To niemądre i niesprawiedliwe prawo. Zmieńmy je

6
321

Janusz Niemcewicz Andrzej Mączyński Stanisław Zabłocki Stanisław Kosmal sekretarz Stanisław Czaplicki Stefan J. Jaworski Andrzej Kisielewicz Maria Aleksandra Grzelka Włodzimierz Ryms Bogusław DauterPrawa zawsze trzeba przestrzegać. Ale gdy widzimy, że mamy do czynienia z prawem bardzo głupim i niesprawiedliwym, to trzeba o tym głośno mówić i dążyć do jego zmiany. A tak jest dzisiaj z prawem regulującym finansowanie partii politycznych i prowadzonych przez nie kampanii wyborczych.

Boleśnie przekonała się o tym Nowoczesna (a także – choć trochę łagodniej – Partia Razem). Jak można przeczytać w uchwale Państwowej Komisji Wyborczej „w sprawie sprawozdania partii politycznej Nowoczesna Ryszarda Petru o źródłach pozyskania środków finansowych w 2015 r.”, Nowoczesna popełniła dwa błędy.

Pierwszy ma charakter czysto księgowy. Partia ze swojego rachunku bieżącego przelała wprost na konto powołanego przez siebie komitetu wyborczego kwotę 1.971.500 zł, a powinna najpierw tę kwotę przelać na konto własnego funduszu wyborczego, a dopiero następnie, z konta owego funduszu, na konto komitetu wyborczego. Nikt nie kwestionuje legalności tych prawie 2 milionów złotych. Nikt nie twierdzi, iż partia zebrała je w sposób nieuprawniony. Chodzi wyłącznie o nieuwzględnienie pośrednictwa funduszu wyborczego. Ale zgodnie z obowiązującym prawem owa kwota prawie 2 mln złotych zasiliła konto komitetu wyborczego nielegalnie i podlega zwrotowi na rzecz skarbu państwa.

Drugi błąd dotyczył przyjęcia nieprawidłowych wpłat (np. przelewem pocztowym lub z zagranicy) na łączną kwotę niespełna 12 tysięcy złotych. Tę kwotę też (i tu trudno czynić prawu zarzut) należy zwrócić skarbowi państwa.

Oczywiście, skarbnik każdej partii powinien przepisy dotyczące finansowania partii znać na pamięć i nic nie usprawiedliwia takich błędów. Ale zachowajmy też właściwe proporcje. Zauważmy, że jedyny prawdziwy i nie budzący wątpliwości grzech Nowoczesnej polega na pozyskaniu pieniędzy z niewłaściwych źródeł (dodajmy, że grzech nie ukrywany ale odnotowany księgowo) na łączną kwotę niespełna 12 tysięcy złotych. Ale kara, jak spotka za to Nowoczesną, sięgnie grubo ponad … 25 milionów złotych!

 

PKW nie ma w tej sprawie pola manewru. Jedynie stosuje prawo, które przewiduje, po pierwsze, zwrot kwot uznanych za „nielegalne” (w tym przypadku za taką kwotę uchodzi także 1,97 mln złotych, bo pieniądze te nie przeszły przez fundusz wyborczy) oraz, po drugie, utratę subwencji  w wysokości ponad 23 mln złotych, którą partia – gdyby nie te błędy – otrzymałaby w okresie 2015–2018.

W żadnym innym obszarze regulowanym prawnie nie znajdziemy takiej dysproporcji pomiędzy wykroczeniem (relatywnie drobnym)  a karą (tak drakońską). To tak, jakby za przekroczenie o 5 minut opłaconego czasu postoju kodeks drogowy przewidywał konfiskatę naszego samochodu.

Prawo, które prowadzi do takiej dysproporcji jest po prostu głupie i niesprawiedliwe. Należy je zmienić.

Paweł Piskorski

 Foto; www.radiopik.pl

Widey: Youtube.com

6 Komentarze

  1. W necie podano “~Piter : Co wspomina o Maciarewiczu znany opozycjonista Bogdan Lis: “Trudno było wtedy być liderem, to wiązało się z odpowiedzialnością za ludzi. Ja tych wszystkich osób, które chcą teraz zmieniać historię, tam nie widziałem. Antoni Macierewicz w 1983 roku chciał się ze mną spotkać, miał coś ważnego do powiedzenia. Wyszedł na przepustkę z obozu dla internowanych. Zwrócił się o spotkanie i ja się z nim spotkałem, a to zawsze jest problem, gdy się z podziemiu spotykasz z kimś, kto nie jest w strukturach podziemia, bo trzeba się odpowiednio ubezpieczyć. Szybko uciekłem z tego spotkania, bo uznałem go za agenta KGB. On namawiał mnie do tego, żebym się ujawnił, mówił, że “Solidarność kaputt, że to koniec z Solidarnością” – i mówię to z ręką na sercu – “że tak naprawdę jedynym ratunkiem jest, żebyśmy tak autentycznie, naprawdę pokochali ZSRR, bo tylko, jak oni nam uwierzą, że my ich kochamy, to dadzą nam więcej wolności”. Taki człowiek! On ma być dziś liderem tamtej Solidarności?!
    Newsweek, 6.03.2016
    zwiń

    • W książce Cenckiewicza poświęconej inwigilacji Ruchu Młodej Polski Luśnia nie występuje, a już wtedy było wiadomo, że z kolesiem Antoniego coś jest nie tak.
      Wyraźnie widać, że w sprawie Luśni Cenckiewicz ma dziwne i uporczywe ” zaniki pamięci “.
      A żeby było ciekawiej, obrońcą Luśni od zawsze jest adwokat Andrzej Lew – Mirski. Osobisty adwokat Antoniego, który dostał robotę w MON. Będzie się zajmował “szkodami osobowymi” po katastrofie smoleńskiej.
      Lew Mirski jest także pełnomocnikiem Chrisa Cieszewskiego, “profesora” od smoleńskiego zespołu parlamentarnego pod kierownictwem Macierewicza. To właśnie Mirski ogłaszał w mediach „niepokornych”, że Cieszewski poddał się autolustracji, a sąd prawomocnie oczyścił go z zarzutów agenturalności. Nie mogę się doprosić jakichkolwiek namiarów do wyroku tegoż sądu.
      Lewi-Mirski to też obrońca prorosyjskiego Kobylańskiego do którego jeździły pisiory z pielgrzymkami.
      Bliskim kolegą Luśni jest Konrad Rękas, wiceszef proputinowskiej partii Zmiana. Antoni z Rękasem kontaktował się jeszcze w 2011.
      Doborowe towarzystwo.
      zwińCd z netu, “

  2. Nowinki z netu” ~drobne wydatki Macierewicza w MON : Przez lata w opozycji Antoni Macierewicz “badał” katastrofę smoleńską przy wsparciu niedużego grona wiernych współpracowników. Teraz przyszedł ich czas. Kancelaria mecenasa Andrzeja Lwa-Mirskiego za zlecenia od MON miała zarobić 270 tysięcy złotych. Na liście doradców są też inne nazwiska, które przewijały się przez smoleński zespół Macierewicza.

    Antoni Macierewicz otoczył się w Ministerstwie Obrony Narodowej sporym gronem doradców. Na liście płac jest 21 nazwisk, a wydatki na ich umowy wyniosą około miliona złotych – donosi portal OKO.press. Wrażenie robią zarobki Andrzeja Lwa-Mirskiego, który za 147,6 tys. zł będzie wykonywał “usługi analityczno- doradcze na rzecz ministra obrony narodowej”. Umowę podpisano na 11,5 miesiąca.

    Ale to nie koniec, bo kolejne 120 tysięcy kancelaria skasuje za reprezentowanie MON w cywilnych sprawach wytoczonych przez rodziny smoleńskie. Zlecenie z resortu dostał też syn mecenasa Maciej, który w grudniu 2015 roku doradzał Macierewiczowi przez 5 dni. Zarobił za to 7 tysięcy złotych.
    Na liście doradców szefa MON jest też Jan Czarniecki, lektor angielskiej wersji filmu ze spotkania z Antonim Macierewiczem, dzięki której o smoleńsku mogli usłyszeć też zagraniczni widzowie. Teraz zajmuje się monitoringiem prasy (24 tys. zł za dwa miesiące i 35 tys. zł za trzy miesiące). Kazimierz Nowaczyk za “konsultacje, wydawanie opinii w zakresie bezpieczeństwa państwa” dostanie w tym roku 120 tys. zł.

    Wiadomo, że dla Antoniego Macierewicza sprawa smoleńska jest absolutnym priorytetem, rozmawiał o niej nawet z papieżem Franciszkiem. – Z tego co wiem ważnym elementem rozmów była kwestia katastrofy smoleńskiej – powiedział w RMF FM szef MSZ Witold Waszczykowski. Dopytywany o szczegóły stwierdził: – To już zostawmy ministrowi Macierewiczowi – uciął. Tłumaczył, że Franciszek powinien mieć wiedzę o badaniu tragedii, bo jest ważnym politykiem i spotyka się z innymi ważnymi politykami, więc “trzeba było wyposażyć papieża w taką wiedzę”.

    O przebiegu spotkania wiceprezes PiS opowiedział zaprzyjaźnionemu “Naszemu Dziennikowi”. – Ponieważ miałem możliwość nauczenia się kiedyś języka hiszpańskiego, rozmawiałem po hiszpańsku. Z zaplanowanych 10 minut rozmowa przedłużyła się do ponad dwudziestu – mówi z dumą polityk.

    • Sprobuj na Youtube i wpisz Stonoga, tam sa bardzo ciekawe informacje, takie, ze uszy zbieleja. Warto poswiecic czas na odsluchanie .polecam

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: