Polska – jak Ameryka – jest dla wszystkich

1
508
Adelina z meksykańską koleżanką w kuluarach Opery Budapeszteńskiej, gdzie występowała. Na wyświetlaczu: próba/ przerwa. Archiwum Rafała Wodzickiego

Tej prostej prawdy zdają się nie rozumieć różni pseudopatrioci zatruwający swoją działalnością życie wybranej przez nich grupie ludzi tak w kraju, jak i za granicą. Z przykrością należy odnotować, że w tle bardzo często jest religia katolicka, której funkcjonariusze nie oponują, a nawet wspierają takie działania.

Niweczą przy tym znaczną część potencjału dobra wypracowanego przez innych. Nie wystarczy stwierdzić, że na tym polega wolność i że księża też są ludźmi… Czyżby wartości chrześcijańskie to było tylko takie hasło? Dla mnie takich wartości tak naprawdę nie ma: chodzi o sposób chrześcijański wcielania wartości ogólnoludzkich. Nie ma żadnej sprzeczności między etyką a religią chrześcijańską. Jest sprzeczność między etyką, a agresywnym pseudopatriotyzmem, pozwalającym na atakowanie innych ludzi za to, że mają inną historię życia. Kościół chcąc dbać o rząd dusz nie ma prawa przyzwalać na funkcjonowanie w roli pasterzy księży nie mających na celu siania dobra, a wspierających ludzi atakujących innych.

11 czerwca 2013 r. w ośrodku żydowskim na Twardej byłem na prezentacji książki Witolda Lilientala z Kanady, pod bardzo znamiennym tytułem „Polska jest dla wszystkich, dla mnie też”. Ta oczywista prawda po przeczytaniu, w znacznej części autobiograficznej książki nie jest już tak oczywista. Przypomnieli się ci wszyscy, którzy swoje żałosne teorie antyżydowskie, czy w ogóle rasistowskie, ubierają w łachmany pseudowiedzy opartej na plotkarstwie i niezrozumieniu praw tego świata. Autor to świetnie pokazuje, bo będąc Polakiem musi się zmagać co jakiś czas z bandami tzw. porządnych, albo dowcipnych ludzi, którzy nijak nie mogą zrozumieć, że Polska jest dla wszystkich, dla niego też. Człowiek zasłużony dla Polski, wysokiej klasy fachowiec (chrześcijanin zresztą) musi znosić co jakiś głupotę ludzi, którzy raz mają pretensje o nazwisko, a drugi o to, że ONI zmieniają nazwiska i imiona, żeby NAS dręczyć. Nieważny nawet Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi i tytuł Zasłużony dla Kultury Polskiej, którymi wyróżniony został Liliental przez Polskę.

Autor wspomina o przypadku człowieka, który postanowił przeżyć jakiś czas ucharakteryzowany na Murzyna (próby nadania temu słowu jakichś złych konotacji ostatnio są absurdalne i pochodzą od przyjezdnych). Po dwóch tygodniach miał dość… Zrozumiał na czym polegają trudności czarnych ludzi. Wszystkich ludzi w jakichś sposób innych niż większość. Ciekawe, że za tego typu traktowanie Polaków ci sami ludzie podnoszą wrzask, albo szemrzą po kątach. Mieszkając jakiś czas w RPA w czasach apartheidu Witold Liliental należał znów jako biały do uprzywilejowanych, z czym nie mógł się pogodzić. Doskonale pokazuje to absurdalność wymysłów rasistowskich działających w różny sposób – zależny od miejsca i obsesji miejscowych. Szokujące jest wręcz, że straszliwa tragedia żydowska w czasie wojny, która dokonała się w znacznej części na terenie Polski nie otrzeźwiła tej grupy ziejących jadem. Sprzyjało temu spetryfikowanie problemów po wojnie i to w stanie chaosu spowodowanego nadreprezentacją Żydów w służbach bezpieczeństwa. Stąd tylko krok do absurdalnych twierdzeń,że ONI są winni. W samej Polsce nakładają się na to reakcje na imigrację do niej, która stała się faktem po otwarciu granic… Po wydarzeniach w Białymstoku, gdzie chuligani atakują ludzi innych ras, w tym małżeństwa mieszane doszło do ostrej reakcji władz państwowych.

Paradoksalnie problem funkcjonuje – jak pisze Liliental i widać to poza tym – w wielu środowiskach polonijnych. Są ludzie, których fiksacja jest zadziwiająca. Oznacza to okresowe kąpiele w nienawiści, albo tylko głupawe wypowiedzi na temat Żydów, które doprowadzają do żenujących sytuacji. Ja np. gdy ktoś wstawia takie wypowiedzi pytam: a czy wiesz kto z nas tu obecnych jest Żydem? Bzdury wypowiadane przez te grupy to najczęściej przeróbki przedwojennych sytuacji, gdy Żydów w Polsce było najwięcej, co oczywiście rodziło pewne konflikty. Dziś – pozbawione kontekstu żyją własnym życiem.

Moje losy przeplatały się z losami Żydów przez całe życie. Długo nie miałem świadomości tego, bo nie było obyczaju o tym mówić. Pierwszy mój adres był w bloku wybudowanym na gruzach getta (nie pamiętam tego). Siostra przyjaźniła się z Małgośką Szternfeld z sąsiedniego bloku, który należał do instytutu przemysłowego. Po 1968 r. okazało się nagle, że wszyscy muszą – także siostry bliźniaczki – wyjechać, bo ich ojca w tym instytucie zaatakowali(!). Małgośka pisała jeszcze z Wiednia… Potem, z Australii przyszła wiadomość, że jeśli siostra chce korespondować to po angielsku… Rozżalenie na Polskę wzięło górę. Właściwie nie rozumieliśmy dlaczego to się stało. Długo docierało do nas jaka to straszna rzecz ludzi wyrzucić z ojczyzny… Jak widać do wielu nie dotarło do dziś!!!! Ci, którzy to wtedy spowodowali hańbiąc Polskę – ciągle żyją. Następców mają wśród wiadomych środowisk. Witold Liliental na szczęście tego nie doświadczył, mimo że podchody były jak się później dowiedział. Inne okoliczności spowodowały jego pozostanie w USA, a potem w Kanadzie.

Niedaleko mojego domu znajduje się owa szkoła w Witolinie w Warszawie, która przyjęła imię Ireny Sendlerowej jeszcze za jej przyzwoleniem: miała być na uroczystości, ale zmarła w tym dniu. Zajmując się restytucją historii dzielnicy Grochów, której częścią jest Witolin powziąłem wiadomość, że właśnie niedaleko stamtąd była przed wojną ćwiczebna żydowska ferma, gdzie przygotowywano do wyjazdu do Palestyny ludzi, którzy o rolnictwie nie mieli pojęcia. Grochowskie piaski udawały tereny Palestyny. Bywał tu także Mordechaj Anielewicz nie wiedząc wtedy jaka rola mu przypadnie. Dobre wspomnienie o fermie-prototypie kibuców i o tramwaju 24 na Grochowskiej żyje w Izraelu.

Swego czasu miałem okazję poznać dwie czarne dziewczyny. Znajomość była w zasadzie na odległość, ale bardzo ciekawa. Jedna, o wysokiej inteligencji i kulturze. Znała świetnie kilka języków. Pracowała w Paryżu – u Polaka, jak się później okazało. Wielu jego znajomych prosiło o nagranie dla nich zapowiedzi w sekretarkach telefonicznych, bo miała dobry głos i świetną wymowę. Tańczyła w balecie, tłumaczyła bajki afrykańskie na węgierski… Córka drugiej – dyrektorki przedszkola i pedagoga – właśnie robi doktorat z oceanografii w USA, gdzie podobno jest mniejszy rasizm niż we Francji skąd pochodzi… Dziwne koło zatoczyła historia – z Martyniki, przez Francję do USA. Czy można zapobiec takiemu ruchowi ludności? Czy musi się to wiązać z pretensjami do przyjezdnych o to, że są przyjezdni? Żydowskie przysłowie dobrze to opisuje: Łatwiej odpowiedzieć na sto pytań mędrca niż na jedno pytanie głupca. Po prostu: nie warto wchodzić w bezpośrednie dyskursy z ludźmi zajmującymi się głównie sianiem zła, ale warto podejmować wysiłki. Należy stwarzać warunki do tego, by wszelkie ataki na wymyślonych wrogów były uznawane za niewłaściwe i spotykały się z, kontrakcją. Żeby były szanse na odrzucenie złej myśli. Inne żydowskie przysłowie mówi o tym, że to co robią tacy ludzie jak Witold Liliental ma wielkie znaczenie, bo: ten sam wicher, który gasi mały płomyk, wznieca wielki pożar. Małe płomyki, które nie wszystkie zgasną mogą być zarzewiem całkowitej odmiany. Nie dzieje się to od razu, bo przecież każda idea, nawet gdy wszyscy prawie są przekonani rozwija się dopiero gdy wymrą nosiciele nieprawdy. Dziś niech czują oni dyskomfort wypowiadając i drukując swoje absurdalne myśli. Nigdy nie będzie tak, żeby zło nie współistniało z dobrem. Trudno jest przecież odmienić wielowiekowe zaszłości od razu. W Przestrogach dla Polski Stanisław Staszic – w końcu wielki człowiek – cały rozdział poświęcić Żydom, sugerując, że oni niosą zło, choć nawet z treści wynika, że bywają tylko narzędziem zła aplikowanego przez polskich arystokratów….

Warto zacytować tu piękną deklarację – mimo wszelkich niewłaściwości Żydów dotykających – radnego Samuela Hirszhorna „od żydowskiej grupy narodowościowej” w momencie zbliżającej się niepodległości Polski (1916): W imieniu szerokich mas ludu żydowskiego, jako jedyni obrani jego przedstawiciele, witamy dzisiejszy dzień uroczysty, w którym miasto stołeczne Warszawa zaczyna samodzielnie zarządzać sprawami tego serca Polski… Uważamy obecny samorząd za pierwszy krok do usamodzielnienia miasta i kraju. (…) Lud żydowski solidaryzuje się z narodem polskim, uznaje polski charakter kraju, a zarazem żąda od narodu polskiego przyznania dla Żydów praw mniejszości narodowej i równouprawnienia obywatelskiego. (…)Wierzymy, że Nowa Polska będzie kochającą matką dla wszystkich jej dzieci, bez różnicy wyznania i narodowości. Wiemy, że pierwsza rada miejska miasta stołecznego Warszawy, pracą swą przyczyni się do braterskiego współżycia wyznań i narodowości opartego na zasadzie sprawiedliwości i wysoko rozwiniętego humanitaryzmu tkwiących w narodzie polskim. Ludzie szafujący określeniem Naród Polski – koniecznie dużymi literami – ośmielają się twierdzić, że są jakieś wyższe racje, każące im atakować każdego nietutejszego jeśli go tylko zdołają rozpoznać, albo coś na jego temat wymyślić. Starają się nie pamiętać o tym co wyżej (sam to znalazłem w źródłach, bo nigdzie nie widziałem cytowanego) i zajmują się analizowaniem nazwisk, wyglądu, a także drzew genealogicznych. Jeśli tego brakuje – może być plotka i pseudochrzecijańskie kazania. Książkę swoją Liliental kończy ostatnią strofą wiersza Broniewskiego Żydom polskim,który powinien być ważnym elementem nauczania. Wydany po raz pierwszy w Jerozolimie w 1943 r. (!!!) i dedykowany Szmulowi Zygielbojmowi po jego samobójstwie w proteście wobec obojętności wobec walczącego getta warszawskiego kończy się frazą „I jedna powstanie rasa, najwyższa: ludzie szlachetni”. W Polsce w tym czasie był przyjmowany z honorami przez władze premier Izraela Benjamin Netanjachu . Dziękował za współpracę, w tym za Muzeum Żydów Polskich. Oni też byli wielką stratą dla Polski i jej bohaterami. Często przecież to byli wysokiej klasy specjaliści, ulubieni lekarze, oficerowie Wojska Polskiego. Ojciec Witolda Lilientala zginął w Katyniu, gdzie znalazł się jako człowiek obowiązku wobec Polski, której chciał bronić.

Zapis z listy opublikowanej w gadzinówce: 01774. Liliental Antoni ppor. inż. Znaleziono: legit. urzędn. państw., prawo jazdy na samoch. wojskowe, legit. ofic., dowód osob., list, kartkę poczt., foto kobiety. Mnie dotknęło bezpośrednio podejście schematyczne gdy człowiekowi, który podobno interesował się historią powiedziałem, że moja matka miała nazwisko austriackie jeszcze a walczyła w Powstaniu. Myślałem, że to go pohamuje… Odpowiedzią było, że powinienem szukać w rodzinie folksdojczów. Tak jakby w Polsce były rodziny nie mające domieszek niemieckich, żydowskich czy innych. Jakby nadal obwiązywały hitlerowskie teorie sięgające w głąb pokoleń każdej rodziny. Tak jakby wszyscy Austriacy byli łajdakami. Tak jakby nazwiska miały jakiekolwiek tu znaczenie. Dziadek – chodził z prawdziwym Austriakiem (niemieckim zarządcą fabryki) na kolej w poszukiwaniu dzieci z Zamojszczyzny. Mawiał ten Austriak: ja was Polacy rozumiem, bo straciliście ojczyznę jak my. We wdzięcznej pamięci naszej rodziny pozostał oficer Wehrmachtu Hans Stuedemann, który przepraszał, że go tu przysłano, śpiewał polskie kolędy i salutował przed pogrzebem naszej kuzynki. Zabrał Matkę Boską Częstochowską (Schwarze Madonna) wyjeżdżając z Polski. Jak ustaliłem już ja – nie uchroniła go od śmierci na Wschodzie. Powojenny porządek rzeczy nie pozwolił się ciotce z nim spotkać po wojnie, jak się umówili. Dlaczego Hansa Stuedemanna, ale i Wilma Hosenfelda, który uratował polsko-żydowskiego Władysława Szpilmana katolicyzm skłonił do dobrego postępowania w czasach klęski ludzkości, a ludzi atakujących dziś Żydów ma napędzać w szerzeniu bredni na ich temat? Przecież Szpilman to jeden z tych co dla Polski zrobili najwięcej. Jest jednym z jej symboli. Wszelkie dyskryminacje odżywają w różnych ludziach i mają różne kierunki. Ja jestem dyskryminowany za wiedzę, którą mam. Nawet tutaj pseudopatriota dyżurny zechciał mnie ograniczyć do kolei, bo widział mnie na zdjęciu z wagonem! Przełożeni, których spotykam to ludzie układów, którzy starają się mi podstawiać nogę, widząc że nie są w stanie dawać informacji ważnych dla eksploatacji. Starają się obniżać poziom do swojego. Książkę „Polska jest dla wszystkich, dla mnie też” starałem się rzucić na szersze tło, by pokazać jej znaczenie. Stosowanie wszelkich stereotypów prowadzi do marnowania sił na konflikty w mało ważnych sprawach, które bywają śmieszne, ale mogą się stać straszne. M. in. do zarządzania krajem dochodzą ludzie posługujący się swoimi fobiami, które przedstawiają jako wyjątkowy patriotyzm. Po wojnie problem żydowski był zamiatany pod dywan. Niby antysemityzmu nie było, ale w każdej chwili mogło się to zmienić. Ekscesy bywały, choć niewielu Żydów przeżyło, a jeszcze mniej zostało w Polsce. Nie rozważanie wielu problemów związane z jedynie słusznym ustrojem prowadziło m. in. do zachowywania zła w gotowości do wybuchnięcia. Odczuł to boleśnie Aleksander Ford – świetny reżyser Krzyżaków, czyli filmu superpolskiego do dziś poruszającego wysokim poziomem. Bo niby antysemityzmu nie było we końcu, ale jak był potrzebny do polityki do go przywołano bezwstydnie w 1968 r. Niemcy i akowcy z założenia nie mogli być pokazywani jako ludzie dobrzy. Kazimierzowi Moczarskiemu kazano siedzieć w jednej celi z katem getta – a przecież to znaczy Warszawy – Stroopem. Odkryciami po latach byli Schindler, Sendlerowa, Karski, Pilecki, Hosenfeld i wielu innych, którzy nie kierowali się schematami, a podejmowali działania dobre dla narodu i ludzkości. Nie oczekiwali na wskazania jedynie słusznej siły… Zdziwienie ciągle budzi udział w ratowaniu Żydów przedwojennych antysemitów: Dobraczyńskiego, Kossak-Szczuckiej. Paradoksalnie musieli się oni zmagać także w efektami własnych działań.

Nazwanie dziewczynki imieniem Judyta oznaczało przez długi czas dla wielu „zrobienie jej krzywdy”. Polska była jedynym krajem gdzie to imię nie było prawie używane po wojnie, a zapewne i przedtem, poza środowiskami żydowskimi. I to mimo że większość imion ma pochodzenie hebrajskie! W tym samym czasie serię statków Żeglugi Szczecińskiej nazwano imionami bohaterek Słowackiego, wśród których była Judyta (bohaterka sztuk Judyta i Ksiądz Marek). Dziś widzę jak dziewczyny lubią to imię, które jest teraz postrzegane jako oryginalne, nowe!
Podobnie jest z imieniem Salomea, o czym rozmawialiśmy na Twardej: wielu ludziom nie kojarzy się ono ze zdrobnieniem Salcia kojarzącym się jednoznacznie jako żydowskie. A tymczasem było to drugie imię Marii Skłodowskiej-Curie oraz matki tegoż Słowackiego. Musiało być dość powszechne jeśli ze wsi Opacz pod Warszawą wyodrębniono osiedle (takie odimienne nazwy bywają na pamiątkę jakichś osób związanych z terenem) Salomea. Niedługo przed spotkaniem na Twardej na forum o imieniu Salomea można było przeczytać: “ Spotkałam się z tym imieniem. Zdrobnienie Salcia mnie urzekło, ale gdy tylko to powiedziałam, wszyscy stwierdzili, że tak jednoznacznie się kojarzy, że w Polsce lepiej tego imienia nie nadawać”.

Wcześniej nie zwracałam na nie uwagi, teraz spodobało mi się, zwłaszcza zdrobnienie Salcia, dla nastolatki – Salka. A w pełnej formie – Salomea – też pięknie. Jak Wam się podoba? Imiona Judyta i Salomea były obecne w polskie historii od bardzo dawna. M. in Władysław Herman miał dwie żony o imieniu Judyta. Powszechnie lubiana była piosenka Beatlesów Hey Jude… Widać więc jak to czynniki nieracjonalne wpływały na popularność tych imion. Zamiast – nadaje się często imiona fikuśne…

Smaku sprawie dodaje, że (nie wszyscy wiedzą) Otto Lilienthal to słynny niemiecki pionier lotnictwa, który jest uznawany w świecie i ma muzeum w Niemczech niedaleko Szczecina. Człowiek o tym samym właściwie nazwisku – Liliental – bywa traktowany różnie, tylko za sam domysł, że ma coś wspólnego z Żydami… Albo głupkowato: a to nie było o tobie….

Widać więc jak losy Żydów są splecione z losami innych narodów, a polskiego w szczególności. Są oni atakowani w nich często za pomocą wiedzy, którą sami przynieśli. Atakujący o tym nie wiedzą, a jedynie zauważają pewną inność i starają się przyjmować postawę wyższościową – arogancką. Nie zastanawiają się nad tym co oznacza los Żydów przeganianych po świecie przez wieki, ale też w Polsce przyjmowanych najlepiej. Fakt, że zostało to zniwelowane przez zaborców i okupantów. Arogancją jest też atakowania tych, co przyjeżdżają do Polski po lepszy los. Staropolska gościnność, czy prymitywizm? Ludzie niektórzy kierują się tylko osobistym doświadczeniem. Mnie też mówią: jest ci ciężko, a ty na tego złego Tuska czy Hannę Gronkiewicz-Waltz nie napadasz jak wszyscy i bawisz się w jakąś sprawiedliwość. Sytuacja ta wymaga silnej reakcji, a nie tylko lekceważenia. Polska jest dla wszystkich… I dziś jest czas to stwierdzić. Stwierdza to Witold Liliental i stwierdzam ja

Rafał Wodzicki

1 Komentarz

  1. Żydowski radny Warszawy tak witał niepodległość Polski. Chce się płakać, gdy się wie co było potem: >Wiemy, że pierwsza rada miejska miasta stołecznego Warszawy, pracą swą przyczyni się do braterskiego współżycia wyznań i narodowości opartego na zasadzie sprawiedliwości i wysoko rozwiniętego humanitaryzmu tkwiących w narodzie polskim.<

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: