Msza jeszcze nie rozpoczęła się

3
49


Wnoszono kwiaty i wieńce. Zmarła była ikoną polonijnego (czy polskiego, jeżeli ktoś chce) życia kulturalnego. Filmowa i teatralna aktorka, artystka i dziennikarka. Każdy znał ją osobiście. A nawet jeżeli nie, to słyszał o niej i wiedział, co robi. Ewa Milde, jeżeli można tak powiedzieć – chyba zostanie już na zawsze dobrem wspólnym naszego środowiska.

Przyszło około 100 osób. Mało. Pewnie przez wirusa. Ludzie raczej w podeszłym wieku, łącznie ze mną. Jedyną postacią, która uderzyła mnie swoją młodością, był stojący w blasku ołtarza ksiądz. Animatorzy i zapaleńcy polonijnej kultury, wspierający tę kulturę, sami ją finansujący, łatający, siedzieli w co drugiej ławce kościoła Św. Trójcy w Chicago. Tak mówiono też o Ewie – że była animatorką. A więc to byli jej przyjaciele, miłośnicy, sponsorzy radiowi, aktorzy, tacy jak ona “wariaci”, którzy przez ostatnie ćwierćwiecze propagowali w USA polską kulturę, teatr, kabaret, literaturę. Niektórych z nich rozpoznawałem, pomimo założonych masek na twarz. Postarzeliśmy się wszyscy. I skurczyliśmy się.

Siedziałem blisko przejścia. I nagle wniesiono trumnę przy dźwiękach jakiejś pięknej muzyki. I nawet nie trumna, nie Bogdan Łańko, mąż Ewy, ocierający ukradkiem łzy, ale właśnie ta muzyka, cicha, ale grzmiąca, uświadomiła mi, że “złoty” okres Polonii po prostu przeminął.

“Ewa, która zasnęła w Chrystusie” – zagaił młody ksiądz.
Rozpoczęła się msza. Trochę dla nas wszystkich.

Dariusz Wiśniewski

3 Komentarze

  1. “Złoty” okres Polonii po prostu przeminął.
    *
    Na żadnej z jej produkcji nie byłem, bo słyszane w radio fragmenty skutecznie mnie ostrzegły przed jakością twórczości tego środowiska.
    *
    Natomiast mam grube setki godzin nagrań audycji radiowej, w której się przez lata produkowała. Nagrywałem aby zachować dowód istnienia tego kołchoźnika dla polonijnego dusigrosza i analfabety. Dla skąpca, któremu było żal wydać parę dolarów na gazetkę z Polski oraz dla analfabety, któremu czeba czytać pisdzielskie i tzw. “prawicowe”, goebbelsowskie czytanki.
    Milde z tym swoim przepitym, przepalonym głosem oraz z głupkowatym poczuciem humoru była w tym świetna.
    *
    Szczególnie zapamietałem wywiady z niejaką Łaniewską, komunistyczną aktywistką i donosicielką w młodości a na starość zdewociałą pisówką, która na antenie radia WPNA pozwalała sobie nazywać opozycyjne aktorki w Polsce słowem “pinda”.
    Milde puszczała te rzygi Łaniewskiej a zatem musiała zgadzać się z ich treścią.
    *
    Pierwszorzędna trzeciorzędna peerelowska aktorka, plująca na “komunę”, dziei której to “komunie” odniosła wszystkie swoje zawodowe sukcesy. Podobnie jak wszyscy pozostali tzw. aktorzy od polonijnego kotleta.
    Duzo darcia geby na PRL a w rzeczywistości był to jedyny okres, w którym (jeżeli w ogóle) mieli kontakt z prawdziwym teatrem czy filmem.
    *
    Po wyjeździe do Chicago stawali się sprzataczkami, niańkami, kierowcami, podmywaczami starych tyłków, robolami na budowie bo akurat tylko tyle było warte ich wykształcenie z Polski. Żaden nie opanował angielskiego, co z anteny polonijnego rayjka wyraźnie było i nadal jest słychać.
    *
    Ale o tym cicho sza, bo tego się wstydzimy. Trzydzieści albo i czterdzieści lat po przyjeździe chwalimy sie znajomościami z PRLu, chwalimy się naszą pracą za czasów PRLu.
    O tym, co robimy i jak sie utrzymujemy w Chicago – ani mru mru, bo nam wstyd.
    *
    Hipokryzja, zakłamanie, kompleksy.
    Tak tak, tylko ta zła “komuna”, na którą jakże snobistycznie plujemy zapewniła nam sensowne życie, życie którym jeszcze 40 lat później się chwalimy.
    Kapitalizm zweryfikował te peerelowskie primadonny i aktrissy do pozycji sprzątaczek.

  2. Jasiek z dachu? Ciekawy imię internetowe przedstawiciela “postępowych” elit polinijnych. Na forum interenetowym Polityki buszuje facet o innym imieniu. Także chwali się, że posiada setki godzin nagrań lokalnych programów radiowych z Chicago, RM i krytykuje co tylko można. Chyba nie zdaje sobie sprawy, że dotyczy to tylko bardzo małej części środowiska polonijnego. Dziwi mnie tylko, dlaczego jeszcze siedzi w Ameryce. Powinien był zostać w Polsce i z całych sił walczyć o ocalenie socjalizmu. Przecież każdy mógł zdobyć wykształcenie za darmo, wiele dziedzin gospodarki się znakomicie rozwijało i przyszła ta cholerna Solidarność i wszystko szlag trafił. A do tego wszystkiego przyczynili się prezydent Reagan i jego agent Jan Paweł ll. Po co komu Ameryka, jeżeli socjalizm był tak wspaniałym ustrojem. Są też inni przedstawiciele “polonijnych elit”, którzy marzą, aby socjalizm opanował Amerykę i w czasie listopadowych wyborów zrobią wszystko dla realizacji tego celu.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: