Moje miasto Wrocław, d. Obce Miasto 1945…. (IV)

1
311
Szyny pierwszej linii tramwaju elektrycznego i kościół św. Maurycego. Fot. Antonia Zofia Tereszko

Ostatnio radni Wrocławia wpadli na pomysł (wpadanie na pomysł było główną cechą Pomysłowego Dobromira z kreskówki z czasów PRL), żeby nieczynną linię kolejową prowadzącą do Dworca Świebodzkiego (zdjęcie w poprzednim odcinku) przedłużyć tunelem aż do mostu Grunwaldzkiego. Nazwano to minimetrem, bo dziennikarze nie wiedzą, że kolej w tunelu to niekoniecznie metro, ale lubią takie infantylne określenia. Rzeczywiście linia trafia w ciąg szerokich ulic, więc być może dałoby się tam wybudować płytki tunel. Po przejściu pod zabytkowym dworcem. Niestety: jak zwykle jest to projekt typu „a może byśmy coś wkleili w miasto”. Żadnego tu myślenia systemowego i projektu ogólnego. Wrocław ciągle nie ma dobrego projektu komunikacji, choć przecież kolej aglomeracyjna została zaprojektowana, bo o niej pisałem. W tych dniach pojawił się znów projekt tramwaju kolejowego, czyli takiego, który jeździ po torach klejowych i miejskich. Tak więc wirtualnym „minimetrem” powracamy w okolice kościoła św. Maurycego: do placów Powstańców Warszawy i Społecznego, w znacznej części stanowiącego klepisko po zburzonej dzielnicy.
Jak wspominałem, w okolicy kościoła leżą ciągle bardzo stare szyny, po zlikwidowanej w końcu lat trzydziestych linii tramwajowej na Rakowiec. Najstarszej linii tramwaju elektrycznego w Polsce dzisiejszej (następny był Elbląg!!!). Dziś mogę zaprezentować piękne zdjęcie, które specjalnie dla nas zostało wykonane przez wrocławiankę. Ten kawałek szyn leży w ulicy Walońskiej (po wojnie do 1992 r. zwanej Wołowską!), która tak naprawdę ulicą nie jest, bo wszystkie domy wokół zostały zburzone w czasie oblężenia miasta. Pozostała jednia z szynami i chodniki. Można tu zobaczyć czym jest wojna i cieszyć się, że widoczny w głębi, owiany legendą kroniki oblężenia księdza Peikerta, kościół św. Maurycego się zachował. Od niego pochodziły nazwy niemieckie obiektów w okolicy.
Ulica Walońska i dalej Oławska sięgająca Rynku (tędy też jeździłem tramwajem w kierunku Traugutta) to ślad po przebiegu Oławy, która zasilała wtedy fosy miejskie w wodę. Później wody Oławy skierowano prosto do Odry i dlatego powstał most Oławski, czyli Mauritiusbruecke. Mauritiusplatz, czyli dzisiejszy plac Wróblewskiego nie jest ciągle placem miejskim. Jest wspomnieniem po nim jak i ulica Walońska po ulicy. Ruch przetacza się po nim jezdniami w kierunku pl. Powstańców Warszawy, mostu Grunwaldzkiego, ulicy generała Pułaskiego i ulicą generała Traugutta….
Dlaczego nazwę Wołoska wymienioną na planiku z 1948 r. zmieniono na Walońską? Ano Przedmieście Oławskie było miejscem działalności tkaczy Walońskich od XIII w., którzy licznie tu się osiedlali rozwijając swoje rzemiosło. Widać w międzyczasie dotarło to do nadających nazwy. Dopiero w tym roku zbudowano przy tej ulicy nad Oławą piękne osiedle rozpoczynając odbudowę ulicy i pewnie placu. 70 lat po wojnie!!!
Na rogu dzisiejszych ul. Traugutta i Krasińskiego, okazuje się, był dom studencki zwany polskimi koszarami. Była w tym domu cukiernia Klinkierta, gdzie można było poczytać druki wydawane m. in. Przez tych studentów. Ile to razy jechaliśmy tramwaje nr 5 (takim jak za Niemców tu) tymi ulicami – nie nie wiedząc o tym?
Klosterstrasse, czyli Traugutta występuje też w opisie dramatu dzieci niemieckich z pierwszych klas i domów dziecka (m. in. z Ohlenwiesen czyli Księża, do którego prowadzi ul.Traugutta), wywiezionych z Wrocławia ogłoszonego 25 sierpnia 1944 r. (25 dzień Powstania) twierdzą… Wśród nich była córeczka właścicieli gospody zamieszkałych przy ul. Klasztornej czyli Traugutta. Sytuacja zmusiła ich do oddania najmłodszej córki do domu dziecka, przez co uczestniczyła ona w epopei pociągu, który przez Czechy trafił do Krotoszyna. Rodziców odnalazła dopiero po 20 latach, wychowana przez Polaków w Krotoszynie.
Dosyć to ciekawe zjawisko, gdyż Polacy tak, przebywający na robotach, jak i po wojnie, pomagali także Niemcom w potrzebie. Znane są wspomnienia, gdy przebywający w twierdzy na robotach Polacy pomagali ratować dobytek rodzinom niemieckim. W Krotoszynie zajmowali się dziećmi niemieckimi przewożonymi transportem kolejowym, aż do zakończenia działań. Przypomina mi się historia warszawska gdy dziadek (ten, który potem mieszkał na ul. Mikołaja we Wrocławiu), wraz austriackim zarządcą fabryki chodzili szukać dzieci zamojskich na stację Warszawa Zachodnia.
No i jedziemy w kierunku Księża Małego (ciągle trwają dyskusje czy należy tak odmieniać, czy Księżego). Taką tablicę miał zawsze tramwaj nr 5, 6 i 6 bis. W miejscu zwanym przez Niemców Nową Zewnętrzną Bramą Oławską lub Rogatką Oławską, czyli u zbiegu z ul. Kościuszki i Krakowską, wybudowano w 1928 ulicę dziś zwaną Na Niskich Łąkach, która mogła zaistnieć jako drugi dojazd do Rakowca po wybudowaniu mostu nad Oławą. Wiele razy po nim chodziłem i jeździłem rowerem nie bardzo się zastanawiając skąd się wziął. Okazuje się, że powstał on z części mostu nad kanałem żeglugowym w miejscu dzisiejszego Mostu Warszawskiego Zachodniego. Konstrukcja pochodziła aż z 1904 roku. Już w 1914 trzeba było ją zdemontować, by powiększyć mosty. Tam zbudowano mosty z żelbetu, aby zaoszczędzić stal potrzebną w czasie wojny, a części stalowe zostały wykorzystane przy budowie tego mostu w kierunku Morgenau i Holland Wiesen („holenderskich łąk”). Niewątpliwie nazwa taka łączyła się w jakiś sposób z Walonami. Most z kolei nazwano Ohlenwiesenbruecke, czyli most Łąk Oławskich (Ohle – rzeka Oława!). Dziś zwie się Rakowiecki.
Ciekawe, że w 1937 roku, chyba aby zatrzeć słowiańskość nazwy Księża (Małego i Wielkiego) Tschansch (Klein i Gross), przemianowano dzielnicę na Ohlenwiesen właśnie, mimo przecież sporej odległości od tego mostu. A przecież koło 1300 r. miejscowość ta jest odnotowana w języku łacińskim jako Zassino. Okoliczne wsie były lokowane na prawie polskim (!!!), które określało sposób zabudowy i układ pól. Później prawo polskie zastępowano niemieckim także w istniejących miejscowościach.
W czasach niemieckich ulicą Kościuszki (Tauentzien strasse) jeździł tramwaj nr 12. Przez wiele lat po wojnie mogliśmy oglądać jego szyny w kamiennym bruku. Wielkim wydarzeniem okazało się ustanowienie tam znów po kilkudziesięciu latach linii nr 19, która jednak zmarła na rzecz autobusów. Dziś tędy jeździ też autobus nr 120, wielokrotnie tu wspominany. Wreszcie jest jakaś komunikacja Rakowca z Dworcem Głównym (trzeba kawałek dojść, ale już nie trzeba piechotą przez Żabią Ścieżkę).
Księże Wielkie prawie się styka ze wspomnianą stacją towarową Brochów, za którą jest dzielnica Brochów. Tu znów mamy ciekawostkę: krótko bo krótko, ale do Brochowa-Brockau jeździł pierwszy na dzisiejszym terenie Polski trolejbus. Nie był on zasilany tak jak to jest normalne dzisiaj, ale jednak… Dość dziwi w mieście pełnym dobrych rozwiązań eksploatacyjnych projekt tak nie uzasadniony jak ten…
Rafał Wodzicki
ciąg dalszy nastąpi

Fot. Antonia Zofia Tereszko. Szyny pierwszej na terenie dzisiejszej Polski linii tramwaju elektrycznego w jezdni ulicy Walońskiej. W głębi kościół św. Maurycego księdza Peikerta, a przed nim pl. Wróblewskiego. Za czerwoną kabiną ciężarówki miejsce gdzie czekałem na autobus 120, który tu miał koniec i początek. Za plecami fotografki: most Oławski (Mauritiusbruecke) na Oławie i ul. Na Grobli w kierunku Rakowca. Reszta szyn – pod jej asfaltem. Warto zwrócić uwagę jak wygląda ta jezdnia z kamiennej kostki, mimo braku dostatecznych działań eksploatacyjnych przez ponad pół wieku.

1 Komentarz

  1. Autorką naszego zdjęcia jest:
    Antonia Zofia Tereszko (Zofia Zdanowicz), fotografka
    Urodzona wrocławianka. Wielka pasjonatka fotografii, znana we wrocławskim środowisku jako dokumentalistka ważnych wydarzeń społecznych. Jej zdjęcia z życia Wrocławia oraz zdjęcia natury cieszą się ogromną popularnością w mediach społecznościowych.
    Zaczęła od robienia zdjęć telefonem komórkowym, obecnie posługuje się Canonem 700D.
    Jej prace były wystawiane na kilku wystawach we Wrocławiu:

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: