Świat cierpi na deficyt przywództwa

0
75


W czasach zarazy, analizuję informację i dochodzę do wniosku, iż świat cierpi na deficyt rozsądnego przywództwa. Decydenci nie należą do osób rozsądnych, czy odważnych, potrafiących podejmować śmiałe decyzje i co najważniejsze potrafiących unieść na swoich barkach, pewne ryzyko. Brakuje nam przywódców, kierujących się cechą, którą Andrzej Olechowski nazwał „obywatelskością”. Brakuje liderów, nie zapatrzonych w sondaże i nie szukających taniej popularności, analizujących ile głosów przyniesie jakieś posunięcie.

Patrząc na ostatnie lata, przekonany jestem, iż nie doceniamy jednej konsekwencji kryzysu finansowego z 2008 roku.  Konsekwencją tą była fala populizmu w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Produktem populistycznych nastrojów, była wygrana Donalda Trumpa.  Jeżeli przyjmiemy, iż klasyczny populizm jest reakcją obronną na kryzys, daje proste czarno białe odpowiedzi, aż strach się bać, trudno wyobrazić sobie jak wyglądać będzie fala populizmu po pokonaniu koronawirusa.

Od dawna wiemy, iż Donald Trump nie wierzy swojemu wywiadowi. Nie wierzy, gdyż wywiad często przynosi informacje, których, przywódcy nie lubią.  Kiedy informacje, fakty, analizy zagrożeń, nie pasują do wydumanej układanki, tym gorzej dla faktów. Można je zignorować. Tak też stało się w przypadku koronawirusa. Wywiad już na początku stycznie informował, iż w Chinach pandemia wirusa jest groźna i niebezpieczna, ponadto może się rozprzestrzenić.  Jeden z senatorów posiadając akcje hoteli, szybko je sprzedał na giełdzie.  Prezydent Trump zaś dziękował chińskiemu dyktatorowi za walkę z wirusem, jednak przez wiele tygodni nie uczyniono nic, aby Amerykę przygotować na nadejście wirusa. Co ciekawe, administracja nie otrzeźwiała,  nawet kiedy Chiny nie wpuściły delegacji CDC. Wówczas oczywistym było, że Chiny chciały coś ukryć. Zero reakcji.

Kiedy zaś wirus zaczął masowo zarażać, w odruchu bezmyślnej desperacji, zatrzymano całą gospodarkę. Wzięto maczetę i poczęto walić na oślep jak leci, przy okazji, pozbawiając pracy miliony ludzi.  Nie potrzeba było wojny, rakiet i wybuchów jądrowych, aby rozwalić ekonomię, pozbawić ludzi środków do życia.

Nie wiem co wyobrażają  sobie decydenci, nie wiem, ile bez pracy, ludzie wytrzymają w domach? To co się dzieje, jest bez sensu.

Naukowiec, specjalista z dziedziny prewencji na Uniwersytecie Yale. David L. Katz pisze, iż działać trzeba było punktowo.  Na łamach „New York Timesa” przekonuje, że konieczna była koncentracja na grupach najwyższego ryzyka, jego zdaniem nie trzeba było zamykać Uniwersytetów, czy restauracji oraz hoteli.Jego zdaniem skuteczność kwarantanny w amerykańskich warunkach, nie będzie wielka. Pożyjemy, zobaczymy.  Naiwnością jest przekonanie, iż jak tylko pokonamy wirusa, czyli jak zacznie spadać ilość zachorowań,  to natychmiast ekonomia wystrzeli jak rakieta. Nic z tych rzeczy, niech nikogo nie zmyli jakiś skok na giełdzie.  Dochodzenie do normalności zajmie wiele czasu.

Najpierw więc ignorowano niebezpieczeństwa, a potem, w odruchu paniki zatrzymano ekonomię. Uzasadnione jest pytanie, czy zastosowana terapia nie przynosi więcej  szkody niż pożytku? Pół biedy jeszcze, gdyby nadzwyczajna sytuacja, wykorzystana została dla przeprowadzenia koniecznych reform, w Illinois na przykład koniecznej reformy systemów emerytalnych pracowników stanowych, czy miejskich. Na to jednak szanse są zerowe. To też pokazuje jak bardzo cierpimy na deficyt przywództwa.

Koronawirus pokazał jak mało wydolne są systemy ochrony zdrowia. Znakomicie wykorzystał to Putin, niosąc pomoc włoskiemu niewydolnemu systemowi medycznemu, likwidując tym samym izolację Rosji, po rozpętaniu wojny na Ukrainie. Na razie to Putin, jest jedynym wygranym na tej pandemii.

Foto: facilitiesnet.com

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: