Szczyt NATO obnaża kryzys demokracji

0
342

szcztyOd jakiegoś czasu jest tak, że kiedy liderzy ważnych światowych potęg pragną wspólnie pogadać, obawiając się gniwu ludu muszą zamykać się w jakiś niedostępnych górskich zamkach albo gdzieś na środku pustyni. 20 i 21 maja liderzy państw Sojuszu Atlantyckiego przyjadą do Chicago, choć to akurat duże miasto, a nie pustkowie. W związku z tym w Wietrznym Mieście zapanował stan zbiorowej paranoji.

Obawiając się terrorystów i demonstracji rozmaitych lewaków, pospolitych wariatów, pacyfistów, anarchistów i innych dużą cześć miasta wydzielono i uczyniono z niej strefę wojenną. Wszak NATO to sojusz wojskowy. Mieszkańcy będą mieli problem z dostaniem się do swoich domów, zaś właściciele restauracji licza straty, gdyż klienci nie dotrą do ich lokali. Cała sprawa jest o tyle dziwna, że przecież w Chicago nie będzie prezydenta Ukrainy, który ku oburzeniu wielu członków NATO zamknął w więzieniu Julię Tymoszenko, ani innych ciemnych typów. Wszyscy przywódcy jacy zjadą do Chicago wybrani zostali w demokratycznych wyborach, mają za sobą mandat społeczny więc trudno pojąć dlaczego ich spotkanie miałoby wywoływać jakieś skrajne reakcje wśród kochających wolność i demokrację mieszkańców Chicago.

Zwłaszcza, że na szczycie nie zapadną przecież jakieś przełomowe decyzje. Wielu eurpejskich przywódców już i tak przed szczytem zdobyło się na spore wyrzeczenie, bowiem zadeklarowało, że nie pojedzie na Ukrainę, aby sledzić wystepy swoich reprezentacji kopaczy nożnych. Biorąc pod uwagę znaczenie piłki nożnej w .życiu społeczeństw europejskich członków NATO wyrzeczenie jest wręcz kosmiczne. Jednak na agendzie nie ma wypowiedzenia wojny Ukrainie, kibice w Kijowie mogą więc spać spokojnie. NATO nie wypowie wojny także żadnemu innemu krajowi. Mówi się, że co najwyżej ogłoszona zostanie operacyjna gotowość tarczy antyrakietowej, ale to też pic na wodę, bowiem w rzeczywistości żadna tarcza nie istnieje, poza tymi używanymi na turniejach rycerskich.

Szczyt będzie rzecz jasna musiał przykryć kompletne fiasko misji Sojuszu w Afganistanie, gdzie umocniono państwo religijnej tyranii. Będą więc deklaracje o walce z terroryzmem i innym wszelkim złem, zaś wydzielona w mieście strefa wojenna pewnie ma uzasadniać konieczność składania takich deklaracji. Każdy będzie mógł zauwazyć jak drakońskich środków trzeba uzywać. Szczególnie wiele do powiedzenia będzie miało w trakcie szczytu mocarstwo litewskie, które wśród członków Sojuszu wyróżnia się tym, że ma zero samolotów, z których można sobie postrzelać. Dlatego przestrzeń powietrzna nad tym krajem patrolowana jest przez mocarstwo polskie, które wykorzystuje do tego celu F-16 lub stary posowiecki złom latający znajdujący się na jego uzbrojeniu. Tak po prawdzie europejscy członkowie sojuszu to militarne karły tak więc o sprawach militarnych mogą sobie co najwyżej pogaworzyć.

Ze szczytu w Chicago zadowoleni są prawnicy, których w śródmieściu pracuje około 30 tysięcy. Już wpłynęła ponad setka pozwów sądowych od domgających się odszkodowań albo od organizacji nie godzących się na zamianianie miasta w twierdzę wojenną i ograniczenie swobód obywatelskich. W Ameryce wcale nie trzeba oblać się wrzątkiem w McDonald’s aby składać groźne pozwy sądowe. Prawnicy przecież muszą mieć zajęcie. Zresztą z tymi swobodami obywatelskimi to też jest dziwnie. Jakoś tak się składa, że problemy zaczynają się w momencie, kiedy ktoś próbuje z nich skorzystać. Władze miasta Chicago wykorzystały szczyt, aby w ogóle wprowadzić szereg rozmaitych ograniczeń. Kiedyś na przykład podczas parady z okazji uchwalenia rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja z Piotrem Dąbrowskim niosłem w 2000 roku transparent z napisem Andrzej Olechowski. Teraz już nie poniesiemy, gdyż, aby nieść transparent do dźwigania którego potrzeba więcej niż jednej osoby konieczna jest specjalna zgoda. Burmnistrz Rahm Emanuel pewnie decyzje tę podjął zainspirowany serialem „Boss”. Tam na jednym z odcinków tłum manifestantów uzbrojony w transparenty, zgromadzony na Daley Plaza krzyczał pod oknami burmistrza ‘Krwiopijca”. Biorąc pod uwagę ciągle rosnące podatki i nne opłaty miejskie scena ta nie była daleka od prawdy.Zważywszy, że wprowadzane przepisy, przy okazji szczytuNATO i będą obowiązywać po jego zakończeniu trzeba będzie znacznie więcej zachodu, aby sobie pod oknami burmistrza powrzeszczeć. Spokój i cisza dla burmistrza okazują się bezcenne.

Podjęte środki bezpieczeństwa są mało adekwatne do rzeczywistych zagrożeń. To raczej oczywiste. Dlatego radzę 20 i 21 zostać w domu.Myślę, że byłaby to największa kara dla tych, którzy szczyt zamienili w histerię. Demonstrować tak na dobrą sprawę nie ma przeciwko czemu ani za czym. Pożegnanie prezydenta Sarkoyzy’ego, który w niedzielę pewnie przegra wybory nie jest dla mnie wystarczającą okazją. Niech go żegnają Francuzi. Bardziej mnie już martwi podobno marna forma reprezentacji piłkarskiej potomków zdobywców Bastylii. Zostanie w domu ma wiele dobrych stron. Policja nie dostanie wypłaty za nadgodziny, co poprawi stan miejskiego budżetu. Pustka pokaże bezsens tej sytuacji, jaskrawo udowodni, że zwyczajnie przegięto pałę. To co dzieje się w Chicago z okazji szczytu pokazuje, że demokracja przeżywa kryzys. Jeżeli z powodu pogawędki grupy bardzo ważnych osób miasto ma przypominać Warszawę albo Gdańsk z lat stanu wojennego znaczy, że nie dzieje się dobrze. Sam szczyt zaś będzie kolejną rundą międzynarodowego gadulstwa. Nie warto sobie tym głowy zawracać. Przecież nikt przytomny nie uwierzy, że europejskie mocarstwa wydające mniej niż 2% swojego GNP na obronę przed Chińczykami mogą poważnie rozmawiać na ten temat. Niech przywódcy, którzy tym razem spotkali się nie za górami i lasami, tylko za tysiącem kordonów bije pianę w spokoju. Dla nich także fakt, że nikt nie zwróciłby na nich uwagi też byłoby raczej zasłużoną karą za zafundowaną mieszkańcom Chicago paranoję.

 

Andrzej Jarmakowski

 

Foro: Reuters

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: