Pan myśli, że kim pan jest??? (II)

4
538
Fot: Rafał Wodzicki. Samochód znanej marki, ale do ruchu się nie nadaje…. Tak jak metody zarządzania gospodarką, jakie opisuję…

Kierownik W2 starał się żeby mechanik nie miał co robić i musiał odejść. Zapomniał o tym, że miał on być do kontaktów zagranicznych. Mając do wyboru czy odejść z odszkodowaniem (firma w ten sposób pozbywała się niepotrzebnych pracowników), czy chwilę później bez niego – wiadomo, co wybrał.
Mechanik przyszedł potem sprawdzić, czy nie ma do niego jeszcze jakiejś korespondencji i porozmawiać z kolegami. Kierownik-kierowca zobaczywszy go wpadł w złość i zakrzyknął: po co tu pan przychodzi. Już pan tu nie pracuje! Na spokojne twierdzenie, że nie jest to jego prywatny folwark, a interesy nie urywają się nagle. Wszedł do swojego pokoju walnąwszy drzwiami tak, że zamek nie załapał i się one otworzyły na całą szerokość. No, no, no! – rzekł z podziwem mechanik i wyszedł na korytarz.
Kierownik W2 wyleciał za nim na korytarz instytutowy i wrzasnął na cały głos: TY CHAMIE, BO JAK CIĘ JEBNĘ (proszę wybaczyć, ale dla zrozumienia trzeba dosłownie) W TEN RYJ!….. nie patrząc na świadków… W tym okrzyku widać jak bardzo gość cenił swoją godność kierownika i miał w głębokim poważaniu godność innych. Wielu kierowców tak się nigdy nie odzywa….
Za jakiś czas można tego cennego człowieka było spotkać na targach i w telewizji, jako rzecznika znanej firmy. Myliłby się ktoś, kto by myślał, że wiadomość o tym wydarzeniu jakoś przejęła jego przełożonych. Do dziś udają, że to nic takiego.
Nic to dziwnego – wydarzenia tego typu wcześniej były znane w najwyższej dyrekcji, kierowanej wtedy przez znanego działacza Solidarności. Bez trudu dał sobie wmówić przez komuchów-nieprofesjonalistów, że przecież to mechanik jest jakimś oszołomem i mu się należało. Pan Z1. mógł odgrywać dalej rolę walczącego o jakość eksploatacji.
Ciekawym doświadczeniem mechanika było towarzystwo naukowe, którego wręcz poszukiwał powziąwszy wiadomość o ważności tematu. Był jednym z członków zarządu, rzecznikiem i twórcą jego dokumentów. Był wychwalany przez naukowców, ale do czasu. Gdy serio wziął piękne słowa zawarte w zasadach promowanych przez towarzystwo i zaczął organizować uczciwe wybory, okazało się, że zagrożenie tym, że może zostać wybrany zamiast tych utytułowanych spowodowało poczucie zagrożenia. Spotkało się to z natychmiastową reakcją: do wyborów nie dopuszczono, a funkcje zostały rozdane w trybie urzędowym.
Zwracanie się do prezesa i sądu koleżeńskiego nic nie dało, bo przecież to byli ci utytułowani ludzie. Nowy „kolega” prezes N. wręcz był inicjatorem podkopywania pozycji mechanika. Uprawomocnili oni naukowe oszustwo. Nikt nie zaprotestował. Nie pozostało nic innego jak się wypisać: przecież mechanikowi chodziło o te zasady (mowa była często o etyce zawodowej), które naukowo zostały ośmieszone. Swego rodzaju smutnym zakończeniem było, że główny utytułowany fałszerz K. niedługo potem spadł z dachu przy jego odśnieżaniu i się zabił. Byli tacy co mówili, że sobie swoje towarzystwo naukowe musi założyć… Poniekąd tak się stało, choć nie jest to towarzystwo formalne.
Po pierwszej wielkiej katastrofie po przemianach 1989 roku, próbowano – jak zawsze – zrzucić winę na operatora. Tym razem to się nie udało. Włączyła się inspekcja pracy i słynny wypadkoznawca Arwid Hansen. Stwierdzili oni, że próba usunięcia przyczyn katastrofy wskazanych przez obie komisje, nie doprowadzi do konkretnych działań zapobiegawczych. Wskazali na następujące wady obowiązującego systemu:
– Lekceważenie przez zwierzchników raportów o nieprawidłowym stanie urządzeń technicznych zgłaszanych przez operatorów.
– Sprzeczności w przepisach i zarządzeniach. Zmuszają one operatora do przekraczania zasad bezpieczeństwa i to w trudnych warunkach atmosferycznych.
– Brak wnikliwych analiz wypadków. Wnioski, jakie wyciąga administracja, sprowadzają się przeważnie do wprowadzenia szkoleń i egzaminów awaryjnych oraz uznania danego urządzenia za awaryjne.
– Prześladowanie w przeszłości niektórych za uczciwe przeprowadzenie dochodzeń powypadkowych (musieli zrezygnować z pracy).
Osoby postawione wysoko w administracji firmy są pośrednio winni tych wszystkich tragedii.
Tu warto przypomnieć postawę dyrektorów Z1. i P.: przecież to o takich jak oni są te punkty. O takich jeszcze tu będzie. Działają i awansują do dziś bez przeszkód, czyli nadają gospodarce swoje formy nie ponosząc odpowiedzialności za to, że choćby powodują tym konflikty.
W dyrekcji krajowej pojawił się po 1989 r. także dyrektor ds. kadr – M. Wydawało się, że może on zapobiec ekscesom jak wyżej i przyhamować niewłaściwy dobór ludzi na stanowiska kierowników eksploatacji wyższego rzędu, co jest przecież najważniejsze. Niestety – został szybko odwołany, jako niewygodny. Zdążył opisać to w gazecie branżowej, w artykule o znamiennym tytule: „Jutro możesz odejść”, niezwykle podobnym do stwierdzenia dyrektora W1 – “nie będzie jego – będzie inny”. A oto fragmenty wyliczenia tam zawartego:
* decyzje personalne służą mąceniu, zastraszaniu otoczenia i zaciemnianiu obrazu firmy państwowej. W bałaganie nie widać daleko.
* bo w bałaganie jest zawsze dużo do zrobienia, są możliwości wykazania się działaniami bardzo ważnymi z ich punktu widzenia.
*…ukryć brak odpowiedniego przygotowania i niekompetencję.
* można odnieść wrażanie, że zadania przerastają ich możliwości, decyzje są nieczytelne, cele niewidoczne.
* następuje spowolnienie wdrażania nowych rozwiązań lub ich wypaczanie czy zaniechanie.
* na stanowiskach kierowniczych preferowani są ludzie ulegli, a nie walczący i twórczy.
* zamiana (…) wymaga ogromnych wysiłków, szczególnie w sferze informacji uzasadniających efekty uzyskane po zmianie .
* można bez żenady stwierdzić, że firma znajdują się w średniowiecznym układzie obiegu informacji.
* niż do roztropnego zaprojektowania takich systemów promocyjnych, które mogłyby maksymalizować szanse realizacji celów zbiorowych i indywidualnych.
* w polityce kadrowej stosowane są chwyty poniżej pasa: nawet jeśli jesteś dobry – jutro możesz odejść. Ludzie nie widzą tego, że przez dobre wyniki w pracy można awansować, nie ma naturalnej rywalizacji (aktywizacji).
*chyba, że jest to świadome zamierzenie, by ludzie się bali i milczeli…..
* praktycznie nic się nie stało, jednego człowieka zastąpiono drugim… znienacka i bezzasadnie.
* bez determinacji w dążeniu do uzasadnionych zmian – nawet przez wojnę – w układach nic się nie zmieni.
* w dalszym ciągu będzie promowana amatorszczyzna, średniowieczne zasady i … postępująca degradacja firmy.
* zmiany te muszą się opierać na profesjonalizmie, a nie na zasadzie widzi mi się. Takie oczywiste, a takie odległe!
Dyrektor M. zacytował także wierszyk:
Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala,
Czy ten co mówić o tym nie pozawala?”
Niedługo potem słuch o nim zaginął, podobnie jak o sprawach, które poruszył. Jasne, że coś tam się poprawia dzięki mechanicznej implementacji tego, co ludzie podejrzą tu i tam, ale walka z takimi nieprawidłowościami jest bardzo kulawa i opiera się na przypadkowych możliwościach pojedynczych ludzi, a nie na systemie.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

Fot: Rafał Wodzicki. Samochód znanej marki, ale do ruchu się nie nadaje…. Tak jak metody zarządzania gospodarką, jakie opisuję…

4 Komentarze

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: