Pan myśli, że kim pan jest??? (III)

0
393
Fot. Rafał Wodzicki: Drezno: polski autobus Solaris na pętli umieszczonej na pochylni ku Łabie...

Jakiś czas temu opublikowałem dwie części historii o tym jak to zamiast wspierać specjalistów wysokiej klasy można robić z nich balona, lekceważąc ich wartość dla organizacji. Działalność dyrektorów, czy innych na szkodę zarządzanych obszarów jest ciągle normalką – podtrzymywaną wręcz przez rząd. Wydaje się funkcyjnym, że kapitalizm na tym polega. Dziś – dalszy ciąg.

Działalność naukowa mechanika interesowała niektórych spoza środowiska naukowego. Czasem udało się coś pokazać na ten temat. Po jakimś czasie jeden z poznanych przy tym ludzi – Z2 – zadzwonił z informacją, że jest dyrektorem w nowej firmie i proponuje mechanikowi stanowisko kierownika, bo wie, że ten już kiedyś zajmował takie. Mechanik naiwnie się zgodził, bo myślał, że słowo to słowo.
Początkowo na zlecenie wykonywał swoją specjalną pracę jako jeden z pierwszych w firmie. Gdy przeszło co do czego, zaczęto sugerować, że umowy stałej nie można podpisać, bo prezes O. musi oszczędzać, co mu nakazała rada nadzorcza pod wodzą swojego prezesa. Ostatecznie jednak umowę podpisano, tylko nie na stanowisko kierownika, bo – wicie rozumicie -. kierownikiem musi zostać Ł, bo tak kazała rada nadzorcza, a szczególnie jej prezes. Dyrektor Z2 jeszcze się upewniał, czy mechanik zniesie tę zniewagę i oszustwo. Czy zostanie w firmie. Niestety, mechanik był w sytuacji przymusowej i nie mógł po prostu trzasnąć drzwiami. Jakoś kilka lat minęło, kiedy to mechanik tworzył firmę zupełnie nieźle współpracując z Ł.
Okazało się, że jednym z kandydatów do pracy był dr P2., znajomy – zdawałoby się dobry – mechanika. Dyrektor Z2 pytał się mechanika czy taki doktor może wykonywać zwykłą pracę. Mechanik – także z lojalności wobec dr P2 – odpowiedział, że przecież decyzja nie zależy od tytułu! Dr P2 został przyjęty i parę lat pracował nawet podkreślając życzliwie wysokie kwalifikacje mechanika. Po latach miało się okazać, że nie rozumie, co to znaczy tytuł doktora i zwyczajnie się ześwinił, jak wielu innych doktorów.
Aliści Ł. postanowił odejść do innej pracy i mechanik był oczywistym jego następcą. Jakby tu jednak mu pokazać gdzie jego miejsce? O myślał w zaciszu gabinetu: zorganizować firmę tak, żeby kompetencje były odpowiednio rozmyte, a mechanika zrobić pełniącym obowiązki, jak młodych adeptów. Może uda się go upieprzyć przy okazji?
Dyrektor Z2 – po przyjacielsku zapytał: czy zgodzisz się na tego pełniącego obowiązki? Bo widzisz – O. to mój kolega, wybraniec narodu – może wszystko. Mechanik znów nie mógł trzasnąć drzwiami, wobec kolejnej zniewagi. Po prostu nie da się znaleźć pracy normalnie – już wiedział. Najgorsze jednak miało nadejść: pewnego dnia O zaatakował w sprawie skutków swojego i Z2 postępowania: po prostu na kogoś trzeba było zwalić, najlepiej wrzeszcząc, żeby pokazać skalę błędu. Skutek przeciwstawienia się wrzaskom (tak naprawdę kolejnym) był prosty: tak niepokorny nie może być kierownikiem. Przecież nie liczą się kwalifikacje. Trzeba mu pokazać, że jest nikim („pan myśli, że kim pan jest?”). Bardzo możliwie, że O czekał na taką okazję i specjalnie wszczął awanturę.
Prezes W2 zwodził kilka lat, mimo że pretensji nie miał. Miał za to zdanie o O. Przyglądał się jak sytuacja się rozwija i jak obaj dyrektorzy (jeden organizator, a drugi jego kolega-klakier)się pastwią nad mechanikiem. Na żaden protest nie było odpowiedzi rozwiązującej problem. Co najwyżej O. udawał przez dwa dni grzecznego, po kolejnym proteście mechanika, jednocześnie przemyśliwając jak by tu….
W tym czasie pojawił się na specjalnie utworzonym stanowisku młody i podobno cenny młody wiceprezes M, który miał oczekiwać – z nakazu wyższych instancji – na „przypadkowy” wybór na prezesa innej firmy. Po cichu przekazano mu kolejną część kompetencji mechanika nic nie mówiąc mu. Musiał się M – jako spadochroniarz, tak określany przez prezesa – czymś zająć. M musiał podkreślić swoje kierowanie „rozwojem” firmy: wykonał przed mechanikiem i wobec całego biura, odpowiednie wrzaski pokazujące kto tu rządzi. Okazało się, że i ten doktor później odnalazł się na stanowisku państwowym, gdzie udano, że żadnych złych wiadomości o nim nie ma.
Od razu w pobliżu niego znalazł się klakier A, który tłumaczył mechanikowi, że on to wie do kogo się podczepić i dlatego nie ma takich problemów jak mechanik. Po prostu A. nie odróżniał siebie od mechanika… Zwykłego urzędnika od fachowca wysokiej klasy.
Z2. tak jak wcześniej mówił mechanikowi, że tu już nic mu się nie stanie, tak teraz uznał, że należy się wysługiwać jego koledze O., bo ten jest ważniejszy. Chciał się jednak opiekować mechanikiem, jeśli ten przestanie mówić o jakiejś jakości pracy i zawyżać poziom. Okazało się, że kwalifikacje mechanika były tylko potrzebne do potwierdzania głupoty innych, w tym doktorów! Dziś nie jest czas bohaterów, a czas układów. Uważał, że to, co wywalczyli bohaterowie – wolność – teraz może być zawłaszczona przez układy!!!! Dzisiejsi „bohaterowie”, czyli właściwie wykonujący swą pracę mogą to robić tylko gdy wybraniec narodu odpowiedniego szczebla wyda domniemaną zgodę, bo przypadkowo zrozumiał o co chodzi.
Powzięcie wiadomości przez instytucje zarządzające systemem, w tym rząd skończyło się ich zupełnym desinteressement, czyli kolejnymi oświadczeniami typu nic nie mogę, bo prawo przeszkadza przywróceniu zgodności z prawem, albo wręcz udawaniem, że nic takiego się nie stało. Jednocześnie instytucje te prowadzą intensywną propagandę swoich działań i ochoczo reagują na demonstracje, nawet nie mające żadnego uzasadnienia.
Rafał Wodzicki

Fot. Rafał Wodzicki: Zawracanie na równi pochyłej jest raczej trudne. Tu Drezno: polski autobus Solaris na pętli umieszczonej na pochylni ku Łabie…

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: