W Chicago daleko do końca kryzysu

1
396

budynkiOstatnio pojawiło się sporo informacji o znacznym wzroście cen nieruchomości w Chicago. Po okresie długiego krzysu na informacje o wzroście cen entuzjastycznie zareagowały biura realnościowe oraz firmy pożyczkowe. Natychmiast pojawiło się sporo komentarzy medialnych o tym, że teraz, obecnie, jest ten wymarzony czas na sprzedaż domu lub kupno nowego.

Niestety muszę ostudzić nieco te nastroje, gdyż wzrosty bardzo szybko mogą zamienić się w drastyczne spadki. Powiem więcej, w informacjach o odrodzeniu rynku nieruchomości dostrzegam brak odpowiedzialności, który doprowadził do wybuchu kryzysu w 2008 roku. Głównie stało się to za sprawą pożyczek “subprime”. To jednak osobny temat, opisany w literaturze, nawet w hollywodzkich produkcjach filmowych.Teraz zaś popatrzmy na sytuację finansową miasta, gdyż w przemożny sposób zależeć od tego będzie również sytuacja na rynku nieruchomości. Brak etyki polega w tym wypadku na ukrywaniu prawdziwej sytuacji.

 

Sygnał ostrzegawczy zapaliły agencje ratingowe. S&P obniżyło do negaywnej A- ocenę gospodarki Chicago. Natomiast nie tak dawno agencja Moody’s oceniająca zdolność kredytową, w przypadku Chicago obniżyła ją jednorazowo, aż o trzy stopnie. Jednocześnie Moody’s w ostrych słowach skrytykowała władze miasta za daleko niewystarczające działania w celu poprawy sytuacji finansów miasta.

Burmistrz Rahm Emanuel mówił co prawda, iż spodziewał się obniżenia ratingu, ale twierdził, że miasto podejmowało rozliczne wysiłki w celu uratowania sytuacji.

Negatywna ocena agencji ratingowych to wynik rosnącego zadłużenia funduszy emerytalnych pracowników miejskich, głównie strażaków oraz policjantów. Miasto musi wpłacić do tych funduszy 600 milionów dolarów. Brak reformy systemu emerytalnego spowoduje, że w roku 2015 deficyt funduszy miejskich w związku z funduszami emerytalnymi wniesie ponad miliard dolarów. Tego się już nie da zamieść pod dywan.

To jednak nie całe zadłużenie, pamiętajmy o deficycie Chicagowskiej Rady Szkolnej. Ile wyniesie realny deficyt, tego w tej chwili przewidzieć nie sposób. Niższy rating oznacza wyższe koszty pożyczania pieniędzy. Obie agencje zgodne są w ocenie, iż bez poważnych, nowych źródeł dochodów miasto nie rozwiąże swoich problemów. Nowe źródła dochodów, to wyższe podatki.

Władze obiecują, że podatki pozostaną na niezmienionym poziomie w roku 2014, ale w 2015, tutaj nikt już pary z buzi nie puści. Wiadomo, że myśli się o poważnym podniesieniu podatku od sprzedaży i podatku od nieruchomości. Mówimy o znacznych podwyżkach, jeżeli Chicago chciałoby uniknąć losu Detroit. Pesymiści twierdzą, że jednorazowa podwyżka podatku od nieruchmości może sięgać nawet 30%.

Sytuację mogłaby zmienić gruntowna reforma systemów emerytalnych, jednak tutaj na razie nie widać woli politycznej do dokonania potrzebnych zmian. Klasa polityczna w Illinois nie ma odwagi, aby zaproponować odpowiednie, nie zawsze popularne rozwiązania.

Kłpoty Detroit zaczęły się także od niedoborów w funduszach emerytalnych. Na razie Chicago także podąża tą drogą. Czas pokaże, czy skończy tak jak Detroit. Na razie ciągle mamy czas na odpowiednie reformy, ale zegar tyka.

 

Andrzej Jarmakowski

 

Foto: budynki Chicago: commons.wikimedia.org

 

 

1 Komentarz

  1. W Chicago i w IL nie bedzie zadnych reform systemow emerytalnych. Demokraci nie sa do tego zdolni i nie uderza w swoja podstawowa baze jaka sa zwiazki zawodowe. Finalem bedzie bankructwo miasta i calego stanu.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: