Polonia radykalna, po kościele

3
635


Szef polskich narodowców, Robert Winnicki, spotkał się z Polonią w Chicago. Ale nie poszło mu gładko. Wystąpiły kłopoty lokalowe. Prodemokratyczna Polonia wystosowała list do kardynała Cupicha, aby nie użyczał salek parafialnych na odczyty komuś, kto głosi poglądy rasistowskie i antysemickie. Kardynał przychylił się do prośby. Nic o tym nie wiedział.

Dla gościa zaraz znaleziono lokal zastępczy – siedzibę klubu sportowego Eagles. Stanęliśmy po drugiej stronie z megafonem i flagami. Tylko po to, aby pokazać, że uważamy nienawistne poglądy Winnickiego za niebezpieczne dla każdej demokracji i dla otwartego społeczeństwa.

Robert Winnicki nie tylko nawiązuje do najciemniejszych kart polskiej historii, ale chce uczynić z polskiego rasizmu i ksenofobii platformę polityczną. Jeżeli w przeszłości naszego narodu są wstydliwe epizody, o których chcemy raczej zapomnieć, Winnicki nobilituje je do przykładów gorącego patriotyzmu. Ktoś więc, kto nienawidzi drugiego człowieka za jego religię, wygląd, styl życia, chętnie przyjmie poglądy Winnickiego jako swoje. Nienawiść tym sposobem uzyskuje uzasadnienie moralne. Można więc nienawidzić drugiego człowieka. Żaden to grzech. I można się z tym dobrze czuć.

Na Konfederację (partia Winnickiego) głosowało około 4.5 proc. Polaków. Polonia dała 13.1 proc. Nic dziwnego, że Winnicki przyjechał. Chicagowska Polonia stała się jego ciepłym przytuliskiem. Może czuć się tutaj, jak u siebie domu.

Od razu zostaliśmy zauważeni.

Dzieliła nas ulica, więc gdy akurat nie jechał samochód, ludzie podchodzili do połowy jezdni i pstrykali nam zdjęcia. Bo byliśmy atrakcją. Dziwokami. Przyglądali nam się z nienawiścią, ale podchodzili, jak do dzikich zwierząt. Z ciekawością. Ostrożnie. A potem cofali się, pokazując nam środkowy palec. Przez ulicę leciały różne wyzwiska, ale najczęściej używane były “kurwa” i “esbek”. Wszyscy odświętnie ubrani. Mężczyźni w białych koszulach, spodnie w kant. Panie z modnymi torebkami. Zrobione włosy. Niedziela, a więc święto. Ludzie wyszli właśnie z kościołów. I przestało padać.

Najbardziej obelżywe wyzwiska padały jednak z samochodów. Kierowcy zatrzymywali się przy nas, trąbili, aby na nich spojrzeć, uchylali szybę i rzucali w nas paskudnymi inwektywami. I odjeżdżali z piskiem opon, aby zwiększyć wrażenie i aby wszyscy zobaczyli ich brawurowy akt.

Na ulicy więc było głośno. Spotkanie miało się właśnie rozpocząć. Obok klubu Eagles był niewielki bar. W pewnym momencie wyszedł z niego jakiś Latynos. Wyglądał na zdezorientowanego. Spojrzał na obie strony i wrzasnął: “Can you speak English?”

Dariusz Wiśniewski

3 Komentarze

  1. Dla mnie komentarz pana Wiśniewskiego to jednak duże rozczarowanie. Opisał ładnie panów w spodniach z kantkami i panie z modnymi torebkami. Ale brakuje najważniejszej rzeczy. Pan Wiśniewski nie policzył pierścionków na palcach tych pań. W czasie pobytu kandydata Trumpa w Chicago na spotkaniu w budynku PNA pan Wiśniewski zajmował się liczeniem pierścionków na palcach urzędniczek PNA i KPA i dokładnie to opisał w swoim komentarzu.

  2. Winnicki dla PiS jest bardziej niebezpieczny niż cała opozycja. To romans hieny z szakalem. Na razie dzielą łupy, do czasu.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: