Polowanie na minister Muchę

0
441

mucgaKomedia Andrzeja Wajdy „Polowanie na Muchy” weszła na ekrany polskich kin w 1969 roku. Bohater opowieści, młody inteligent nie mogąc znieść w małym mieszkanku jazgotu teściowej i wodospadu bredni wyszedł po papierosy i już nie wrócił.

Wcale bym się nie zdziwił, gdybyśmy przeżyli powtórkę z historii i urocza Pani minister też poszła sobie po coś do pobliskiego kiosku, wsiadła do pociągu byle jakiego, albo poleciała na bajeczną południową Florydę, aby patrząc na delfiny pływające w okolicy mola w Naples odpocząć od tego polskiego politycznego jazgotu.

Od jakiegoś czasu trwa w Polsce nagonka na Panią minister od sportu. Opozycja zarzuca jej, że nie zna się na sporcie. Dodatkowo opozycja dowodzi, że wybudowane stadiony grożą zawaleniem, zaś niedługo podczas euro 2012 kibice wymordują się wzajemnie. Stadiony wybudowano ponoć za drogo, w dodatku zdymisjonowany manager zarobi za dużo jakiejś premii. Pani minister biegała ostatnio wokół stadionu narodowego, co też spotkało się z uszczypliwymi uwagami opozycji, których nie rozumiem, gdyż ostatnio w USA biegała także w Waszyngtonie Michelle Obama, niemal w identycznej, gustownej czapce jak Pani minister. Prezydent też biega, a nawet ze znajomymi gra w koszykówkę. Jednym słowem pani minister biegając wpisała się w ogólnonoświatowy trend biegania dla zdrowia.

Śmieszą mnie te zarzuty, że pani minister nie zna się na sporcie. Bo niby co, powinna zabrać się za trenowanie piłkarzy, czy hokeistów, których akurat w Polsce za wielu nie ma. Fenomenem hokejowym są Czechy. Zresztą jeżeli chodzi o sport, to Czesi akurat chyba we wszystkim są lepsi od nas. Zresztą związki sportowe na czele z PZPN będące często enklawami minionych czasów to temat zupełnie inny. Powiedzmy sobie szczerze. Polska nie jest niestety sportową potegą. Przeglądając sportową prasę światową zauważymy, że obecnie cały polski sport to Agnieszka Radwańska, której rzecz jasna życzę samych sukcesów. Minionej nocy w Douha swojej brytyjskiej rywalce przydzieliła raptem trzy gemy.

Rola pani minister polega przede wszystkim na nadzorowaniu wydawaniu publicznych środków, czyli na pełnieniu funkcji managerskich. Naprawdę nie musi się ona znać na rozgrywkach piłkarskiej Ligi Mistrzów, zresztą nie ma takiej potrzeby, gdyż polskie kluby nie mają w tym elitarnym gronie nic do gadania, a jak trafią na mój ukochany Newcastle to i tak dostaną manto. Nawet protesty PiS nie pomogą.

W ramach typowego dla Polski zamieniania sukcesu w klęskę Panią minister opozycja ostro atakowała podczas przesłuchania sejmowej komisji od kopania piłki. Zamarłem z trwogą kiedy jeden z posłów PiS zapytał o rolę wojska w przygotowaniach do Euro 2012. Jeszcze trochę, a padłyby pytania, czy Sztab Generalny przygotował plany szybkiego zajęcia Pragi po wysoce prawdopodobnej wygranej Czech z naszą reprezentacją. Sensownie o całości próbował mówić Roman Kosecki, ale jego wystąpienie utonęło w wodpospadzie pisowskiej abstrakcji.

Mam nadzieję, że ani premier, ani Pani minister nie ulegną wobec tej nagonki i wobec katastroficznych przepowiedni opozycji. Kibice przyjadą na mecze i wszystko będzie w najlepszym porządku, kiedy ukochani przez PiS kibole nie zaczną bić dzieci, ich rodziców i innych kibiców. Trzymajmy więc kciuki za minister Joannnę Muchę.

I jeszcze jedno z oburzeniem słuchałem zarzutów, iż Pani minister zatrudniała faceta z doświadczeniem w prywatnym biznesie. W Polsce jako ciągle jeszcze w kraju widać nieco dziwnym, okazało się, że działalność w prywatnym biznesie, prowadzenie własnej działalności gospodarczej to rzecz negatywna, obciążająca. No cóż. Przykro.

Andrzej Jarmakowski
Komedia Andrzeja Wajdy „Polowanie na Muchy” weszła na ekrany polskich kin w 1969 roku. Bohater opowieści, młody inteligent nie mogąc znieść w małym mieszkanku jazgotu teściowej i wodospadu bredni wyszedł po papierosy i już nie wrócił.

Wcale bym się nie zdziwił, gdybyśmy przeżyli powtórkę z historii i urocza Pani minister też poszła sobie po coś do pobliskiego kiosku, wsiadła do pociągu byle jakiego, albo poleciała na bajeczną południową Florydę, aby patrząc na delfiny pływające w okolicy mola w Naples odpocząć od tego polskiego politycznego jazgotu.

Od jakiegoś czasu trwa w Polsce nagonka na Panią minister od sportu. Opozycja zarzuca jej, że nie zna się na sporcie. Dodatkowo opozycja dowodzi, że wybudowane stadiony grożą zawaleniem, zaś niedługo podczas euro 2012 kibice wymordują się wzajemnie. Stadiony wybudowano ponoć za drogo, w dodatku zdymisjonowany manager zarobi za dużo jakiejś premii. Pani minister biegała ostatnio wokół stadionu narodowego, co też spotkało się z uszczypliwymi uwagami opozycji, których nie rozumiem, gdyż ostatnio w USA biegała także w Waszyngtonie Michelle Obama, niemal w identycznej, gustownej czapce jak Pani minister. Prezydent też biega, a nawet ze znajomymi gra w koszykówkę. Jednym słowem pani minister biegając wpisała się w ogólnonoświatowy trend biegania dla zdrowia.

Śmieszą mnie te zarzuty, że pani minister nie zna się na sporcie. Bo niby co, powinna zabrać się za trenowanie piłkarzy, czy hokeistów, których akurat w Polsce za wielu nie ma. Fenomenem hokejowym są Czechy. Zresztą jeżeli chodzi o sport, to Czesi akurat chyba we wszystkim są lepsi od nas. Zresztą związki sportowe na czele z PZPN będące często enklawami minionych czasów to temat zupełnie inny. Powiedzmy sobie szczerze. Polska nie jest niestety sportową potegą. Przeglądając sportową prasę światową zauważymy, że obecnie cały polski sport to Agnieszka Radwańska, której rzecz jasna życzę samych sukcesów. Minionej nocy w Douha swojej brytyjskiej rywalce przydzieliła raptem trzy gemy.

Rola pani minister polega przede wszystkim na nadzorowaniu wydawaniu publicznych środków, czyli na pełnieniu funkcji managerskich. Naprawdę nie musi się ona znać na rozgrywkach piłkarskiej Ligi Mistrzów, zresztą nie ma takiej potrzeby, gdyż polskie kluby nie mają w tym elitarnym gronie nic do gadania, a jak trafią na mój ukochany Newcastle to i tak dostaną manto. Nawet protesty PiS nie pomogą.

W ramach typowego dla Polski zamieniania sukcesu w klęskę Panią minister opozycja ostro atakowała podczas przesłuchania sejmowej komisji od kopania piłki. Zamarłem z trwogą kiedy jeden z posłów PiS zapytał o rolę wojska w przygotowaniach do Euro 2012. Jeszcze trochę, a padłyby pytania, czy Sztab Generalny przygotował plany szybkiego zajęcia Pragi po wysoce prawdopodobnej wygranej Czech z naszą reprezentacją. Sensownie o całości próbował mówić Roman Kosecki, ale jego wystąpienie utonęło w wodpospadzie pisowskiej abstrakcji.

Mam nadzieję, że ani premier, ani Pani minister nie ulegną wobec tej nagonki i wobec katastroficznych przepowiedni opozycji. Kibice przyjadą na mecze i wszystko będzie w najlepszym porządku, kiedy ukochani przez PiS kibole nie zaczną bić dzieci, ich rodziców i innych kibiców. Trzymajmy więc kciuki za minister Joannnę Muchę.

I jeszcze jedno z oburzeniem słuchałem zarzutów, iż Pani minister zatrudniała faceta z doświadczeniem w prywatnym biznesie. W Polsce jako ciągle jeszcze w kraju widać nieco dziwnym, okazało się, że działalność w prywatnym biznesie, prowadzenie własnej działalności gospodarczej to rzecz negatywna, obciążająca. No cóż. Przykro.

Andrzej Jarmakowski

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: