Polonijny James Bond wkracza do akcji

0
375

tajne Ludzie uwielbiają czytać informacje zawierające urok tajności. Mają wówczas wrażenie, że zostali wybrani do wąskiego grona mającego możliwość poznania tajnej wiedzy dla wybranych. Czują się jakby dostąpili zaszczytu poznania samego James Bonda i królowej angielskiej. Może tajne informacje dostarczył bywalec najlepszych salonów i sypialni najpiękniejszych kobiet świata czyli agent 007? Choć, nieco uprzedzając fakty muszę powiedzieć, że James Bond do polskiej prawicy pasuje jak osioł do „Kentucky Derby”. Pierwowzór Bonda, czyli Dusko Popov, otrzymał od Iana Fleminga, który zwerbował go do roboty w brytyjskim wywiadzie pseudomin „trzy cycki”, gdyż Popov uwielbiał w Lizbonie, gdzie owe wydarzenia się rozgrywały sypiać z dwoma kobietami jednocześnie.

W zakończonym właśnie tygodniu polonijnym James Bondem został poseł Adam Kwiatkowski z PiS, gorąco popierany przez część lekko szurniętej chicagowskiej Polonii. Kwiatkowski nie musiał jednak z nabitą spluwą i innymi szpiegowskimi gadżetami odwiedzać sypialni pięknych reprezentantek płci pięknej. Ujawnione materiały nie mają nic wspólnego z wiedzą tajemną. Wystarczyło wejść na strony internetowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych, czy innych instytucji lub zadzwonić do rzecznika prasowego, aby uzyskać informacje, które w Chicago przedstawiono jako coś niemal tajnego, może kompromitującego, na pewno zaś skrzętnie skrywanego. Niektóre gazety i programy radiowe przedstawiają rzekomo sakrywaną listę, wyrwaną z gęby wrednego warszawskiego reżimu za pomocą interpelacji poselskiej polonijnnego Bonda. Lista zawiera nazwy instytucji polonijnych, które z Warszawy otrzymywały zazwyczaj niewielkie, symboliczne wsparcie finansowe. Dokumenty przedstawiano niemal jako listę zdrajców, czerpiących korzyści finansowe za wspieranie „okupacyjnego” reżimu Tuska. Komentująca między innymi sprawę Lucja Śliwa zastanawiała się, czy w ogóle rzekomo tak bogata Polonia w USA powinna otrzymywać jakiekolwiek wsparcie z Warszawy. Przecież pieniądze należy wysyłać na Wschód, gdzie ich brakuje najbardziej. Czysty populizm. Ponadto tak przecież działają firmy lobbingowe. Tu kupią kiełbaski, tam sfinansują podróż i tak buduje się wpływy polityczne. Nie zabrakło też szantażu moralnego. Śliwa postulowała, aby sobotnie polskie szkoły uczyły o katastrofie smoleńskiej, oczywiście według jej paranoicznej wizji.

Ujawnione dane tak naprawdę pokazują, że Polska nie odcina się od Polaków mieszkających poza krajem. Niwielkie, symboliczne wspracie otrzymują na przykład polonijne szkoły sobotnie. W jednej z nich kilkaset dolarów wspomogło konkurs plastyczny. Gdzie indziej sfinansowano prelekcję pracownika Uniwersytetu Jagiellońskiego. Coś tam dostały kluby sportowe, czy Chopin Theatre oraz Muzeum Polskie w Chicago. Lista jest długa i dobrze obrazuje ona różnorodność akrywności Polonusów w Chicago. Na pewno polonijna młodzież, uczęszczająca do polonijnych szkół sobotnich, które finansowo ledwo dyszą, warta jest wsparcia ze strony MSZ. Szkoda, że to wsparcie jest tak małe, ale mamy kryzys i pewnie trudno będzie w najbliższych latach wygospodarować większe środki. Raczej liczyć należy się z cięciami finansowymi.

Krytyki nie wytrzymuje także argument jakoby całość srodków należało kierować na Wschód. Wiele inwestycji tam dokonanych okazało się chybione, a zbudowane domy odebrane przez miejscowe posowieckie władze.

Studiując rzekomo tajną listę nie znalazłem praktycznie żadnej pozycji, którą należałoby zakwestionować. Polonia przez długie dziesięciolecia walki o wolność nie zapominała o kraju i fajnie, że dzisiaj Polska nie zapomina o Polonusach w Stanach Zjednoczonych. Mam nadzieję więc, że wsparcie finansowe, niestety zazwyczaj tylko symboliczne nadal otrzywmywać będą szkoły polonijne, kluby sportowe i inne instytucje. Jeżeli ktoś myśli, że za kilkaset dolarów można kupić sobie polityczne poparcie, jak to przedstawiano, to zupełnie nie rozumie realiów. Wściekłość jaśnie oświeconych wiedzą tajemną budzi inna rzecz. Wsparcie finansowe otrzymują rozmaite instytucje nie kontrolowane niestety przez Radio Maryja i rozmaite inne szalone firmy.Opublikowana lista pokazuje, że kraj pragnie wspomóc rozmaite działania, stosownie do swoich skromnych możliwości, niezależnie od poglądów politycznych, czy wyznawanego światopoglądu odbiorców pomocy.

W Chicago od długiego czasu napinano mięśnie. Przez kilka tygodni zapowiadano ujawnienie trych, którzy otrzymują kasę z Warszawy. Podkręcano nastroje, mówiąc jak to ciekawa lista. W końcu wystrzał padł. Nie był to jednak huk z działa Aurory. Rewolucji nie będzie. Nie zdetonowano nawet kapiszona. Żadnych tajnych agentów liberałów, masonów, czy cyklistów nie ujawniono.

Łucja Śliwa, która przez kilka tygodni zapowiadała ujawnienie rewelacji pragnie jedynie jednych napuścić na drugich, skłócić ze sobą. Pokazać, że są jacyś gorsi, bardziej parszywi, którzy biorą coś tam z Warszawy, nie wiadomo po co i na co oraz sprawiedliwi, rzecz jasna tacy jak ona, którzy niestety nic nie dostają. To typowa działalność mająca na celu rozbicie tego co jest, czyli rozbicie Polonii w Chicago. Ponieważ stosowane metody nie przynoszą skutku, – powtarzam – stosowany jest szantaż moralny. Tak, bierzecie pieniądze z Warszawy, a o Smoleńsku nie gadacie tak, jak ja tego chcę. Więc będziemy o was mówić, że jesteście zdrajcami i świniami, gdyż takie argumenty z tamtej strony padają bez przerwy. Potem ci, którzy bęby mają pełne obelg udają obrażonych i odwracając kota ogonem krzyczą, że to ich obrażają. Tym razem jednak nic nie wyszło. Strzelano ze ślepaków. Jakiś starych i zleżałych. Nawet huku nie było.

Andrzej Jarmakowski

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: