Nadzwyczajna kasta

0
371
Warszawa, Młynarska: plakaty judzące Gazety Polskiej sfotografowałem tylko tu. Fot. Rafał Wodzicki; Progress for Poland

Żądamy od was dokończenia reformy wymiaru sprawiedliwości, krzyczy pan na demonstracji sfabrykowanej przez Gazetę Polską za pomocą m. in. plakatów „Kasta-Basta”, jak na zdjęciu. Przygotowane są też miniplakaty poparcia dla reformy sądownictwa, w domyśle takiej jak mocodawcy Gazety Polskie chcą! Pan twierdzi też, że oni (w domyśle ci idioci z opozycji) nie czytali traktatu lizbońskiego, a on przeczytał. Nie pokazał certyfikatu zrozumienia. Władza wykonawcza musi mieć władzę nad władzą sądowniczą – napisał Piotr Duda. Plakaty, ani wypowiedzi to ludu, nie wskazują na zrozumienie o co chodzi. Są po prostu judzeniem prostym.

Władza dzisiejsza z upodobaniem powtarza wyrwane z kontekstu, a więc niesystemowe wrażenia i rozwiązania. Są to świadectwa sposoby myślenia, w tym o reformowaniu państwa. Jednym z takich ulubionych wyrażeń jest nadzwyczajna kasta. Oczywiście nie cytuje się tego uczciwie, ale ze złą wolą, żeby poniżyć sędziów. Ma z tego wyniknąć konieczność wzięcia ich za mordę, bo nie są władzą tylko należą do społeczeństwa i mają robić co ono im każe za pośrednictwem władzy wykonawczej, używającej do tego władzy ustawodawczej, która klepnie wszystko.

Tak więc przypomnijmy skąd się wzięły te słowa o nadzwyczajnej kaście ludzi i co one oznaczają. Otóż na Kongresie Sędziów Polskich w 2017 r. Irena Kamińska powiedziała: Całe życie broniłam sędziów. Uważam, że to jest zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi i myślę, proszę państwa, że damy radę. Przecież zgadza się to z tym co piszę od lat: wymiar sprawiedliwości nie może być jak przeciętna instytucja. Nie panując nad własnym systemem (eksploatacyjnym skądinąd) sędziowie mają jednak sądzić inne systemy (eksploatacyjne) nie zdając sobie często sprawy z tego, że są nadzwyczajną grupą (żeby nie użyć słowa kasta) ludzi, mających zasadniczy wpływ na działanie państwa. Nadzwyczajność nie polega na zakładaniu togi i arogancji. Zgadza się to też z tym, że przecież to jest władza i ma mieć jej przymioty. W szczególności musi zapewniać społeczeństwu poczucie bezpieczeństwa. Żeby tak jednak było musi mieć poczucie własnej wartości i szacunku dla siebie.

Trudno się spodziewać, że sędziowie nie rozumieją tego, że są nadzwyczajni, choć realizują to często niewłaściwie, choć zapewne nie wszyscy. Wielu jednak okazuje wyższość w sposób niestosowny a nawet niekulturalny. Są jednak starania o polepszenie jakości systemu, co powinno być na profesjonalnym poziomie. Temu służą m. in stowarzyszenia sędziowskie, które na pewno mają dobre chęci. Wiem jednak już na pewno, że sama wiedza prawnicza nie wystarcza do stworzenia sprawnego systemu eksploatacyjnego. Prawnicy w to wierzą, jednak często stosując nieadekwatne środki. Sędzia Irena Kamińska twierdziła na Kongresie, ze dadzą radę. Powiedziane jednak jest: dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane i o tym trzeba pamiętać.

Jakie wady ma system ja wiem bardzo dobrze i nieraz o tym pisałem m. in. w Progressie. Ma to walor audytu z szeregiem paraekspertyz problemowych. Wymiar sprawiedliwości mogłem przeanalizować tak jako biegły, jak i uczestnik różnego typu rozpraw, gdzie mogłem zaobserwować te same wadliwe postępowania. Na przykład niewłaściwe zachowania sędziów: pokrzykiwaniu na stronę, czy też blokowanie możliwości obrony. Były też liczne relacje o niewłaściwych wyrokach, które trudno nazwać pomyłkami. Skandaliczne jest zachowanie większości prezesów sądów, do których kieruje Ministerstwo, co nic nie może, bo sądy są niezawisłe (sic!!!). Niezawisłość jest zresztą przedstawiania przez walczących o nią jako jedyny walor grupy sędziowskiej, choć tak nie jest. Niezawisłość bez profesjonalizmu oznacza nieraz naprawdę wielką biedę dla klientów. Po prostu brak możliwości weryfikacji i powtarzanie tych samych błędów przez lata. Owocuje to przewlekłością oraz niewłaściwym ukierunkowanie procesów i to bez brania za to odpowiedzialności, ani przez sędziów, ani przez Państwo, w którego imieniu działają. Zawsze jest wymówka, że są niezawiśli, a dopiero nagrania rozpraw prowadzą do wykrycia niektórych prostych niewłaściwości, które wcześniej można było zamiatać pod dywan. Po prostu prezesi twierdzą wtedy, że sędzia powiedziała, że tak nie było i piszą pisma o niczym, mające spowodować odwalenie się skarżącego. Sąd takie rzeczy? Jakich zachowań więc wzorcem jest, skoro zachowuje się jak zwykła biurokracja, albo gorzej?

Niesłusznie sędzia Kamińska wobec ataku sfer rządowych na sędziów tłumaczyła się z niezręcznych słów o nadzwyczajnej kaście. Nie da się dostosować każdego słowa do możliwych ataków urzędników i trolli, którzy stosują nieuczciwe sposoby dyskursu. Wszyscy normalni ludzie wiedzą o co jej chodziło. Wszyscy normalni ludzie wiedzą, że wymiar sprawiedliwości wymaga naprawy tak, żeby rzeczywiście, była to superinstytucja która przy pomocy nadzwyczajnych ludzi (naprawdę nie każdy może być sędzią) będzie wiedziała na czym polegają np. sprawy rodzinne i dobro dziecka, co to znaczy mobbing i jak z nim walczyć itp. No i ludzie ci będą wzorem kultury, narzucając ten tryb każdej sprawie.

Nie jest tak prosto, że ci co wygrywają są zadowoleni, a co przegrywają są niezadowoleni. Ma być tak, by nawet przegrywając czuć o co chodzi. Uczciwy człowiek nawet w takiej sytuacji potrafi przyznać rację na podstawie tego, czego dowiedział się w czasie procesu. Nie może być przegranym przypadkowy człowiek, bo przecież to rujnuje nie tylko jego życie. Tymczasem propaganda rządowa, po spotkaniu wszystkich opcji z Prezydentem – wmawia, że wszyscy się zgodzili, że potrzebne są zmiany, tylko mają różne wizje, ale rząd będzie robił po swojemu. Po swojemu, czyli nieprofesjonalnie, tworząc ustawę kagańcową i poniżając sędziów.

Ja pisałem o tym innymi słowami, co powiedziała sędzia Kamińska: „Nie walczymy o żadne swoje przywileje, tylko walczymy właśnie o te wartości. Obywatel, proszę pana, i to państwo – nie ma się obawiać sędziów. Ma się obawiać i powinien się obawiać tej kasty panów, która się objawiła w Sejmie. Przecież słyszał pan, że >>my jesteśmy panami, w odróżnieniu od niektórych<<. Tej kasty panów. Tej kasty, która zmierza do zawłaszczenia wszystkiego i do posiadania pełni władzy bez żadnych ograniczeń.

Nie przez przypadek naukę o eksploatacji, czyli eksploatykę można nazwać supernauką, bo dotyczy każdego działania. Inżynieria eksploatacji musi być znana w środowisku sędziowskim na poziomie większym niż intuicyjny, bo wymiar sprawiedliwości też dotyczy każdego działania. Ta intuicyjność często jest wspominana jako coś dobrego: doświadczenie życiowe. Sąd nie powinien się na nie powoływać. To co robi to poważna sprawa, a nie doświadczenie pani Irenki, która mi mówiła, że jest mądrzejsza ode mnie, bo pięć lat dłużej żyła. Wielu żyje sto lat i nic im nie pomoże: sąd tymi kim byli na początku.

Mechanizmy wprowadzane po uważaniu nie są reformą. Nie chodzi o zmiany jakiekolwiek, bo Polacy chcą zmian, ale skutecznych, które usprawnią system. Branie sędziów za mordę jest absurdalne, bo przecież sędzia bojący się nie jest sędzią niezawisłym i sprawiedliwym. Nie jest też profesjonalny, bo przecież władza dzisiejsza nie szanuje profesjonalistów. Próbuje im wmówić, że są idiotami. Nie należy się zbytnio przejmować oświadczeniami o miłości do innowacyjności, bo przecież słyszymy ciągle, że prowadzą wymianę elit, bo dla nich elity się wyznacza, a nie one rosną same.

Wielokrotnie pisałem o fatalnych zachowaniach sędziów i złym funkcjonowaniu systemu eksploatacyjnego wymiaru sprawiedliwości. Momentami widać, że nawet języka polskiego tam nie rozumieją, choć przecież językowa wykładnia prawa to ważna rzecz. Na twierdzenie ojca, że zostali skazani z dzieckiem na rozłąkę sędzia serio twierdził w mediach, że nie zostali skazani, bo nie było takiego wyroku! Nie rozumiał o co chodzi temu ojcu: że efektem działań sądów jest rozłąka! I tak podobnie – prezesi nie potrzebują prawdziwych danych, tylko podkładki i nie rozumieją nawet błędności redakcji nazwy swojego sądu! Czy ktoś się zajmuje tymi sprawami przy reformowaniu? Ależ skąd!

Wymiar sprawiedliwości nie rozumie, że jego niesprawność przenosi się na systemy eksploatacyjne pojedynczych osób i firm. Są one często bezsilne wobec zalewu pism o niczym pozorujących prawo. Pisze się w nich o terminach tygodniowych, podczas gdy sąd nie ma żadnych terminów. Pisze się w nich o dobru dziecka, podczas gdy to jest niszczenie jego życia, ale także życia całej rodziny. Bezprawie po prostu. Sądy nie mogą się nabierać masowo na fałszywych świadków, twierdzić, że świadek jest najgorszy, bo jest jeden (choć jedyny niezależny) i naiwnie myśleć, że jak w firmie jest komisja antymobbingowa to mobbingu nie ma. Ja tych przykładów nie wymyśliłem. Ponoszę ich konsekwencje przez pół życia.

Sądy twierdzą, że nie mogą nic zrobić, jeśli się rodzice nie dogadają, po czym przystępują do wzmacniania złych zjawisk. Próby zwracania uwagi na niewłaściwość postępowania skończyła się agresją kierowniczki parabiegłych. Sąd nawet się tym nie zainteresował, jak i zdjęciami jak się zachowuje alienowane dziecko, które w Progressie pokazywałem. Przypadkowo nie zauważył, że matka dziecka zorganizowała grupę rodzinną, która wspólnie i w porozumieniu izolowała mnie od córki. To właśnie dlatego adwokat powiedział mi przed pierwszą rozprawą, że nikt mi dziecka nie da. Zamiast walczyć, żeby „dał” to udzielił mi takiej porady prawnej i to za pieniądze. Myślał, że swoimi manipulacjami coś w ogóle załatwia. Dopiero później się dowiedziałem, że z adwokatem czy bez i tak wychodzi byle co.

A jest w sądach tak jak w tym cytacie o spotkaniu Żydówek (matki i córki) rozdzielonych przez wojnę:

„Spotkanie z mamą było dla mnie bardzo trudne. Nie widziałyśmy się chyba pięć lat. A w życiu dziecka to szmat czasu. Kiedy mama mnie ostatni raz widziała – byłam dzieckiem. A teraz stała przed nią nastolatka. Poważna, zmieniona. Kiedy mnie zobaczyła, zdumiała się. I powiedziała słabym głosem: Ależ ty jesteś duża.

Poznałam mamę, ale zauważyłam również, że bardzo się postarzała. Jakby nagle przybyło jej piętnaście, albo i dwadzieścia lat. Była też bardzo chuda. Może przez to szpitalne łóżko, w którym leżała, a może przez te lata i doświadczenia, które nas dzieliły, nie potrafiłyśmy nawiązać takiego kontaktu, jaki miałyśmy wcześniej. Odbudować relacji matka – córka. Nie było już między nami tej czułości. Chyba obie się zmieniłyśmy”.

Tu doszło do spotkania, bo po wojnie ludzie próbowali się odnajdywać. Rzadko przecież Żydzi mogli odnajdywać żywych członków rodzin. Jeśli chodzi o dzieci alienowane rzadko kiedy dochodzi do spotkań. A przecież wszyscy wkoło mówią lekko, jakby nic się nie stało, że przyjdzie jak dorośnie. Rwie się więź, bo nie dojrzewa równolegle. Sąd powinien wiedzieć, że dzieciństwo jest raz i nie trwa 100 lat. Że prawa dziecka trzeba zabezpieczyć od razu. Sądy w ogóle tego nie rozumieją, czyli są nieprofesjonalne. Do tego dochodzi zła organizacja dająca przewlekłość, niska kultura niektórych sędziów zastępowana pokrzykiwaniem i brak profesjonalizmu w dobieraniu biegłych. Sędziowie i urzędnicy wyjaśniają, że mnie mogą się na wszystkim znać i dlatego biegli bywają kiepscy. Wiadomo, że nie mogą się na wszystkim znać, bo po to są biegli. Mają się znać na fachowym ich doborze! Sądy wiedzę mogą pobierać także z literatury przecież.

Gdy wspomniałem, że w sądzie znajdę pomoc – sędzia zakpiła ze mnie w obecności mobberów: tu nie jest pomoc tylko sprawiedliwość. Dalszy ciąg tego „procesu” był po prostu skandaliczny. Swą niewiedzę sędzia zastępowała pokrzykiwaniem i złośliwościami, jakby to było oczywiste, że mój przełożony mógł sobie pozwalać na wszystko, bo jest przełożonym! Jak to jest możliwe, że prezes sądu nie chce sprawy załatwić profesjonalnie, tylko mówi, że nie ma możliwości i potrzebna tylko podkładka?

Jak już pisałem – wymiar sprawiedliwości, także rząd w ogóle nie rozumie tego, że proces rozwlekły nie jest tym samym co proces zwarty, że warunki ulegają zmianie i zaczynają grać samodzielną rolę. Powstałe fałszywe dowody takie jak opinie biegłych są nie do obalenia, w warunkach braku możliwości weryfikacji, bo np. świadek umarł, albo wyjechał. Gdy występuje on we własnej sprawie przytłoczony przez opinie złych biegłych z listy sądów to nie ma żadnych szans. Źli biegli mogą wygryźć wręcz dobrych! A przecież wszyscy wiedzą, że brak kwalifikacji sądów w przyjmowaniu biegłych na listy oznacza, że to przypadek na kogo się trafi. Gdy się trafi źle to już koniec: sąd wmawia, że akurat ten biegły jest dobry. Szczytem wszystkiego było pytanie skierowane do mnie jako biegłego: to pan krytykuje innych biegłych? Chyba na tym polega weryfikacja?

Niby ciągle się mówi o przewlekłości, ale to taki ozdobnik do pretensji do sędziów, których wystarczy pogonić! Sędzia poganiany? Co to za sędzia? Mnie i bez tego, na żądanie weryfikacji opinii sędzia się zemściła za wcześniejsze uwagi o przewlekłości: pan chce grać na zwłokę!!! To jest kpina sądu z klienta, który pracuje za nasze podatki!

Wg układowców umiejętność pracy zespołowej to jest bycie w układzie…. Specjalnie się pozbywają zbyt mądrych, mówiąc, że nie umieją pracować zespołowo, albo że powinni mieć swoją firmę. To jeden ze sposobów obniżania poziomu do swojego. Tak się obniża poziom firm państwowych. Sądy taką firmą-holdingiem są, ale zachowują się tak jakby tego zjawiska w ogóle nie rozumiały.

Próby wciskania potem przez postronnych, że to moja prywatna sprawa, albo widać nie jestem taki porządny skoro niezawisły sąd tak stwierdził to szczyty tego działania. Zadośćuczynienia za utracone więzi i inne skutki otrzymać nie można. Adwokat serio powiedział, że mu się nie opłaca. Nie jest to przecież rozbity samochód, albo okazja z trupem. Państwo usiłuje udawać, że nic się nie stało, choć doprowadziło do katastrofy! Gdzie jest o tym w ustawach? Jak ma się zamiar zapobiegać wadliwym wyrokom – nie pomyłkom, ale zupełnym bzdurom skazującym ludzi na wieloletnie cierpienie, dobrze jeśli na wolności. Państwo działa z rażącym okrucieństwem za co należy się mu kara!

Gdzie w ustawie zapewnia się sędziom odpowiednią nadzwyczajną pozycję??? Gdzie są mechanizmy weryfikacji zapewniające, żeby jednak pilnować poziomu nadzwyczajnej kasty? No nie ma wcale, bo „reformatorzy” myślą, że wystarczy tylko opier… sędziów (za pomocą sędziów, którzy idą na takie coś) i się poprawi. No nie poprawi się, a pogorszy. Sąd dyscyplinarny to rzecz śmieszna wobec sędziów, którzy mają panować nad dyscypliną innych. Jak w ogóle mogli to wymyślić prawnicy? Jak można na ważne stanowiska forować zwykłych chamów i złych ludzi? Jak mogą sędziowie nie znać języka polskiego i posługiwać się potocznością? Nie być wzorcami? Wystarczy wyjaśnienie, że to tylko ludzie?

Z sądu człowiek ma wyjść z wiedzą jak miałby postępować, żeby nie mieć z sądem do czynienia, czy uniknąć zła. A do tego potrzebny profesjonalizm i niezawisłość Właśnie ta nadzwyczajna, ale słusznie, kasta. Kpiąc z tego słowa na pewno nic się nie zreformuje, bo oznacza to niezrozumienie, że władza sądownicza to ma być rzecz nadzwyczajna. O wadach słyszymy dlatego, że nie jest dość nadzwyczajna i zachowuje się jak przeciętna instytucja, tylko pozorując często nadzwyczajność i unikając odpowiedzialności. Nadzwyczajność to i poczucie odpowiedzialności i zrozumienie dlaczego i co to oznacza. Zrozumienie, że się jest wzorcem, także kultury. Zachowanie na zebraniu sędziów prezesa sądu olsztyńskiego i członka neo-KRS pokazują dokładnie właśnie jak wygląda członek kasty prostaków. Trzeba mieć świadomość, że jest się często jedynym ratunkiem dla wielu ludzi, bo nikt im nie pożyczy pieniędzy na opłacenie skutków błędów, ani nie da nowej pracy. W razie zaistnienia takiej sytuacji Państwo musi stosować środki nadzwyczajne, tak jak w każdym systemie eksploatacyjnym, w którym może się zdarzyć katastrofa.

To, że ochroną mają być apelacje i kasacje to mit. Tak jak zwykłe odwołania bywają po prostu prawie tym samym tekstem z inną pieczątką i podpisem. Widać wielką pobieżność oglądu. Aby działały „nadzwyczajna kasta” musi być prawdziwa, a nie wyimaginowana. Władza sądownicza musi być niezawisła, bo inaczej nie jest władzą tylko ekspozyturą innej władzy. Wydaje się, że wystarczająco naświetliłem problem.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

eksploatyka.pl

Plakaty takie to, jak się później dowiedziałem, judzicielska robota Gazety Polskiej, którą poparła niezalezna.pl. Bardzo się oburzają nazywając mową nienawiści każdą, niezgodną z obowiązującą linią partii, wypowiedź. Zdjęcie słabe, bo z zaskoczenia, z tramwaju nr 24 (Warszawa, ul. Młynarska). Fot. Rafał Wodzicki; Progress for Poland

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: