Polonia w Chicago na politycznym aucie

4
412

jackowo   W lokalnych chicagowskich wyborach, Polonia nigdy nie stanowiła znaczącej siły. Nawet, gdy o stanowisko burmistrza Chicago ubiegał się Roman Puciński, wcześniej członek Izby Reprezentantów, który zorganizował w Kongresie USA, przesłuchania w sprawie Katynia, liderzy wielu polonijnych organizacji, po cichu wspierali konkurenta Pucińskiego, potem brutalnie wyrzuconego z urzędu, przez „ponadnormatywne” opady śniegu. Przez wiele lat do Polonii przypisywano stanowisko „clerka” miejskiego. Puciński w Radzie Miasta posiadał znaczącą pozycję, choć jego relacje z liderami polonijnych samozwańczych „organizacji wiodących”, czy rzekomo nadrzędnych, jak Kongres Polonii Amerykańskiej i Związek Narodowy Polski były bardzo delikatne. To temat na osobne opracowanie, czekający na swojego historyka.

Nad, wywodzącą się głównie ze wsi, Polonią w Chicago, od zawsze unosił się duch antyintelektualnej rewolty. Tak zwani liderzy, nie lubili ludzi wykształconych, traktowano ich podejrzliwie, często wręcz wrogo. Przekonali się o tym założyciele Studium Spraw Polskich, złożonego z profesorskiej elity. Założyciele Studium wymyślili sobie, że stworzą jakieś ciało doradcze dla liderów ZNP i KPA. Alojzy Mazewski rozgonił jednak ekspertów, zaś Edward Moskal demonstrował, że nie potrzebuje „jajogłowych”. Moskal szczerze i głęboko, nienawidził solidarnościowej emigracji, zaś dla utrzymania swojej pozycji sprytnie wykorzystywał kontakty z komunistycznym wywiadem. Proceder ten opisywali polscy historycy, zainteresowani mogą sięgnąć po odpowiednie pozycje. Edward Moskal sprowadził polityczne znaczenie Polonii do zera, Frank Spula konsekwentnie realizuje politykę Moskala, choć, co trzeba mu oddać, nie ulega też politycznemu radykalizmowi, polonijnych szaleńców, uważających, że Polska nadal jest pod okupacją, marzących o tym, aby wyzwolić Warszawę z brukselskiej niewoli.

Tuż przed zaplanowaną na 7 kwietnia wyborczą II turą w Chicago, jaskrawo widać, iż Polonia zupełnie w tych wyborach się nie liczy. Takim symbolicznym przykładem tego, jak spada znaczenie Polonii, mogą być wydarzenia rozgrywające się na terenie parafii św. Jacka. Już w 1894 roku w okolicy Avondale osiedliło się 40 rodzin imigrantów z ziem polskich. W 1917 roku rozpoczęto budowę kościoła, szkoły, parkingu. Pierwsza Msza św. odprawiona została już 7 sierpnia 1921 roku. Okolica „Avondale” stała się dla wielu pokoleń polskich imigrantów” pierwszą przystanią. Wiele lat później, gdy wielu naszych rodaków zaczęło wyprowadzać się do Niles, lub do innych przedmieść, często pokonywali oni znaczne odległości, aby w niedzielę przyjechać do „polskiej katedry” na Jackowie. Podjęto decyzję o zamknięciu szkoły na Jackowie. W okolicy mówi się, że budynek po szkole na Jackowie przejąć chce Portorykańska Fundacja Aspira. Jeżeli do tego dojdzie będzie to taki symboliczny koniec polonijnej obecności w dzielnicy Avondale. Fundacja zaoszczędzi sporo kasy, nie będzie musiała budować nowego budynku dla swojej szkoły.

W ogóle jednym z głównych tematów wyborczych w Chicago są koszta dopłat do funduszy emerytalnych nauczycieli, strażaków, policjantów, pracowników miejskich. Amerykanie polskiego pochodzenia posiadają na terenie Chicago ogromna ilość nieruchomości. Podniesienie podatków dotknie ich w pierwszym rzędzie. Tymczasem polonijne organizacje, media nie mają w tym względzie wiele do powiedzenia. Jakieś podatki, które przyjdzie zapłacić, a kogo to obchodzi. Trzeba zająć się przecież wyzwalaniem Polski. Należy szykować amfibie, aby wylądować gdzieś na piskach koło Łeby i ruszyć na Warszawę. Kiedy duża cześć właścicieli nieruchomości pozbawiona jest reprezentacji, głosu, łatwiej jest podejmować niekorzystne dla nich decyzje. Jak niekorzystne? Przejęcie budynku szkoły na Jackowie przez portorykańską Fundację może stać się tego wymownym symbolem.

Andrzej Jarmakowski

Foro: mszaswieta.com

 

4 Komentarze

  1. A moze by tak zaczàć od odćinania sponsorow od scierwomicrophona to może być kierunek słuszny
    a droga wyboista do przywracania normalnosci inaczej pozostaje tylko czekać aż prawo natury
    zabierze głos nieodwołalny.

  2. To nieco inna sprawa, ale ważna. Z jednej strony odcinać sponsorów, z drugiej tworzyć normalność. Ja mam wrażenie, że bardzo wielu ludzi jest zastraszonych przez polonijnych faszystów od Macierewicza.

  3. Polonia nie lubi głosować, bo to ogromny wysiłek. Polonia w Chicago niestety za mądra nigdy nie była, raczej odwrotnie. W końcu poznali się na niej polityc, więc nie ma się czemu dziwić, że mają te wielkie organizacji w czterech literach.

  4. Nie dzieje się to pierwszy raz w Chicago. Kiedyś POlaków zrobiono w konia na tak zwanym Trójkącie. Polacy stracili tam sporo, kiedy wybuchła panika i ludzie sprzedawali domu. Ci, którzy zostali sporoi zyskali, gdzy z kiepskiej dzielnicy zrobiła sie bogata. Teraz na Jackowo na gotoweprzyjdą latynosi. Polacy to zbudowali, Portorykanie będę mieli za darmo. Nie można dziwić się mediom, przecież oni ogłaszają sporzedawców nieruchomosci, więc ogłaszają te domy, które zaraz p podniesieniu podatków strcą na wartosci.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: