag kilka

0
373

ChicagoW Chicago rozpoczyna się szczyt NATO. Z tego powodu ogromne, aczkolwiek nieco prowincjonalne miasto zamienione zostało w prywatny folwark secret service. Duża część centrum wielkiej aglomeracji przypomina miasto duchów. Wyludnione ulice, wywiezione samochody, a na rogach ciężkie śnieżne pługi. Gdy w piątek wieczorem przed ustawienieniem ostatnich betonowych barier na rogach wielu ulic oglądałem z okien samochodu okolice gdzie trwać będą obrady, przerażeni właściciele biznesów zabijali dyktą okna. Przyglądali się im faceci ze słuchawkami w uszach, jakby chcieli podkreślić w ten sposób swoją przydatność i ważność. Smutno to wyglądało. Wszędzie pełno policji, która od blisko roku, jak niegdyś ZOMO w stanie wojennym w Polsce, ćwiczyła rozpędzanie tłumów. Trudno uwierzyć, że dzieje się to z powodu spotkania przywódców państw NATO, sojuszu, który zapewnił światu pokój w czasach zimnej wojny i uchronił przed nuklearnym holocaustem. Trudno uwierzyć, że za szczelnymi kordonami, za setkami ciężkich pługów i betonowymi barierami obradować mają przywódcy Sojuszu, który sens swojego istnienia do niedawna widział w obronie wolności i praw człowieka.

W specjalnym programie sieci ABC pani ambasador w ciągu swojego kilkuminutowego wystąpienia 19 razy użyła wyrazu „security”. Wyraz „bezpieczeństwo” stał się słowem – wytrychem mającym uzasadnić każdą brednię.

To spotkanie dzięki któremu chicagowskie biznesy stracą miliony dolarów nie posiada jakiejś szczególnie ważnej agendy. Głównym tematem będzie problem Afganistanu. Amerykanie chcą ponad 4 miliardów dolarów na „pomoc” dla tego kraju.

Niedaleko centrum Kabulu, blisko specjalnej zony, gdzie mieszkają skrajnie skorumpowani miejscowi urzędnicy stoi więzienie. Połowę osadzonych stanowią kobiety skazane na długoletnie kary więzienia za przestępstwa przeciwko moralności. Na 15 lat skazano młodą kobietę, której jedynym przwinieniem było odbycie stosunku seksualnego z narzeczonym przed ślubem. Inną kobietę skazano na długoletnie więzienie za to, że uciekła od męża, który ją katował i dodatkowo oblał kwasem. Więzienie jest okazałe i nawet jak na miejscowe warunki dobrze wyposażone. Osadzone w nim kobiety mają swoje łóżka i koce. Wszystko dzięki temu, że zbudowano je za pieniądze członków NATO. Tak, to prawda i została ona znakomicie ukazana w dokumentalnym filmie „Sex Crime in Kabul” właśnie przed szczytem NATO emitowanym na „Documentary Channel”. Podatnicy państw Sojuszu militarnego i politycznego, który niegdyś bronił wolności i praw człowieka dzisiaj budują więzienia i więzią w nich tak ciężko doświadczone przez los kobiety. Nie ukrywam, uważam strategię NATO w Afganistanie za czysty idiotyzm. W gruncie rzeczy bowiem NATO umacnia w Afganistanie średniowieczny system. Być może za owe dodatkowe cztery miliardy dolarów wzniesiemy więcej takich więzień, umocnimy lokalnych kacyków, zbudujemy im kilka wspaniałych rezydencji i ułatwimy przemyt opium.

Pewnie się przeliczę, ale trochę liczę na prezydenta Komorowskiego. Przecież cała polska rewolucja wyrosła na walce o prawa człowieka. A dzisiaj polski prezydent ma się zobowiązać do obrony tego opresyjnego reżimu i jeszcze płacanie na jego fanaberie. Przecież nikt nie mówi o tworzeniu infrastruktury, bo przecież w Afganistane nie ma ani kilometra linii kolejowych i funkcjonują zaledwie dwie drogi spełniające ogólnie przyjęte standardy. Nikt nie mówi o wolnym dostępie do informacji, czy telewizji satelitarnej. Dla mojej znajomej, która uciekła z tego afgańskiego piekła nie ma znaczenia, czy rządzić będzie władza osadzona przez NATO, czy stworzona przez talibów. Nie dostrzega ona żadnej różnicy. Tak więc mam nadzieję, że szczyt skończy się fiaskiem. Liczę, że opamiętają się Europejczycy, zaś za pięknymi fazesami wypowiadanymi podczas konferecji prasowych kryć się będzie zero treści. Patrząc na to, co dzieje się w Afganistanie trudno także nie rozumieć manifestantów. Trochę się ich szykujących widziałem wczoraj. Młodzi pokojowo usposobieni, kolorowo ubrani ludzie.

Patrząc na zasieki, obstawione budynki federalne, wymarłe kwartały miasta można odnieść wrażenie, że to nie NATO, ale jakaś Rada Okupacyjna ma obradować w Chicago. Przykry to widok. Coś się komuś pomieszało. Przywódcy stanowią jednie mało istotny dodatek do całej tej machiny przemocy. Przykro mi, że NATO wygląda tak źle.

Andrzej Jarmakowski W Chicago rozpoczyna się szczyt NATO. Z tego powodu ogromne, aczkolwiek nieco prowincjonalne miasto zamienione zostało w prywatny folwark secret service. Duża część centrum wielkiej aglomeracji przypomina miasto duchów. Wyludnione ulice, wywiezione samochody, a na rogach ciężkie śnieżne pługi. Gdy w piątek wieczorem przed ustawienieniem ostatnich betonowych barier na rogach wielu ulic oglądałem z okien samochodu okolice gdzie trwać będą obrady, przerażeni właściciele biznesów zabijali dyktą okna. Przyglądali się im faceci ze słuchawkami w uszach, jakby chcieli podkreślić w ten sposób swoją przydatność i ważność. Smutno to wyglądało. Wszędzie pełno policji, która od blisko roku, jak niegdyś ZOMO w stanie wojennym w Polsce, ćwiczyła rozpędzanie tłumów. Trudno uwierzyć, że dzieje się to z powodu spotkania przywódców państw NATO, sojuszu, który zapewnił światu pokój w czasach zimnej wojny i uchronił przed nuklearnym holocaustem. Trudno uwierzyć, że za szczelnymi kordonami, za setkami ciężkich pługów i betonowymi barierami obradować mają przywódcy Sojuszu, który sens swojego istnienia do niedawna widział w obronie wolności i praw człowieka.

W specjalnym programie sieci ABC pani ambasador w ciągu swojego kilkuminutowego wystąpienia 19 razy użyła wyrazu „security”. Wyraz „bezpieczeństwo” stał się słowem – wytrychem mającym uzasadnić każdą brednię.

To spotkanie dzięki któremu chicagowskie biznesy stracą miliony dolarów nie posiada jakiejś szczególnie ważnej agendy. Głównym tematem będzie problem Afganistanu. Amerykanie chcą ponad 4 miliardów dolarów na „pomoc” dla tego kraju.

Niedaleko centrum Kabulu, blisko specjalnej zony, gdzie mieszkają skrajnie skorumpowani miejscowi urzędnicy stoi więzienie. Połowę osadzonych stanowią kobiety skazane na długoletnie kary więzienia za przestępstwa przeciwko moralności. Na 15 lat skazano młodą kobietę, której jedynym przwinieniem było odbycie stosunku seksualnego z narzeczonym przed ślubem. Inną kobietę skazano na długoletnie więzienie za to, że uciekła od męża, który ją katował i dodatkowo oblał kwasem. Więzienie jest okazałe i nawet jak na miejscowe warunki dobrze wyposażone. Osadzone w nim kobiety mają swoje łóżka i koce. Wszystko dzięki temu, że zbudowano je za pieniądze członków NATO. Tak, to prawda i została ona znakomicie ukazana w dokumentalnym filmie „Sex Crime in Kabul” właśnie przed szczytem NATO emitowanym na „Documentary Channel”. Podatnicy państw Sojuszu militarnego i politycznego, który niegdyś bronił wolności i praw człowieka dzisiaj budują więzienia i więzią w nich tak ciężko doświadczone przez los kobiety. Nie ukrywam, uważam strategię NATO w Afganistanie za czysty idiotyzm. W gruncie rzeczy bowiem NATO umacnia w Afganistanie średniowieczny system. Być może za owe dodatkowe cztery miliardy dolarów wzniesiemy więcej takich więzień, umocnimy lokalnych kacyków, zbudujemy im kilka wspaniałych rezydencji i ułatwimy przemyt opium.

Pewnie się przeliczę, ale trochę liczę na prezydenta Komorowskiego. Przecież cała polska rewolucja wyrosła na walce o prawa człowieka. A dzisiaj polski prezydent ma się zobowiązać do obrony tego opresyjnego reżimu i jeszcze płacanie na jego fanaberie. Przecież nikt nie mówi o tworzeniu infrastruktury, bo przecież w Afganistane nie ma ani kilometra linii kolejowych i funkcjonują zaledwie dwie drogi spełniające ogólnie przyjęte standardy. Nikt nie mówi o wolnym dostępie do informacji, czy telewizji satelitarnej. Dla mojej znajomej, która uciekła z tego afgańskiego piekła nie ma znaczenia, czy rządzić będzie władza osadzona przez NATO, czy stworzona przez talibów. Nie dostrzega ona żadnej różnicy. Tak więc mam nadzieję, że szczyt skończy się fiaskiem. Liczę, że opamiętają się Europejczycy, zaś za pięknymi fazesami wypowiadanymi podczas konferecji prasowych kryć się będzie zero treści. Patrząc na to, co dzieje się w Afganistanie trudno także nie rozumieć manifestantów. Trochę się ich szykujących widziałem wczoraj. Młodzi pokojowo usposobieni, kolorowo ubrani ludzie.

Patrząc na zasieki, obstawione budynki federalne, wymarłe kwartały miasta można odnieść wrażenie, że to nie NATO, ale jakaś Rada Okupacyjna ma obradować w Chicago. Przykry to widok. Coś się komuś pomieszało. Przywódcy stanowią jednie mało istotny dodatek do całej tej machiny przemocy. Przykro mi, że NATO wygląda tak źle.

Andrzej Jarmakowski

 

Foto: chicagotraveloffice.com

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: