W sprawie pana Ciesielczyka Marka, profesora wielu uniwersytetów światowych, jak też inkwizytora Polonii oraz watażki z miasta Tarnowa

2
66
Marek Ciesielczyk bierze pieniądze podczas spotkania

Wojenka z panem Ciesielczykiem, doktorem, profesorem, trwa w najlepsze od lat. Co najbardziej deprymujące – nikt, i nic nie jest w stanie tej wojenki wygasić. Nikt także nie jest w stanie określić czemu ta wojenka ma służyć, bo że nie ma ona nic wspólnego z jakąkolwiek lustracją, to widać.

Dr Ciesielczyk, mistrz mistyfikacji i manipulacji, znany szeroko w kręgach emigracji z rozrabiactwa oraz naciągania braci Polaków na pieniądze, tak reklamuje sam siebie:

Najpierw skromnie.

Cytuję:

„* drugi na liście rankingowej najlepszych absolwentów II LO w Tarnowie w powojennej historii tej szkoły (?)

* w latach 1976-81 studia matematyki i filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie,

* 1981 mgr filozofii (UJ)

* studia doktoranckie politologii, filozofii i historii na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium

* stypendia w Wielkiej Brytanii – m.in. w Oksfordzie, Cambridge, we Włoszech i w USA,

* 1988 doktorat z politologii: „Die Bestaendigkeit des Kommunistischen Systems” („Niezmienność istoty systemu komunistycznego”) pod kierunkiem prof. Nikolausa Lobkowicza – ówczesnego Prezydenta Uniwersytetu w Monachium, później Rektora Katolickiego Uniwersytetu w Eichstaett (Bawaria); dysertację można wypożyczyć np. w Bawarskiej Bibliotece Państwowej lub w bibliotekach niemieckich uniwersytetów”.

Koniec cytatu.

O ile znajdujemy tutaj pewne nieścisłości w czasie, to gdy po pewnym czasie ponownie otworzymy Internet pod hasłem „Ciesielczyk” obserwujemy, jak jego CV cudownie się rozrosło o owe dane. Cytuję:

„Marek Ciesielczyk – doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, Visiting Professor oraz wykładowca sowietologii w University of Illinois w Chicago, pracownik naukowy w European University Institute we Florencji, doktor politologii uniwersytetu w Monachium, pracownik naukowy Instytutu Studiów Sowietologicznych w Bonn, autor pierwszej w języku polskim książki na temat historii KGB oraz kilku innych, w tym książki pt. „Przeciw korupcji”. Europejski korespondent Radia WPNA w Chicago”. Koniec cytatu.

Z roku na rok zostajemy zasypywani nowymi rewelacjami na temat kariery naukowej pana Doktora, które dzisiaj wyglądają już tak:

„Marek Ciesielczyk – ur. w 1957 r. Studia matematyki i filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Działacz antykomunistycznego ruchu studenckiego w Krakowie, redaktor naczelny podziemnego pisma PO PROSTU BIS, współzałożyciel Niezależnego Zrzeszenia Studentów, na wniosek Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej uhonorowany został w 2011 przez Prezydenta RP jednym z najwyższych odznaczeń – Krzyżem Wolności i Solidarności za walkę o wolną Polskę w okresie PRL (Pomyłka! Nie jest to żadne wysokie polskie odznaczenie, a prezydentem był wówczas Komorowski – przyp aut.)

Kilkanaście lat na emigracji w RFN, Anglii, Włoszech, USA. Studia doktoranckie z politologii, historii i filozofii na Uniwersytecie Ludwika-Maksymiliana w Monachium (?!). Doktorat w 1988 r. pod kierunkiem prof. Nikolausa Lobkowicza (ówczesnego Prezydenta uczelni). Stypendia w Oksfordzie, Cambridge, Londynie. Pracownik naukowy w Forschungsinstitut fur Sowjetische Gegenwart w Bonn, kierowanym przez jednego z najwybitniejszych sowietologów prof. Michaela Voslensky’ego, Fellow w European University Institute we Florencji, Visiting Professor w University Illinois w Chicago, wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim, europejski korespondent Radia WPNA w Chicago, Dyrektor Centrum Polonii w Brniu (20 km od Tarnowa), Redaktor naczelny pisma i portalu „Prawdę mówiąc”.

Autor kilkuset artykułów w języku niemieckim, angielskim i polskim w pismach specjalistycznych, np.: Osteuropa (Stuttgart), Die politische Meinung (Bonn), Politische Studien” (Monachium), Europaeische Rundschau (Wiedeń), Laissez-Faire (Londyn), Journal of Interdisciplinary Studies (Santa Monica, Kalifornia), Kultura” (Paryż), Puls (Londyn), Kronika (Oslo), Echo (Toronto), a także kilku książek: „KGB – Z historii rosyjskiej i sowieckiej policji politycznej” (Berlin Zach. 1988/89 oraz kilka wydań w drugim obiegu w Polsce, Bułgarii i na Litwie) – była to pierwsza w języku polskim książka na temat KGB, o której twórca współczesnej sowietologii ksiądz profesor Józef Bocheński (z Uniwersytetu we Fryburgu w Szwajcarii) napisał: „Jedna z najlepszych prac naukowych, jakie znam w tej dziedzinie”; „Republika kartoflana –Polska wobec katastrofy polityczno-ekonomiczno-kulturowej”, Chicago 1997; „Samo-nie-rząd po galicyjsku – Tarnów w objęciach niekompetencji”, Tarnów 2000; „Przeciw korupcji”, Tarnów 2005; „SB i Polonia”, Chicago/Tarnów 2008, „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa”, Nowy Jork – Chicago –Tarnów 2015.

Wykłady – m.in. w: Stanford University, University of California at Berkeley, Council for Inter-American Security (Waszyngton), Univeristy of Hawaii at Hilo (Hawaje), University of Illinois w Chicago, El Colegio de Mexico (Meksyk), London School of Economics and Political Science w Londynie, a także we “Wszechnicy Radiowej”w Radio Wolna Europa w Monachium; ponadto w: Instytucie Badania Zagadnień Krajowych w Londynie, Instytucie Piłsudskiego i Shevchenko Scientific Society w Nowym Jorku, The Polish  Institute of Arts and Sciences w McGill University w Montrealu, dla Polonii m.in. w Oslo, Chicago, L os Angeles, Phoenix w Arizonie, New Jersey czy Connecticut.

Doktorat. Ilekroć powstaje sprawa autentyczności doktoratu pana dr. Ciesielczyka oraz czy on faktycznie ten tytuł posiada, pan Ciesielczyk reaguje zdenerwowaniem i agresją – nie jest w stanie okazać żadnego dokumentu, i że w ogóle dokument taki posiada. Jest to temat wysoce wybuchowy, prawdziwa nitrogliceryna.

Współpraca z Instytutem Pamięci Narodowej (IPN). Współpraca z IPN pana doktora, profesora, nie ułożyła się pomyślnie, ponieważ pan doktor, profesor został szybko z Instytutu przepędzony.

Kariera polityczna. Założyciel Partii Uczciwości (Skąd my to znamy?!).W latach 1994-2002 był radnym Rady Miejskiej w Tarnowie. Instytut Pamięci Narodowej przyznał dr. Ciesielczykowi status pokrzywdzonego przez SB, a Prezydent Lech Kaczyński zaprosił go w 2006 roku – jako jednego z działaczy opozycji antykomunistycznej lat 70-tych na uroczystości 30-lecia KOR. (Ciesielczyk nigdy nie był działaczem opozycji Solidarnościowej – przyp. aut.).

W Złotej Księdze Polskiego Samorządu – 2002-2006 dr Ciesielczyk określony jest jako najbardziej tępiony polityk tarnowski przez lokalne media. Na początku 2015 doprowadził do unieważnienia wyborów samorządowych w Tarnowie, które wypadły niepomyślnie dla jego kandydatury. W powtórnych wyborach, tym razem, został wybrany radnym. I o to właśnie panu doktorowi prawdopodobnie chodziło – rozbić wybory, aby w następnych znalazło się miejsce dla niego – w których został radnym miasta Tarnowa. W 2014 kandydował na Prezydenta Tarnowa. Niestety, sromotnie przegrał. Znając jednak jego upór, wygląd agresywnego tryglodyty, bezwzględny egoizm oraz nieustępliwość w dążeniu do celu mógł od tego czasu wywijać społecznością miasta bezkarnie. I tak też się stało. To, co się dzieje w Tarnowie za sprawą pana radnego Ciesielczyka, przechodzi wszelkie wyobrażenie. Jednak, dzisiaj, nie to jest przedmiotem naszych rozważań”. Koniec cytatu.

                                                             * * *  

Biorąc pod uwagę, wszechstronną, wielopoziomową edukację pana profesora, doktora Ciesielczyka, mnogość uzyskanych przez niego tytułów naukowych oraz niebagatelny dorobek tegoż, dochodzimy do przekonania, że mamy, proszę Państwa, fenomenalny przykład współczesnego człowieka Renesansu. Giganta. Umysłu na miarę wielkiego Leonarda da Vinci.

Zważywszy na zakres wszechstronności naukowej pana Doktora, mnogość ukończonych fakultetów, to i cztery umysły wielkiego Leonarda nie sprostałyby pojemności umysłu genialnego pana profesora licznych światowych uniwersytetów.  

Gdyby pan dr Ciesielczyk był prawdziwym akademikiem, nie ośmieszałby się wyliczanką uczelni, z którymi współpracuje. System uniwersytecki ma swoje żelazne regulacje, od których nie odstąpi. I tutaj poniosła pana Ciesielczyka jego wybujała fantazja z czego wniosek, że nigdy profesorem akademickim nie był i nie będzie. Może odbył na kilku uczelniach skromne prelekcje i tym samym wypromował siebie na Internecie na profesora. Taką ma fantazję. Lecz nic poza tym.

Proszę Państwa, proszę znaleźć chwilę czasu i zadać sobie nieco trudu – zatelefonujcie do kilku uczelni, z którymi „współpracuje” dr Ciesielczyk. Jego nazwisko jest tam kompletnie nieznane (!). Nieznane także są żadne publikacje książkowe pana Ciesielczyka w wymienionych przez niego bibliotekach uniwersyteckich.

Niektóre z wyliczonych przez pana Ciesielczyka licznych Alma Mater, bardzo możliwe, poznał pan doktor, profesor, korzystając tam przypadkowo z toalety, gdzie przyszło mu puścić wonnego zefirka, co nastroiło go filozoficznie do świata naukowego tej uczelni i spowodowało, że zapragnął zostać tamże pracownikiem naukowym. Przepraszam – magistrem toaletowym.

                                                                   * * *

Przestępca kryminalny. Trzeba podkreślić, że Pan Ciesielczyk, doktor, profesor, jest osobą ściganą przez Interpol za kidnaping własnego dziecka, a takie przestępstwa, jak wiemy, nie ulegają przedawnieniu. Przestępstwo zostało popełnione na terenie Niemiec i nie ma mowy, aby pan Ciesielczyk mógł do Niemiec podróżować jako wykładowca uniwersytecki nie narażając się na aresztowanie.

Marek Ciesielczyk, profesor, doktor, ma za sobą ponurą, kryminalną przeszłość. Wyjechał do Niemiec i tam poznał swoją pierwszą żonę, Małgorzatę. Małżeństwo było niezwykle burzliwe. Ciesielczyk bił swoją żonę, oskarżał ją o to, że była agentem KGB. To ona utrzymywała rodzinę. Ciesielczyk zajmował się studiami i tropieniem agentów,

których widział za każdym drzewem.

Maltretowana, bita kobieta, po próbie gwałtu, na oczach córeczki, w końcu zdecydowała się odejść od męża. Zamieszkała w domu samotnej matki, zaś ojciec mógł odwiedzać córeczkę raz na dwa tygodnie. Podczas wizyt groził Małgorzacie tym, że nigdy nie zobaczy już swojego dziecka, ją samą zaś pobije, gdyż jako agentka KGB na nic innego nie zasługiwała. Tak też się stało. W czasie wizyty ojca, kiedy matka przypuszczała, że dziecko bawi się w teatrzyku lalek, Ciesielczyk siedział już w samolocie do Chicago wraz z porwaną córeczką. Rozpoczęło się poszukiwanie. Dochodzenie podjęła niemiecka policja oraz Interpol. Po kilku miesiącach udało się ustalić, że Ciesielczyk wywiózł córkę do Stanów Zjednoczonych. Wkrótce ustalono adres w Chicago, gdzie kątem, wraz z porwanym dzieckiem, mieszkał Marek Ciesielczyk. Małgorzata, wraz ze swoim niemieckim adwokatem, zebrała niezbędne pieniądze i udała się do Chicago. Ciesielczyk, korzystając z gościny u pp. Kochów, czuł się bezkarny nie przypuszczając co nastąpi. Małgorzacie udało się natomiast wejść do domu bocznym wejściem kompletnie zaskakując Ciesielczyka. Udaje jej się natychmiast zabrać córeczkę i szybko uciec do czekającego na nią samochodu.

Gospodarz domu, pan Koch w rozmowie z mediami, podkreślał, że dziecko było bardzo zaniedbane, nie było odpowiednio przewijane. Miało wyraźnie za ciasne buciki – nie mogło rozprostować paluszków. Ojca dziecka to nie interesowało. Państwo Kochowie kupili dziecku nowe buciki, aby dziewczynka mogła normalnie chodzić. Małgorzata szybko postanowiła wrócić z córką do Niemiec. Zmienia adres, zrywa wszelki kontakt z mężem, lecz już po trzech miesiącach Ciesielczyk ustala nowy adres i ponownie straszy żonę, że porwie dziecko. Jednak może już on niewiele – gdyby usiłował przekroczyć granicę Niemiec, groziłoby mu aresztowanie.          

Historią Małgorzaty Ciesielczyk żywo interesowała się prasa niemiecka. W gazetach ukazało się sporo tekstów opisujących gehennę, jaką przeszła Małgorzata Ciesielczyk. Z publikacji wynika, że niemiecka policja zgromadziła na Ciesielczyka pokaźny materiał. Niemiecki dziennikarz, Mathias Letterbrichler, który opisywał powyższe wydarzenia, wspominał o kolejnych groźbach ze strony Ciesielczyka. Ten wolał jednak nie przekraczać granicy Niemiec – najwyraźniej zdając sobie sprawę, że czeka tam na niego więzienna cela.

Kidnaping, podobnie, jak pedofilia, jest przestępstwem federalnym, ściganym na całym świecie i nie podlegającym przedawnieniu. Fakt ten poddaję do przemyślenia wszystkim, którzy zapraszają pana Ciesielczyka do Stanów Zjednoczonych i lansują go jako naukowca i badacza Polonii popularyzując jego wizyty i finansując je z pieniędzy polskich organizacji. W Stanach Zjednoczonych każde pojawienie się Ciesielczyka ma posmak sensacji – zawsze zapowiada się, że ujawnione zostaną rewelacje o agentach komunistycznych wśród polskiej emigracji, którzy współpracują lub współpracowali z komunistami. Wszyscy czekają na nazwiska, jednak pan doktor, profesor, nie jest w ciemię bity – dla niego przyloty do USA, to żyła złota. Zwracają się koszty przylotu i pobytu, a że na spotkanie z panem doktorem, profesorem przychodzi 8 osób, to już drobiazg. Pan doktor przedłuża sobie Zieloną Kartę i przyleci za rok śmiejąc się w kułak z niewyedukowanych prostaków, którzy go tutaj, w Ameryce, podziwiają, finansują i lansują.

Kto lansuje dr. Ciesielczyka? Organizatorzy spotkań – niezorientowani przybysze z kraju, rozrabiacka część starszej Polonii, niektórzy księża, kilka polonijnych organizacji, które Ciesielczyk naciąga na pieniądze, zbałamucona prasa polonijna – „Dziennik Związkowy” (organ KPA), chicagowski „Kurier” (redaktor odpowiedzialny Marek Bober),

Radio 2000 (redaktor prowadzący i lansujący Ciesielczyka – Marek Bober), upstrzony od zawsze agenturą komunistyczną nowojorski „Nowy Dziennik” z niezwykle aktywnym panem Wojciechem Maślanką, organizatorem spotkań dr. Ciesielczyka z Polakami, kanadyjski „Dziennik Polski” pana Wiesława Magiery” (aktywnego wydawcy oraz właściciela gazety opluwającej wszystko, co patriotyczne i polskie), „Biały Orzeł”,

„Express”, a także prasa krajowa, jak „Dziennik Polski” czy „Gazeta Krakowska.

Należy podkreślić, iż wszystkim, którzy sprowadzają do USA i lansują kryminalistę, poszukiwanego przez prokuraturę polską czy zagraniczną, grożą poważne konsekwencje współudziału w przestępstwie federalnym. Obecność Ciesielczyka w USA powinna być natychmiast zgłoszona do władz amerykańskich ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami.

Jeżeli Polonia amerykańska lekceważy lub nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, którą wykreowała, to teraz uprzejmie wszystkich amerykańskich Polaków informuję, że zostaną podjęte odpowiednie kroki, aby ten kabaret ostatecznie zakończyć.

Katarzyna Bey-Raszewska

2 Komentarze

  1. “to teraz uprzejmie wszystkich amerykańskich Polaków informuję, że zostaną podjęte odpowiednie kroki, aby ten kabaret ostatecznie zakończyć.” Co to znaczy wszystkich amerykańskich Polaków? Kto to jest pani Katarzyna Bey-Raszewska? Mnie i wielu innych amerykańskich Polaków nie interesują rozgrywki między polonijnymi grupkami. O istnieniu faceta o nazwisku Ciesielczyk wiem dlatego, że of czasu do czasu jest przypominany na stronie PfP. Więcej mnie to nie interesuje. Chyba od dzisiaj przestanę zaglądać na stronę PfP, bo nie chcę być utożsamiany z “amerykańskimi Polakami” znającymi pana Ciesielczyka.

  2. Wszystko wykazuje na to, że nie istnieje “na Polonii” opinia publiczna. W zdrowym środowisku osoba Ciesielczyka nie byłaby tolerowana. Dlatego pobekuje w różnych punktach Polonii bezkarnie, wspierają go nawet polonijni dziennikarze, na przykład Wojtek Maślanka z “Nowego Dziennika”, czy księdz z Polskiego Kościoła Narodowego w Brooklynie a także kierowcy ciężarówek płci obojga. Jego rzeczniczką w Chicago była słynna Sylwia Kawa, posiadająca dyplom ukończenia kursu prowadzenia tzw. traków. znana również jako specjalistka od udzielania pomocy przy uzyskaniu zielonej karty drogą małżeństw. Pisała nawet do prezydenta RP w swoim czasie w sprawie polonijnych agentów, wspierając ochoczo Ciesielczyka. Łowca agentów” z m. Tarnowa jest, jak dotąd bezkarny, a gwarantują mu to pożyteczni idioci i różne łaknące sławy indywidua i ciemne typy. Nikt praktycznie nie może się zdobyć na znak protestu, pewnie dlatego, aby samemu nie zostać przez “wykładowcę” zaatakowanym. Ciesielczyk podejmuje ochoczo zlecenia na ataki Bogu ducha winnych ludzi, nawet zacne organizacje z Filadelfii korzystały z jego usług. Na kogoś napisano donos, Ciesielczyk skopie nie donosicieli, a ofiarę donosu. Serwuje wyroki w sprawach, o których nie ma pojęcia. No i zbiera dolary za zasadzie: rzuć pan stówkę. Od działalności Ciesielczyka odciął się IPN. Może w końcu Sąd w Nowym Jorku ukróci haniebną działalność tego najwyraźniej chorego człowieka, mogącego być zagrożeniem dla zdrowego społeczeństwa. Ciekawe, że nawet Gazeta Krakowska dała się nabrać na jego autoreklamę.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: