Nazajutrz, po republikańskim tsunami

1
327

peterPrezydent Barack Obama podczas konferencji prasowej, w dzień po wyborach deklarował wolę współpracy z republikańską większością. Ostrzegał jednocześnie, że jeżeli republikanie, posiadający obecnie w Kongresie, wszelkie możliwości nie uchwalą reformy prawa imigracyjnego, skorzysta z możliwości wydawania dekretów. Prezydenta ostrzegał przed takim rozwiązaniem nowy lider większości w Senacie Mitch McConnell. Reforma przeszła w Senacie, jednak Izba nie zajęła się tym tematem. Dekrety w sprawie ustawy imigracyjnej zostaną rzecz jasna zaskarżone do sądu, doprowadzą do politycznej wojny. Prezydent przyznał zresztą, że nie należy w tak ważnej sprawie, działać “solo”.

Prezydent deklarował współpracę w ewentualnym poprawianiu “Obamacare”. Prezydent był w trudnej sytuacji, cóż bowiem mógł powiedzieć po sromotnym laniu jakie dostała we wtorek wieczorem jego partia. Jedyne co mu pozostało to robienie dobrej miny do złej gry. To nie jest tak jak powiedział jeden z mniej rozgarniętych polonijnych dziennikarzy w porannej audycji na polskim FM, że republikanie nieco poprawili notowania. W Izbie Reprezentantów republikanie nigdy po II wojnie światowej nie mieli tylu mandatów. Do tego trzeba pamiętać, iż republikanie zdobyli mandaty gubernatorskie w 10 stanach dotąd rządzonych przez demokratów. Dotyczy to tak tradycyjnie “niebieskich” stanów jak Maryland.

Wszystkie ankiety wskazywały, że wyborcy szli do urn wkurzeni, wręcz ściekli, dość mieli okrągłych słów prezydenta, z których nic nie wynika. Choć Barack Obama nigdzie nie kandydował, ale oczywiście wybory były referendum dotyczącym polityki prezydenta. To referendum prezydent przegrał z kretesem. Dla wyborców, co także jasno wskazywały ankiety, najważniejsza była ekonomia. Ameryka zbudowana została na dwóch podstawowych wartościach jak: indywidualizm oraz równość. Amerykanie nigdy nie lubili jak państwo za bardzo wtrąca się do ich życia, mówi im co jest dobre, a co złe. Makroekonomia, odpowiedź na pytanie ile państw w gospodarce zostawia wyborcom. Głosujący we wtorek odpowiedzieli, iż nie chcą państwa zbyt wiele, nie chcą regulacji, koncesji, wysokich podatków, chcą móc swobodnie rozwijać swój biznes. Nie chcą, aby rozmaici “street workers” mówili co jest dla nich dobre, a co fatalne. Obama widział państwo jako wielkiego regulatora, Amerykanom zawsze to kojarzyć będzie się z ‘Orwellem. Jeżeli gubernator elekt Illinois, Bruce Rauner mówił, iż pragnie potrząsnąć stolicą stanu, to oddawał w ten sposób uczucia zdecydowanej większości wyborców, która twierdzi, że politycy marnują publiczne pieniądze. Tak uważał Scot Walker, który ponownie zostanie gubernatorem Wisconsin. Rozmaite organizacje, w tym związki zawodowe, ale nie tylko, wydały miliony dolarów, aby wesprzeć kandydata demokratów w tym stanie . Walker to postać znienawidzona na amerykańskiej lewicy. Okazało się, że pieniądze wydane na walkę z Walkerem, to fundusze wyrzucone w błoto. Walker wygrał bez większych kłopotów.

Polonijne media w dużej mierze popierały demokratów, a może inaczej, popierały socjalizm. Jeden z dziennikarzy przyjechał na zwycięskie party Raunera licząc, iż będzie mógł dobić kandydata republikanów. Niestety wyborcy dobili jego. Polonijne media były trochę jak niegdyś “Trybuna Ludu”, nie było tam poważniejszej dyskusji, jedynie podawano instrukcje, co powinno znaleźć się na talerzu, jakie poglądy mogą zostać uznawane za poważne. “Dziennikowi Związkowemu” zaś radzimy, aby w większym stopniu zajął się udzielaniem instrukcji jak obierać ziemniaki, co ostatnio wychodzi im całkiem dobrze, zaś politykę zostawili innym, którzy mają o tym jakieś pojęcie.

Oczywiście nie wszyscy się tak zachowywali. Pal-Pac organizował spotkania z kandydatami, w domu Arie Zweiga zainaugurowano kampanię Bruce Raunera wśród Polonii. Dużą pracę w czasie kampanii wykonała Pani Dorota Falkiewicz z VIP Advertising wraz z Kingą Aleksandrowicz, radiowiec Marek Rzepkowski, czy pismo “Kurier”. Sporo było akcentów w tej kampanii, oczywiście jak zwykle, jak od lat, działania te odbywały się poza organizacjami staropolonijnymi jak Kongres Polonii Amerykańskiej. Polska Agencja Prasowa może w swoich depeszach opisywać nieistniejący świat, cytować Franka Spulę, nikogo to nie obchodzi, Polonia, zazwyczaj dobrze zintegrowana ze środowiskiem amerykańskim była w tej kampanii zupełnie gdzie indziej, była częścią wkurzonej Ameryki. Amerykanie polskiego pochodzenia zachowywali się tak jak reszta społeczeństwa.

Ciekawe, czy sukces Republikanów na szczeblu stanowym i krajowym przełoży się na chicagowskie wybory lokalne, na początku 2015 roku. Istotny jest, czy pojawią się ciekawe kandydatury na radnych miejskich. Wybory pokazały, że wszystko jest możliwe, nie ma rzeczy niemożliwych, skoro republikanie mogą wygrywać w Chicago, dlaczego nie w samym Chicago?!

Co zaś zrobią republikanie, poczekajmy trochę, nich oswoją się z sukcesem. Mitch McConnell był dzisiaj bardzo ostrożny, unikał poważniejszych deklaracji. I słusznie, demokratom po ciężkim nokaucie należy się moment odpoczynku, może pocieszenia nawet.

Andrzej Jarmakowski

Foto: Progressforpoland.com

 

1 Komentarz

  1. Panie Andrzeju który to jest ten mało inteligentny ,,dziennikarz,, FM? Drobny alkoholik Zieliński czy inne gwiazdy polskiego Fm? Ja bym tak nie mówiła że mało inteligentny dziennikarz. Bal radiowy tuż tuż a może dostać nagrodę.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: