Świat muzułmański w fazie wrzenia

0
305

islam filmFilm „Niewinność muzułmanów” nakręcono w 2011 roku. Koszt produkcji określono na pięć milionów dolarów. Film stanowi rzeczywiście swoistą prowokację, jednak nie ma on wiele wspólnego ze Stanami Zjednoczonymi. Jego twórcą miał być Sam Bacile, człowiek, który prawdopodobnie nie istnieje. Nie wiemy jeszcze wszystkiego o produkcji tego filmu, nie znamy wszystkich faktów, ale tropy prowadzą do egipskich koptów. Początkowo krytycy filmu jak zwykle w takich wypadkach dopatrywali się żydowskiego spisku, ale Izrael ogłosił, że nie ma obywatela państwa żydowskiego o takim nazwisku. Film, jak film, funkcjonował sobie w internecie i nikt nie zwracał na niego uwagi, aż nagle po blisko roku został zauważony i wywołał świete oburzenie muzułmanów. Szturmującyambasady i konsulaty USA w wielu krajach obwiniają o obrazę uczuć Stany Zjednoczone, choć one z produkcją filmu nie miały nic wspólnego. Nawet zaś gdyby miały, to przecież w USA póki co każdy sobie może nakręcić film jaki zechce, ale to nie dotrze do świadomości muzułmańskich manifestantów, żyjących w państwach średniowiecznych dyktatur.

prawa trochę przypomina ponurą historię z karykaturami Mahometa. Duńska gazeta Jyllands Posten opublikowała 12 karykatur. Potem okazało się, że największe szkody poczyniła przefaksowana fotografia brodatego mężczyzny w masce w kształcie świńskiego ryja. Potem okazało się, że było to zdjęcie wykonane przez fotoreportera agencji AP podczas jarmarku w jednej z francuskich wiosek podczas konkursu na najlepsze naśladowanie świńskiego kwiku. Nie miało to nic wspólnego z Mahometem i islamem, ani z Danią. Jednak grupa muzułmańskich duchownych, z Danii, gdzie uzyskała azyl politytczny pojechała do Egiptu licząc na wywołanie maksymalnej awantury. Po kilku miesiącach zabiegów udało się. Skutki powszechnie znamy.

Obecnie podobnie jak w przypadku pamiętnych karykatur, także święte oburzenie przyszło po kilku miesiącach. Tłumy w Egipcie, Iraku, Iranie, Jemenie, Bangladeszu szturmowały amerykańskie placówki dyplomatyczne. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała z atakiem na amerykański konsulat w Benghazi w Libii, podczas którego śmierć poniósł ambasador USA w Libii Christopher Stevens. Był on wybitnym dyplomatą, znakomicie mówiącym po arabsku i francusku. Do Libii przyjechał jako wysłannik USA na początku libijskiej rewolucji, zyskując sobie ogromny szacunek wielu mieszkańców tego kraju. Atak na amerykański konsulat nie był dziełem tłumu, ale był dobrze zorganizowanym atakiem wyszolonych sił militarnych. Zresztą w obronie amerykańskiej placówki śmierć poniosło kilku libijczyków. Libia obecnie nie kontroluje swoich granic, zaś w kraju wala się pełno wojskowego sprzętu, pozostałości po armii zabitego dyktatora. Tragiczne wydarzenia w Libii odróżnić trzeba więc od tego, co dzieje się w innych krajach, gdzie podjudzony tłum szturmuje placówki amerykańskie.

W Egipcie o tym, że dojdzie do manifestacji wiedziano już od kilku dni. Jednak władze Egiptu otrzymujące od USA znaczną pomoc materialną nie zrobiły nic, aby wzmocnić ochronę amerykańskiej placówki. Niejako po cichu zgodziły się na zamieszki, do akcji siły porządkowe wkroczyły dopiero po 48 godzinach. Egipt był sojusznikiem Ameryki od 33 lat. Jednak po zmianie władzy do głosu doszły antyamerykańskie fobie i niewątpliwie przemyślenia wymaga cała polityka USA wobec tego regionu. Zwłaszcza ze strony republikanów pojawiają się głosy, iż polityka wobec państw regionu była zbyt łagodna. Nieco przed szereg wyskoczył Mitt Romney, w oświadczeniu którego znalazło się kilka błędów. Pomylił on między innymi konsulat z ambasadą. To jednak zupełnie inna sprawa, raczej drugorzędna w tym zamieszaniu, nieco sztucznie podsycana przez media. Istotne jest bowiem to, że powodem świetego oburzenia stał się film, z którym Stany Zjednoczone, czy Hollywood nie mają nic wspólnego. Ciekawym będzie prześledzenie, jak doszło do zorganizowania świętego oburzenia, podobnie jak miało to miejsce w przypadku duńskich karykatur.

Pamiętać należy także, że oburzenie wobec filmu wybuchło w momencie, kiedy Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej ostrzegła, że Iran znacznie zwiększył produkcję wzbogaconego uranu i wkrótce może dysponować materiałem rozczepialnym do wyprodukowania pięciu ładunków jądowych. Wobec braku poparcia ze strony USA coraz bardziej oczywistym staje się, że Izrael rozważa możliwość przeprowadzenia samodzielnego ataku na irańskie ośrodki jądrowe. Nie zapominajmy także, że trwa wojna domowa w Syrii, wobec której wspólnota międzynarodowa jest bezradna. Sytuacja na Bliskim Wschodzie staje się więc coraz bardziej skomplikowana. Zapewne przez kilka dni trwać będą jeszcze rozmaite „spontaniczne” protesty.

Patrząc na ewidentnie manipulowanych manifestantów, nie wiem, czy rzeczy nie należy nazywać po imieniu. Obeserując wydarzenia zastanawiam się, czy aby religia nie jest wartością zbyt uprzywilejowaną, czy zbyt łatwo w naszych świeckich, zachodnich społeczeństwach nie przechodzimy do porządku dziennego nad rolą samej religii? Oczywiście nie jestem zwolennikiem obrażania kogokolwiek dla samej zasady. Patrząc jednak na protesty zastanawiam się, czy religia nie jest tutaj zbyt uprzywilejowana. Pewnie, że powiniśmy szanować inne przekonania religijne, ale tylko w takim sensie i takim stopniu jak szanujemy inne opinie na przykład o tym, że żona przyjaciela jest najpiękniejszą kobietą świata. Nie może być tak, że oceniając szturmujących ambasady nie można nic powiedzieć, bo zaraz okaże się, że obrażone zostają uczucia religijne. A przecież w tym wypadku to religia za wszystkim stoi.

Na pewno w ciagu najbliższych tygodni poznamy kulisy tych wydarzeń. Kto wie, może czekać na nas wiele interesujących niespodzianek. Na razie wiemy, że Ameryka ma poważny problem i poważnie musi przemyśleć strategię wobec tego regionu.

 

Andrzej Jarmakowski

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: