Psychiatryk jako środek walki z dobrem i kompetencją

1
384
Fot. Witryna www.szplo.praga-pld.pl: Poradnia zdrowia psychicznego na Saskiej Kępie , niedaleko miejsca gdzie Niemcy z NRD gromadzili się pod ambasadą Republiki Federalnej Niemiec… Oni chyba też mieli urojenia na temat NRD….

Strasznie się oburzamy czytając opowieści z czasów stalinizmu, gdzie psychiatria była wykorzystywana do walki z ludźmi niezgadzającymi się z bezprawiem i niekompetencją w ogóle. Wydaje się nam, że to jest rzecz miniona, a u nas nigdy nie zaistniała w takim zakresie. Otóż nie, choć dziś możliwość jej użycia wynika z niekompetencji wymiaru sprawiedliwości, który sam jest wykorzystywany w ten sposób oraz samych psychiatrów, wspieranych przez psychologów, którzy nie potrafią zauważyć zupełnie oczywistych spraw. Wynika to z braku kompetencji eksploatacyjnych, a więc braku zrozumienia sposobu działania ludzi różnych zawodów. Oni po prostu zakładają, że jak sąd tak powiedział, to jest prawie pewne, że tak jest jak w zadanym pytaniu. Do tego dochodzą konfabulacje własne wynikające z przekonania, że wie się wszystko o naturze działania człowieka. Brakuje poczucia odpowiedzialności za wystawiane opinie, co wynika z braku samokrytycyzmu, niezbędnej cechy każdego dobrego eksperta.

Porażającym przykładem jest ostatnio opisany w mediach ośmioletni (!!!!!) pobyt inspektora eksploatacji w szpitalu psychiatrycznym! Zakończony on został kasacją w sądzie najwyższym. Ciągle rozpatruje się go jako jeden przypadek. Nikt nie wspomniał o tym, że ten przypadek jest swego rodzaju katastrofą systemów wymiaru sprawiedliwości oraz leczenia psychiatrycznego. Jak to już opisywałem (a także profesjonalni dochodzeniowcy) przy okazji katastrofy smoleńskiej, do katastrof prowadzą wieloletnie drobne zaniedbania i wytworzone z tego powodu złe nawyki. Jak to jest, że przez osiem lat leczyli tego człowieka, czyli pastwili się nad nim marnując mu życie????

Opisywany pyrrusowy zwycięzca na pewno nie jest jedynym tak potraktowanym człowiekiem, bo przecież wszyscy pracownicy systemu psychiatrycznego przez te osiem lat coś musieli robić, nie tylko w jego sprawie. Robili na tym poziomie co wobec niego, a więc należy się spodziewać, że było także wiele innych, może nie tak drastycznych przypadków. Doprowadzenie do katastrofy w postaci skandalicznej opinii o inżynierze eksploatacji wykonującym swoją pracę i nie naprawienie tego błędu przez wiele lat bez wyroku sądowego, oznacza, że system psychiatryczny nie ma żadnych mechanizmów naprawczych w sobie. Nie jest w stanie rozpoznać, że popełnił skandaliczny błąd. Wymiar sprawiedliwości z kolei nie potrafił tego zauważyć bez sądu najwyższego, co także oznacza, że w wielu sprawach system krzywdzi ludzi i nie umie tego naprawić! Wynika to wprost z nauki o eksploatacji czyli eksploatyki.

Żeby nie być gołosłownym przytoczę znane mi przypadki, które są bardzo dobrze udokumentowane, jakkolwiek walka z wymiarem sprawiedliwości i systemem psychiatrycznym oznacza ciągle walkę z wiatrakami do końca życia najczęściej. Oba systemy są przekonane o swojej mądrości i nadrzędności nad zwykłymi ludźmi, którzy są co najwyżej petentami. Wymiar sprawiedliwości to trzecia władza, a system psychiatryczny jest przekonany, że pomaga ludziom.

Pewien pacjent(ka) znalazł(a) się w szpitalu na obserwacji na skutek zwrócenia partnerowi uwagi, że powinien się udać do psychiatry z powodu swoich agresywnych zachowań. Partner, mając rzeczywiście zaburzenia się udał, ale nie do psychiatry tylko do prokuratora, żeby złożyć tam doniesienie o znęcaniu się nad nim. Wszystko żeby izolować dziecko od rodzica. Pierwszy raz prokuratura oddaliła wniosek, ale za drugim już wyprodukowała oskarżenie. Sąd karny był wyjątkowo sprawny: skierował oskarżonego na kilkutygodniową obserwację psychiatryczną. Wydawać się mogło, że w takich warunkach na pewno prawda na wierzch wypłynie. Nic z tych rzeczy!

Wielotygodniowa obserwacja dała efekt ten, co partner powiedział prokuraturze. Oczywiście o znaczeniu fałszywego dowodu, z którego miały wyniknąć dalsze konsekwencje. Być może nawet skazanie! Sąd okazał się niezwykle dobry, bo przecież nie kazał, a umorzył, bo z obserwacji wynikło, że ma do czynienia z człowiekiem chorym. Z takim urojeniowcem jak pan wspomniany na wstępie. Można zawsze jeszcze dodać „co dyssymuluje”.

W czasie bytności w szpitalu można doświadczyć niezwykłej dbałości o pacjenta. Gdy ktoś nie może spać i wyjdzie na korytarz, zjawiają się pielęgniarze i go próbują zmusić, żeby poszedł do pokoju, wygrażając zastrzykiem. Naprawdę nie jest ważne kim jesteś i jak się zachowujesz. Wychodzi na to, że pielęgniarze chcieli się przespać, a to im przeszkadzało, że ktoś nie zachowuje się standardowo i np. siedzi na korytarzu. Odmawianie brania leków nie wiadomo na co w czasie obserwacji to jest okoliczność obciążająca.

To, co napisałem budzi już lęk, a przecież to dopiero początek. Opisane historie to nie są rzeczy przypadkowe, tylko wskazujące na poważne wady systemu. Więcej: widać, że mimo upływu czasu to wszystko trwa! Nie ma ludzi chcących, ale przede wszystkim potrafiących to naprawić. Ludzie tego złego systemu biorą pieniądze pochodzące z podatków i nawet są naukowo zaangażowani. Także na niwie światowej. Tam nikt nie opisuje takich przypadków jak opisane powyżej, czy poniżej. Zakłada się, że się wszystko robi dobrze, a jedyny problem to jest zły stan budynków szpitali psychiatrycznych.

Na temat tego, co się tworzy w rodzinnych ośrodkach diagnostyczno-konsultacyjnych już pisałem sporo. Tam też są psycholodzy! Sąd uniemożliwia nawet weryfikację twierdząc, że jest rejonizacja. Rejonizacja jako prawo to kpina z poważnych ludzi! Psycholodzy podsuwają psychiatrom i odwrotnie psychiatrzy szukają potwierdzenia u psychologów. Nie ma prawie możności wyrwać się z tego kręgu.

Należy podkreślić, że „pomagający ludziom” psychiatrzy czy psycholodzy uśmiechami i miłym, głosem zdobywają ich zaufanie. I często się okazuje, że zaraz ich zdradzają wypisując na ich temat bajki na ich szkodę. Fałszywe dowody po prostu, czyli rzecz zakazaną! Wraz z przewlekłością oznacza to przemoc i szkalowanie ludzi. Już do końca życia nieraz nie można tego wyprostować. Oto co interesuje tych ludzi: czy ktoś jest samotnikiem (jeśli nie ma tłumu znajomych to na pewno coś z nim źle), czy jest mężczyzną czy kobietą (przecież ojców z założenia się szkaluje) i czy jest potulny (czy zgadza się na wszystko, nawet niezgodne z zasadami jego zawodu).

Wiadomo już, że po takich przeżyciach nigdy człowiek nie pójdzie do takich specjalistów od tworzenia fałszywych dowodów, nawet jakby potrzebował. Trudno poszukiwać kto jest dobrym specjalistą, a kto tylko pozoruje pomaganie ludziom.

Psychiatria i źli biegli są aktywnie stosowani przez sądy polskie do walki z dobrymi biegłymi. Wystarczy na kogoś napuścić psychiatrę, żeby stworzył fałszywy dowód i już prezes sądu biegłemu z listy każę iść do psychiatry, żeby ten mu dał papier, że biegły może być biegłym, czyli czy nie ma urojeń. Na wszelkie protesty, że jest to bezprawne, bo nie tak się sprawdza biegłych jest upór zmuszający do odejścia, bo przecież poważny człowiek na takie coś się nie zgodzi. Czy to jest do pomyślenia, że sędziowie wysokiej klasy tak mogą postępować? Czy to jest realizacja zasady primum non nocere?

Najbieglejszy psychiatra nie ma pojęcia o sprawach, którymi się biegli zajmują, podobnie jak sam sąd mówi, że nie ma innych metod weryfikacji biegłych. Jest to oczywiście nieprawdą, bo biegłego się sprawdza za pomocą innych biegłych na takim samym lub wyższym poziomie, ale z branży. Jak prezes sądu może nie wiedzieć, że postępuje bezprawnie? Jak biegły psychiatra może nie wiedzieć, że takich rzeczy nie ma prawa robić? Jak może nie odróżniać pracy wysokiej klasy fachowca, który musi odważnie stawiać problemy od pracy ludzi zawodów masowych takich jak sekretarka czy sprzątacz? Jak można nie odróżniać dobrego ojca od złego? Jakie ci ludzie stosują metody?

Jakie konsekwencje ponoszą tacy biegli? Czy jest możliwość usunięcia takich z listy biegłych i to z zakazem wykonywania zawodu. Ano praktycznie nie! Prawnicy mówią, że „z biegłymi nie można wygrać”. Jedną z przyczyn jest niemożność ich weryfikacji za pomocą innych biegłych i sądu odwoławczego. Ten także nie jest w stanie zrozumieć co się dzieje zdając się na biegłych. Komentarz do tej sytuacji jaki uzyskałem jest następujący: >Przykro mi, nikt nie ,,beknie”. Nikt nie poniesie za to odpowiedzialności. Jestem prawie pewna. Co najwyżej, pokrzywdzony, jeśli będzie konsekwentny i uparty, po iluś tam latach ,,ciągania się” po sądach dostanie odszkodowanie. Z budżetu państwa (czyli z naszych podatków – RW) <. Nie będą wyciągnięte z tego żadne wnioski. Dalej będą marnowane nasze podatki na poniżanie i niszczenie ludzi. Gdy nawet wyjdą jakieś nieprawidłowości – sąd orzeka, że już jest za późno, aby coś zrobić, w ogóle nie podejmując sprawy odpowiedzialności ani swojej, ani biegłych. Towarzystwo psychiatryczne także nie podejmuje żadnych działań wobec przekazów o oczywistych błędach, a właściwie katastrofach naukowych. Jako naukowiec zajmujący się eksploatacją systemów z jednej strony uważam, że powinienem mieć wspólny język z towarzystwami psychiatrycznym i psychologicznym.

W eksploatacji każdego systemu jest potrzebna wiedza psychologiczna, a nawet do pewnego stopnia psychiatryczna, a eksploatyka dotyczy także psychiatrii i psychologii. Tymczasem wymienione towarzystwa przyjmują zasadę, że jedynie one wiedzą o co chodzi i ewentualne informacje o nieprawidłowościach są na pewno niesłuszne. W ten sposób możliwość usuwania systemowych wad jest zupełnie wyłączona. Są tacy, co uważają, że samo wspomnienie o systemie świadczy o paranoi, co jest kompletną bzdurą. Wynikało by z niej, że nawet akademia nauk jest chora, bo się zajmuje naukami systemowymi. To jest kompromitacja takiego systemu sprawiedliwości, ale też psychiatrii, gdzie daje się uprawnienia biegłych ludziom kompletnie nie rozumiejącym jak się pisze opinie eksploatacyjne, ani jak oceniać człowieka. Piszą oni to, co im się wydaje z papierów sądowych. Jeśli jest konflikt to trzeba jakoś to eksploatować bez zrozumienia dlaczego on powstał, przy odwracaniu kota ogonem. Zamiast pomagać sprawiedliwości to wprowadzają chaos, jednocześnie pozując na pomagających ludziom. Opinie są poniżej poziomu wypracowań szkolnych, czego nie zauważają sędziowie! Przed takim systemem nie sposób się bronić!

To co robią tacy biegli to ośmieszanie tej instytucji i po prostu hańba. To, że sędziowie podchodzą tak nonszalancko do tematu to obraza instytucji władzy państwa, w imieniu którego występują. Kradzież pieniędzy podatnika. I trzeba się bać to pisząc, bo będą próbowali albo wpierać, że to ja obrażam, albo że mam urojenia, które wypieram (tak się pisze, gdy ktoś się nie zgadza z takimi biegłymi, żeby zamknąć mu gębę). Osiągnięcie sprawiedliwego wyroku w trudnych sprawach jest prawie niemożliwe w takich warunkach!

Państwo zgadza się na istnienie takich rzeczy pisząc, że nie jest od tego, a przewlekłości nie ma, bo sąd ma dużo pracy…. Kto jest tu słabszy i przegra? Kto powinien być wydalony z zawodu tak go wykonując? Jako audytor de facto stwierdzam, że szkodliwe jest postępowanie takich osób, które nie są w stanie realizować zasad eksploatacyjnych własnego zawodu. Towarzystwa zawodowe z założenia nie wiedzą nic o eksploatacji systemów i nie reagują na zgłaszane im fachowe uwagi. Jak więc można powstrzymać masowe nieprawdziwe opinie, które sądy przyjmują za dowody, jeśli opisanie problemów nic nie daje?

Znajoma przytoczyła następujący przykład jakości eksploatacyjnej systemu, który ma pomagać ludziom (każą się zwracać w razie objawów depresji): Przypomniał mi się ten lekarz z oddziału dziennego…Zobaczył się ze mną dopiero pod koniec dnia: to czego pani chce…? Być może ten psychiatra pisał przed chwilą jakąś opinię dla sądu.

Ludzie, póki nie znajdą się w takiej sytuacji przekonani są, że jest tak jak mówią w telewizji. Są bezbronni wobec takiego systemu, gdy los ich z nim zetknie. Z najporządniejszego człowieka można zrobić chorego bez możności jakiegokolwiek odwołania. „Jeszcze się nikt nie skarżył” pisze serio prezes sądu nie mając oczywiście pojęcia o tym, że to nie jest żaden argument. Każdy sygnał trzeba serio sprawdzić. Jak wygląda więc sądzenie w Polsce? To jest zupełnie nieprofesjonalne.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

Fot. Witryna www.szplo.praga-pld.pl: Poradnia zdrowia psychicznego na Saskiej Kępie , niedaleko miejsca gdzie Niemcy z NRD gromadzili się pod ambasadą Republiki Federalnej Niemiec… Oni chyba też mieli urojenia na temat NRD….

1 Komentarz

  1. I właśnie znajoma dostarczyła mi kolejnego przykładu, zdumiewająco podobnego co do idei do powyższego. 30 września 2013 r. Magazyn Nowości – Dziennika Toruńskiego i Expresu Bydgoskiego zamieścił artykuł Jacka Kiełpińskiego pod tytułem Klątwa radzieckiej psychiatrii. Jak przewidywałem: przykładów złych opinii jest więcej. Wspomina się tam o człowieku, który był 15 lat faszerowany psychotropami, bo go była żona tak urządziła. Tacy ludzie współpracują dziś z Polskim Towarzystwem Psychiatrii Sądowej, tak aktywnym w sprawie ustawy o biegłych… Są zdrowi, ale wszystkie fałszywe dowody ciągną się za nimi.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: