Pan myśli, że kim pan jest??? (I)

1
476
Fot. Rafał Wodzicki; Progress for Poland. Wynik prac naukowych: mają być gaśnice wszędzie i trzeba uważać na palce

Dawno temu w piśmie Motor (w nim to reklamowano rajdowe sukcesy ojca naszego pryncypała) zamieszczono dowcip rysunkowy. Na pętli stoi autobus miejski zapchany do maksimum. Przez przednie drzwi usiłuje się wepchnąć człowiek, do którego tłum opryskliwie zwraca się: co się pan tak pcha? Pan myśli, że kim pan jest? Człowiek cicho odpowiada: kierowcą!
Dowcip? Dla zwykłych ludzi – owszem. W rzeczywistości tak jest bardzo często, że nie dopuszcza się do kierowania ludzi powołanych do tego. W tamtych czasach można to było odczytać jako finezyjną aluzję, bo przecież kierowników ustanawiano najczęściej drogą partyjną. Myliłby się jednak ten, kto by twierdził, że dziś mechanizmy awansowania ludzi są wolne od tego typu zagrywek.
Rozpad PZPR (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czyli tzw. komunistycznej) oznaczał uwolnienie jej wielu członków pozostających w tym momencie na stanowiskach od odpowiedzialności przed sekretarzami partyjnymi… Tym ludziom powiedziano wręcz: teraz jesteście kapitalistycznymi zarządcami! I zaczęli się oni często zachowywać jak psy spuszczone z łańcucha, w tym wykorzystując układy dobre i złe z czasów przynależności partyjnej. Tym to sposobem umożliwiono trwanie na stanowiskach przez prawie już ćwierczwiecze licznym cennym fachowcom całkiem nie patrząc, czy nadają się na zajmowane stanowiska. Dzięki temu odnajdujemy ich na stanowiskach często bardzo wysokich… W dyrekcjach, radach nadzorczych czy urzędach państwowych. Jest to jeden z powodów spowalniania rozwoju Polski w różnych – często kluczowych – miejscach.
Jarosław Kaczyński wspomina często na o tym jak to w biznesie są różni podli komuchowie i że on to załatwi jednym pociągnięciem, podobnie jak wszystkie złe układy. Niestety: błąd tkwi w nieumiejętności określenia na czym te złe układy się opierają i dlaczego w ogóle powstają. Samo konstatowanie, że są – naprawdę nic nie daje. Grzebanie też w biznesie, gdzie już się tacy ludzie znaleźli jest także z góry skazane na niepowodzenie.
Dziwnym trafem takich ludzi spotykałem przez całe życie zawodowe. Częścią ich kwalifikacji „eksploatacyjnych” było i jest eliminowanie konkurencji oraz obniżanie poziomu eksploatacji do swojego, a także manipulowaniu sytuacją tak aby wyeliminować konkurencję. Można o nich powiedzieć hamulcowi profesjonalnej eksploatacji. Oczywiście bezpośrednio nie można im wiele zarzucić, bo eksploatacja zawsze jakoś się toczy a widowiskowe katastrofy zdarzają się rzadko. Stają się one dla takich okazją do wykazania się karaniem winnych i „pryncypialnością”. Swoje chamstwo skrzętnie kryją, starając się przypodobywać ludziom u władzy i atakować jedynie bez świadków. To ostatnie jest coraz trudniejsze, bo przecież nagrać dziś jest łatwo – nawet z obrazem. Można powiedzieć, że monitoring tutaj jest potrzebny tak jak przy zwalczaniu chuliganów ulicznych i złodziei. Bo przecież tacy ludzie spełniają podobna rolę. Starają się przejmować ważne informacje i manipulować nimi w odpowiedni sposób – np. wykorzystując pracę innych ludzi nie tylko ich nie wynagradzając odpowiednio, ale wręcz zatruwając im życie.
Prześledźmy kilka przypadków „kierowników eksploatacji” tego typu, których taka działalność nigdy nie przeszkadzała w awansowaniu lub trwaniu na stanowiskach. Nawet powzięcie wiadomości przez instytucje państwowe i to pod – różnymi rządami – jest traktowane jako rzecz nieważna w zarządzaniu państwem. W ogóle nie jest przedmiotem dochodzeń, które przecież powinny być podstawą monitorowania procesów eksploatacji państwa prawa. Państwo pisze, że nic nie może, albo żeby się zwrócić do niezawisłego sądu. Ten znów – nigdy nie reformowany – działa w takich sprawach zupełnie nieprofesjonalnie nie zauważając ważnych elementów spraw, a szukając prostych podkładek takich jak zaświadczenie, certyfikat, zeznania fałszywych świadków… Można zupełnie łatwo zamieniać sprawy profesjonalne w pracownicze, a dobrych ojców w przestępców prawie, czyli uniemożliwiać przy pomocy sądu funkcjonowanie na wysokim poziomie. Hasło o niezawisłości sądów służy tu nie tyle do zapewnienia sprawiedliwych wyroków, ale do uniemożliwiania ich krytykowania np. za pokrzykiwanie sędziów! Tworzy się błędne koło.
Pan Z1. charakteryzował się się tym, że był klakierem głównego dyrektora, a także umiał dokonać prostej oceny sytuacji eksploatacyjnej: mechanika to łatwa – bo widać, a elektryka to trudna – bo nie widać. W ten sposób polepszał sobie samopoczucie jako elektryk wobec zagrażającego mechanika. Oczywiście pomijał fakt, że urządzenia elektryczne wtedy były całkowicie mechaniczne… Sprawnie też próbował wrabiać mechanika na wszelki wypadek w katastrofy nie wiedząc, że winni powinni wynikać z dochodzenia, a nie być wyznaczani przez jakiego klakiera. Oburzał się: pan to się nic nie denerwuje, a tu taaaaka katastrofa (profesjonalista naprawdę histerykiem nie może być).
Próbował zwalić kolejne niepowodzenia wynikające z tego, że uniemożliwia prawidłowe działania na mechanika swoimi działaniami na jego szkodę. Np. nie podpisywał pism przyniesionych przez niego osobiście bez ich zepsucia. Dobrym rozwiązaniem okazała się wysyłanie z nimi człowieka niezbyt cenionego… Wtedy nie miał się przed kim popisywać swoją mądrością. Nie czuł zagrożenia. Maszyna nowego typu była bardzo awaryjna… Proszę nie dyskutować panie mechanik! Nie wolno dyskutować z konstruktorami. Dopiero wbrew niemu udało się wprowadzić ponad 350 zmian!!!! Gdy okazało się, że bez nich nie da się maszyny używać. Po dochodzeniu przeprowadzonym prawidłowo napadł na mechanika: to nieudolna próba obrony operatora. Nie wolno dyskutować z przepisami!
Taka postawa pana Z1. umożliwiła mu awanse i to nawet w organach kontrolnych choć przecież powinien być natychmiast odsunięty od kierowania przynajmniej do czasu, aż się nauczy co jest ważne w eksploatacji!
Odwołanego po ekscesach głównego dyrektora W1. (nie będzie jego to będzie inny – diagnozował bezmyślnie) zastąpił nowy, P. – o którym twierdzono, że jest uprzejmy, miły i w ogóle fachowy tak jak jego ojciec, który załatwił mu tę pracę. Awans nastąpił natychmiast – po znajomości, choć nic takiego nie zrobił nigdy. Co najwyżej przyzwalał nie odzywając się… Swego czasu chciał, żeby mechanik do niego przyszedł, a jego tatuś, który załatwił mu karierę był z tego zadowolony. Wychwalał też syna. Wszystko do czasu: gdy okazało się, że mechanik cudów, które mógłby sobie przypisać – przyzwolił na atak pana Z1. Udając, że to nie on – dalej taki miły. Nawet podawał rękę… Gdy jednak okazało się, że nie można człowieka łatwo przestraszyć – wezwał go do siebie i w cztery oczy pokazał prawdziwą twarz.
Nie rozmawiał o meritum. Powinien zwolnić dawno i dać mu wilczy bilet. Zachowywał się arogancko, ale po cichu, bo przecież tłumowi wydaje się, że chamskim można być tylko głośno, a ten co cichy to grzeczny. Mechanik podniósł głos, ale nie był arogancki i usłyszał: gdyby miał trochę godności to to by dawno odszedł (gdy tylko ktoś tupnie). Że ma niby przerost ambicji. Co on myśli, że ma prywatny zakład? Kogoś się pytał o niego (nie wiadomo kogo). Powinienem być wdzięczny, że nie dał 52 (dyscyplinarki), tylko trzymiesięczne wypowiedzenie.
Obaj panowie tak realizowali zostawanie kapitalistycznymi zarządcami po przemianach 1989 r. Jeden pan był wiecznym dyrektorem (obecnie można go odnaleźć w zarządzie tramwajów,) a drugi został ważnym urzędnikiem państwowym…. Dalej ma możność kombinowania. Powzięcie wiadomości o tych wydarzeniach nigdy nie powodowało żadnej reakcji odpowiedzialnych urzędów, chcących wyznaczać zasady eksploatacji państwa polskiego… Zawsze znaleźli się na wysokich stanowiskach ludzi ich chroniący i kontynuujący ich sposób bycia.
Czy to wszystko? Ależ nie! Jest o czym pisać w nieskończoność. Np. pan W2. Zwany kierowcą, co kazał świętować w instytucie naukowym kolejne swoje dzieci za to miał kłopoty z organizacją pracy naukowej….

1 Komentarz

  1. W dniu 15 stycznia 2015 r. w Warszawie odbyła się organizowana przez Instytut Spraw Publicznych debata o społecznej roli osób ujawniających nieprawidłowości w firmach i instytucjach – „Bohater, zdrajca, kamikadze? Ludzie którzy nie potrafią milczeć”.

    “Debata stanowiła okazję do dyskusji o aktywności sygnalistów w Polsce i za granicą, o ich roli w życiu społecznym, a także możliwości poprawy ich sytuacji.

    Gościem specjalnym spotkania była Sherron Watkins, amerykańska sygnalistka z koncernu energetycznego Enron, której zeznania przyczyniły się do wyjaśnienia fałszerstw finansowych i w efekcie do upadku koncernu.

    Spotkanie było połączone z prezentacją raportu Instytutu Spraw Publicznych, który zbadał kilkanaście historii polskich sygnalistów.”

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: