Wśród Polek, które przeszły piekło; Byli więźniowie Ravensbrück pod opieką PCK w Gorzowie.

4
552
Wśród Polek, które przeszły piekło; Byli więźniowie Ravensbrück pod opieką PCK w Gorzowie.

Wysłanniczką Głosu Wielkopolskiego do PCK w Gorzowie nad Wartą (wtedy tak się nazywał przez chwilę Landsberg an der Warthe) była w 1945 r. Natalia Bukowiecka.  Zachowała się u mnie strona 4. Głosu Wielkopolskiego o nieznanym numerze. Zawsze można go znaleźć. Wymieniona nazwa istniała od 7 lipca 1945 do 19 maja 1946  r. Ten artykuł warto opublikować dziś, by przybliżyć atmosferę tamtych dni. Skrzynki poszukiwań rodzin publikowało jeszcze długo Polskie Radio. Nawet ja pamiętam. Może nawet tak być, że z tej publikacji rodziny dowiedzą się o losie ludzi wymienionych na końcu. RW

(Od specjalnego wysłannika Głosu Wielkopolskiego)

Szpital Polskiego Czerwonego Krzyża w Gorzowie. Przyjmuje mnie starsza siostra Izabela Sicińska. Zapytują ją o b. więźniów z obozu koncentracyjnego Ravensbrück, którzy podobno mają przebywać w szpitalu. – Owszem, znajdują się tu, odpowiada siostra Iza. Ja sama siedziałam trzy lata w obozie. Jak się okazuje siostra Izabela pracowała w obozowym szpitalu mając niejednokrotnie możność podpatrzenia niemieckich zbrodni, jakie się tam dokonywały. Proszę więc o udzielenie mi wywiadu.

  • Byłam zaaresztowana w styczniu 1942 r., zaczyna opowieść siostra Iza. Po 5-miesięcznym pobycie na Pawiaku przewieziono mnie do Ravensbrücku, gdzie po okresie zatrudnienia przy budowie szosy, wywożeniu gnoju i tym podobnych prac, przekazano mnie do szpitala. Mimo że jestem fachową pielęgniarką zajęcie moje polegało na szorowaniu podłóg i wynoszenia kubłów, a dopiero po długim okresie dozwolono mi robić opatrunki.

  • Co może siostra powiedzieć o operacjach przeprowadzanych w szpitalu?

    Zbrodnicze operacje eksperymentalne

  • W czerwcu 1942 roku wywołano nas kiedyś wszystkie na podwórze. Gdyśmy już stanęły w szeregach zajechał sztab niemieckich oficerów, którzy zaczęli oglądać badawczo nasze nogi. Nie mogłyśmy tego zrozumieć. Jedno co nas uderzyło, że wszyscy nosili odznakę lekarską. Wkrótce potem wezwano kilka Polek do szpitala. Dostęp do nich miały tylko siostry SS. Mimo tego przeszła jednak w głąb obozu wiadomość o dokonywanie jakichś operacji. Jak później opowiadano, dziewczęta budziły się po 2-3 dniach wyczerpane do kresu sił, nie pamiętając kompletnie co z nimi robiono. Z przerażeniem spostrzegły, że mają nogi w gipsie. Z pierwszej grupy umarły dwie.

  • Jakiego rodzaju były te operacje?

  • Widziałam ukradkiem zdjęcia rentgenowskie, mówi siostra Iza. Były to operacje eksperymentalne. Usuwano z kości goleniowej 5 cm kości, zastępując ją płytką metalową. Wycinano z kości strzałkowej 3 cm, pozostawiając tam przerwę. Operowano nerwy powodując niedowład stóp. Wprowadzano kultury ropne. Polki otrzymywały zastrzyki , po których na całym ciele powstawała okropna wysypka, zarażano tężcem, wywoływano zgorzelę gazową. Łącznie operowano 85 tzw. króliczek, z których pięć zmarło w straszliwych męczarniach, gdyż nie dawano żadnych środków kojących, Nie zapomnę nigdy tych niemieckich lekarzy, którzy wychodzili z sali operacyjnej jak rzeźnicy, oblani od góry do dołu krwią i ropą. Jedna operacja trwała 2 do 3 godzin. Poza tym każdą bliznę otwierano 5 razy. Tak więc nawet te dziewczęta, które nie zostały kalekami na całe życie, mają po szalenie silnych dawkach narkozy przyjmowanych w kompletnym wycieńczeniu całkowicie wykończone serce.

  • Kto dokonywał operacji?

  • Przeprowadzał je profesor Gobhardt, wielki uczony i najlepszy chirurg niemiecki, odznaczony najwyższym orderem przez Hitlera. Poza tym dr Fischer i dr Stormberger.

Bunt w obozie

  • Co spowodowało przerwanie operacji?

  • Bunt, jaki powstał w obozie. Dziewczęta po wypuszczeniu ze szpitala, gdy trochę się już podleczyły zostawały rozstrzeliwane. Widząc co nas czeka nie stawiłyśmy się na ponowny apel do operacji. Zamknięto nas na 3 dni bez jedzenia i bez dostępu powietrza. Gdy to nie pomogło porwano siłą 10 Polek i na 5 z nich dokonano operacji w bunkrze w najprymitywniejszych warunkach. Jeden SS-man siada broniącej się dziewczynie na piersiach, drugi na nogach i w ten sposób przeprowadzano zabieg. Były to ostatnie operacje doświadczalne. W szpitalu działy się jednak nadal rzeczy straszne. Sprowadzono kiedyś 5 umysłowo chorych różnych narodowości. Po specjalnym zastrzyku przenoszono je do tzw. Stübchen czyli celi, gdzie więźniów wykańczano. Widziałam lekarza, który wynosił z celi, gdzie siedziała 17-letnia Jugosłowianka, długie zawiniątko. Zdążyłyśmy nieznacznie otworzyć drzwi, by ujrzeć dziewczynę zbroczoną krwią z odciętą ręką wraz z łopatką. Tego samego wieczora siostry SS dobiły ją zastrzykiem, osobiście zamknęły w trumnie i kazały nam zabezpieczone już przed naszym wzrokiem zwłoki wynieść na karawan.

 

Niemieckie metody śledcze

  • Jak siostra doczekała się oswobodzenia?

  • Ostatni okres siedziałam w więzieniu. Byłam aresztowana na terenie obozu w grudniu 1944 na podstawie fałszywych zeznań konfidentki gestapo Steli Dobrzańskiej z Katowic. Moje przesłuchania miały straszny przebieg. W pierwszy dzień bito mnie prętami, wkładano między palce złożonych rąk ołówki i ściskano je, wreszcie kazano mi się położyć do pasa brzuchem na stole, a wiszącą w powietrzu głowę topiono przez 5 godzin w misce. Prawie 5 miesięcy siedziałam w celi, mającej za całe umeblowanie jedną skrzynię. Jedzenie dostawałam co 4 dni. Jest nie do uwierzenia co potrafi wytrzymać człowiek. Gdyby jednak Armia Czerwona oswobodziła nas później, nie dożyłybyśmy wolności. Żołnierze radzieccy 2 maja wkroczyli do naszego obozu, otaczając nas najczulszą opieką. Słów wdzięczności brak za pomoc jaką nam okazali. Prócz żywności, w takiej ilości, że zachorowałyśmy z przejedzenia sprowadzano specjalnie dla nas transporty krwi z Moskwy, tak, że przeprowadzałyśmy liczne transfuzje, ratując tym życie wielu ludzi.

Wyjście z piekła

  • Jak powróciłyście do Polski?

  • Oczekiwanie było najbardziej przykre. Jak wiadomo 4 tysiące Polek wyjechało jeszcze za niemieckich czasów do Szwecji. W ostatnich dniach wiele opuściło obóz, konwojowane przez SS. W szerokim promieniu naokoło Ravensbruecku leżały ciała zabitych jednym strzałem więźniów, którzy z wyczerpania nie mogli iść dalej. Po oswobodzeniu wszystkie narodowości przyjeżdżały po swoich ludzi, nikt nie zainteresował się Polakami. Gorzów był pierwszym miastem w wyzwolonej Ojczyźnie, który zorganizował dla nas powrót. Gdy pod koniec czerwca wjechały do nas nagle dwa ciężarowe samochody z polskimi chorągiewkami rzuciłyśmy się wszystkie na wozy, całując motor, latarnie, błotniki. To była najpiękniejsza chwila w naszym życiu. Podkreślić należy ogromne zasługi gorzowskiego PCK ob. J. Nałęcz-Głowackiego, który przywiózł nas do Gorzowa dwoma grupami. Ostatnich chorych z Ravensbrueck zabrał pociąg sanitarny z Bydgoszczy.

  • Jak przyjął was Gorzów?

  • Mimo że warunki początkowe w PCK były nadzwyczaj ciężkie, jesteśmy wzruszone serdecznością i opieką, jakiej tu doznałyśmy. Tacy ludzie jak ob. ob. Piotrowski i Fincel, którzy biegali po całym mieście, aby skompletować urządzenie szpitalne, nie wyjdą nam nigdy z pamięci. Nie mamy słów wdzięczności dla naczelnego lekarza szpitala PCK dr. Brauna, zamęczającego się od rana do wieczora pracą zawodową, który poza tym wraz z ob. Głowackim walczył o żywność dla nas. Było jeszcze wielu innych w Gorzowie, którzy nieraz bezimiennie pokazali nam swoje serce i pomoc.

Wyspa miłości bliźniego

Przechodzimy razem z siostrą Izą do sali szpitalnej. Wszędzie pokoje czyste. Chorzy leżą na porządnych wygodnych łóżkach, na czystej poduszce i pod czysta pierzyną. Rozmawiam z byłymi więźniami. Twarze wychudzone, woskowe, ale w oczach tli się radość życia. Wszyscy chwalą obsługę szpitala i mówią, że im dobrze. Proszą, żeby zamieścić ich nazwiska w gazecie, gdyż nie mogą uzyskać kontaktu z rodzinami. Spotykam naczelnego lekarza dr. Brauna, jest warszawiakiem. Zamieniamy kilka słów. Dowiaduję się, że szpital ma dwa oddziały, zakaźny posiada 45 łóżek, wewnętrzny 35. Brak jednak narzędzi chirurgicznych, opatrunków, środków dezynfekcyjnych, urządzeń laboratoryjnych.

„Żyjemy bez żadnych funduszów, mówił dr Braun. Nikt z nas nie otrzymuje pensji, za skromne wyżywienie i dach nad głową pracuje z poświęceniem cały personel, składający się zresztą z b. więźniów obozu. W kuchni gotuje np. młoda dziewczyna ze skończonym konserwatorium i studiami na akademii sztuk pięknych. Wszyscy pracują ideowo, mając jako cel utrzymanie szpitala PCK na właściwym poziomie. Przykrym jest dla nas małe zainteresowanie ze strony władz w centralnej Polsce. Ta improwizacja w wyszukiwaniu żywności kiedyś się przecież skończy. Pomoc UNRRY jest konieczna”.

Wychodząc ze szpitala odnoszę wrażenie, że byłam, w jakimś świecie lepszych ludzi. Na tle całego zachodu, gdzie większość stale jeszcze uprawia zbrodniczy, chociaż zamaskowany rabunek, ta wyspa szpitala PCK w Gorzowie jaśnieje prawdziwą miłością bliźniego.

Obowiązek społeczeństwa

Podróż powrotną do Poznania odbyłam z ob. Krystyną Iwańską, która sama przechodziła operację. Należy do tych szczęśliwych, mogących chodzić bez kul. Krystyna Iwańska 5-letnia więźniarka Ravensbruecku dodaje szereg potwornych szczegółów hańbiących na zawsze naród niemiecki. Mówimy też o zmianach psychologicznych, jakie zaszły w więźniach przez lata kaźni. „Czy pani wie, opowiada p. Krystyna, że gdy w 1943 roku przyjechał transport żydówek z dziećmi, pędziłyśmy wszystkie zobaczyć te dzieci. Nie mogłyśmy uwierzyć, że dzieci w ogóle istnieją. Że mają nogi i ręce, że chodzą i mówią. Przyzwyczajonym do jednolitych pasiaków, oglądającym tylko twarze zniszczone kobiet, wydawało się to cudem”. Pytam p. Iwańską jak zamierza ułożyć sobie życie? Dziwnie i tragicznie brzmi jej odpowiedź. „Niech pani sobie wyobrazi, że przez 5 lat pobytu w obozie, otoczonym wysokim murem , zaledwie kilka razy patrzałam na dalszy widok. Zatraciłam już zupełnie poczucie perspektywy. Nie umiem wyczuć, czy od danego obiektu dzieli mnie 10 czy 100 kroków. Po prostu brak perspektywy. Tak samo pojmuję dalsze życie. Chcę iść na politechnikę. Wiem jednak, że władze szkolne robiły współwięźniarkom kolosalne trudności, żądając albo wstępnych egzaminów, albo brakujących do matury klas. Straciłyśmy w mękach wiele lat, jesteśmy wyczerpane, ale siły nasze odradzają się. Każda z nas dorosłych kobiet wie, jakie studia chce skończyć i jakie ma możliwości. Dlaczego traktują nas tak, jakbyśmy odpoczywały przez wojnę, kiedy było to właściwie 5-letnie konanie. Za mało okazują nam rodacy zrozumienia. Pyta pani o moją przyszłość? Muszę z czegoś żyć, a chcę się uczyć. Nie potrafię, będąc tak osłabiona jednocześnie pracować. Noga ciągle mi dokucza i nie mam pieniędzy na lekarza. To wszystko razem stwarza brak jakiejkolwiek jaśniejszej perspektywy na przyszłe życie”.

Dojeżdżamy do Poznania. Pocieszam p. Krystynę, że na pewno osoby operowane w Ravensbruecku korzystać będą z darmowej opieki lekarskiej. A i władze szkolne potrafią chyba zrozumieć konieczność ułatwień dla b. więźniów obozów. Obowiązkiem całego polskiego społeczeństwa jest stworzenie dla nich słonecznej perspektywy.

Kto ich zna?

Lista osób przebywających w szpitalu PCK w Gorzowie poszukujących swoich rodzin.

  1. Aleksander Król, lat 35 – Glińsk na Wołyniu – ciężka gruźlica,

  2. Paszkowski Aleksander, lat 33 – Lida – szuka brata Stanisława, Milewskiego Jana z Lidy i Kalwasińskiego Józefa z Piotrkowa,

  3. Stański Józef, lat 56 – Warszawa – ciężko chory, serce,

  4. Dulińska Tekla, lat 59 – Jędrzejów – na wyzdrowieniu,

  5. Garlińska Małgorzata, lat 54 – Warszawa – ciężkie osłabienie,

  6. Frenkiel Anna, lat 27 – Piotrków – na wyzdrowieniu,

  7. Piekarska Zofia, lat 51 – Kraków – na wyzdrowieniu,

  8. Mościcka Władysława, lat 45 – Warszawa, ciężko chora,

  9. Jopek Julia, lat 25 – Królewska Huta – wycieńczenie,

  10. Mołotek Maria, lat 40 -Warszawa – na wyzdrowieniu,

  11. Libertowska Julia, lat 43 – Bogumin – na wyzdrowieniu,

  12. Jacobson Janina, la 37 – Łódź – na wyleczeniu.

    Lista osób zmarłych, których rodzin z braku adresu nie zawiadomiono:

    1. Kurzawiński Edmund, lat 55 – Warszawa,

    2. Pozowa Stefania, lat 37 – Warszawa,

    3. Kiełkowska Maria, lat 20 – Rybnik-Chwałowice, Brzeziny 1.

    Listy dla chorych kierować pod adresem Gorzów nad Wartą, Szpital PCK, ul. Długa 22/23.

Natalia Bukowiecka

Fot. Polska Niezwykła: Zespół dawnego szpitala miejskiego w Gorzowie Wlkp. znajduje się pomiędzy ulicami Warszawską i Szpitalną. Najstarsza część szpitala zajmuje działkę przy ulicy Szpitalnej. Stanowi go eklektyczny, dwupiętrowy budynek z klinkierowej cegły zbudowany w 1848 r. Obiekt został perfekcyjnie zaprojektowany i pięknie ozdobiony, m. in. bocznymi ryzalitami oraz wieżą pośrodku. Opuszczony szpital niszczał czekając na nabywcę.Ostatecznie w 2012 r. został przekazany miastu, które go użyło do celów szkolnych.Być może tu był szpital PCK. Bezpośrednio po wojnie mogło tak być. Podana ul. Długa nie istnieje obecnie w Gorzowie.

Historia polskiej nazwy miasta rozpoczęła się na początku kwietnia 1945 roku, kiedy zaczęła upowszechniać się nazwa Gorzów. Nazwa, choć nie umotywowana historycznie, nie jest jednak całkiem przypadkowa – miastu nadano nazwę Gorzów w analogii do Gorzowa Śląskiego na Śląsku Opolskim, który po niemiecku nazywał się Landsberg in Oberschlesien, będącym miastem pogranicza etnicznego i mającym podwójną (polską i niemiecką) tradycję nazewniczą. Kobylagóra, potem Gorzów nad Wartą (jak w artykule), aż wreszcie Gorzów Wielkopolski, choć Wielkopolska to nie jest.

4 Komentarze

    • Moja matka nie dotarła zbiegiem okoliczności do Auschwitz i Stutthofu (a była w drodze). Wiem jednak jakie koszty poniosła i jak nas to dotknęło. Zrozumiałem to dopiero po wielu latach. Wiem też z własnego doświadczenia jak można katować człowieka nawet w zwykłych czasach. Jak podli mogą być ludzie.

  1. Izabela Sicińska, kuzynka mojej Mamy, wychowywana w luksusie…
    Ja znałam ją tylko z opowieści i przysyłanych kuzynowi, od czasu do czasu paczek ze słodyczami i dżinsami. Jako mała dziewczynka zapytana o imię wymieniała jednym tchem wszystkie pięć, kończąc Prawdzic Sicińska. Zapamiętałam: Izabela, Oktawia.
    Wyjechała do Belgii i tam prowadziła pensjonat dla ludzi starszych. Nie mogąc mieć własnych dzieci, adoptowała synka. Zmarła w latach sześćdziesiątych.
    Wiedzieliśmy, że była więźniem obozu, ale o tak strasznych przejściach nie rozmawiano. Dziękuję za przypomnienie artykułu.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: