Moje miasto Wrocław, d. Obce Miasto 1945…. (III)

2
505
Moje miasto Wrocław, d. Obce Miasto 1945.... (III)

Jeżdżąc do Wrocławia „jak za granicę”, bo przecież zauważałem inne instalacje miejskie: kamienne gładkie jezdnie, ciekawe tramwaje, inną architekturę oraz wysoki poziom wykonawstwa, ciekawe konstrukcje i piękno miasta nawet w stanie zburzonym. Wtedy zaczynała się moja wiedza na temat eksploatacji, bo przecież nie sposób było nie zauważyć, że nawet w stanie faktycznie porzuconym, poniemieckie konstrukcje trwały latami w niezłym stanie. Lubiłem jeździć rowerem po kamiennych gładkich jezdniach. Gdzie nasi robotnicy brali się za naprawę torów, naruszając kamienne jezdnie – tam najczęściej dochodziło do zapadania się kostki przy szynach już niedługo po naprawie.
Do dziś zresztą leżą w bruku szyny po liniach zawieszonych przez Niemców w latach dwudziestych, przy których bruk się nie zapada. Jest to ważny wskaźnik. Aż szkoda, że trzeba je czasem wyjąć. Na szczęście w dzisiejszych czasach poziom prac drogowych nie jest już uzależniony od absurdalnych zasad gospodarki „socjalistycznej” (przepraszam socjalistów prawdziwych). Szkoda trochę stopniowo znikających kamiennych jezdni. Stosy niemieckiej kostki widać z pociągu, Jak wiadomo jest ona sprzedawana do Niemiec, jako charakterystyczny wyrób niemiecki służący do restauracji miast…
W książce Hugona Hartunga, który był przecież tu w charakterze dyrektora teatrów wrocławskich i tylko przypadkowo znalazł się w centrum twierdzy, a także w wielu innych, można przeczytać wzruszające wręcz zdania: Muszę temu miastu Breslau powiedzieć jak bardzo było kochane. (…) Wszystko zostało tu wzniesione solidnie, na wieki, z porządnego materiału. Wtedy, w 1912 roku, wierzono jeszcze, że buduje się na zawsze, czas niewzruszenie spoczywał na swoich fundamentach. (…) Na zachodzie i południu Rzeszy niewiele (…) wiedziano o pięknie miasta nad Odrą. (…) Kochała miasto Breslau wraz z jego południowymi dzielnicami… To ostatnie zdanie kojarzy się ze wspomnieniem wyjazdu Niemek, które w pewnym okresie mieszkały razem z Polakami w jednym domu… Polska autorka pisze o tym jak poszły nad Odrę żegnać się z miastem przed wysiedleniem…
Dramatycznie brzmią opisy ostatniego niemieckiego Bożego Narodzenia w mieście, tuż przed walkami!!! Na straganie na rynku, jak zwykle sprzedawano ozdoby na choinkę, a dzieci się cieszyły…Hartung: zbliżające się święto (…) nabiera atmosfery błogości, ciepła i przyjaźni.
Moja matka z siostrą, które widać na zdjęciu, były już po ucieczce z obozu, co dziadek zapisał skrzętnie w kalendarzyku. Pancernik Schlezwig-Hollstein, który rozpoczął wojnę został wykończony przez brytyjskie lotnictwo w Gdyni w tym czasie właśnie, co nabiera charakteru symbolu. Nie wiedzieli wszyscy moi, że z Wrocławiem zwiążą swój los do końca.
Jednym z niemieckich żołnierzy oddziału opisanego przez Hartunga był kapral Roesch, ślusarz silnikowy z Kolonii-Deutz. Nie wszyscy wiedzą, że dzielnica Kolonii Deutz dała nazwę znanej marce samochodów. Między innymi od zawsze prawie do dziś autodrabiny dostarczane polskiej straży pożarnej są marki Magirus, która połączyła się z marką Deutz. Wspominam zielony poniemiecki traktor Deutz, który stał czasami przed fabryką Monopolu Tytoniowego na ulicy Mikołaja, czyli prawie przed domem dziadków. Inny żołnierz oddziały był synem sklepikarza z tej ulicy. Rodzina się cieszyła, że jest w oddziale we Wrocławiu, czyli blisko i bezpieczny …
W tejże książce można przeczytać opisy dramatycznych zimowych pochodów wysiedlanym przez Niemców ludzi, którzy kończyli w rowach przydrożnych, albo też w czasie bombardowania Drezna, dokąd dotarli! Przecież przez jakiś czas podstawiano na dworcach pociągi, do których pchali się wysiedlani z twierdzy ludzie. Aż przestały odjeżdżać, a ci co wsiedli musieli wysiadać. Szczegółowo to opisano, co się działo na dworcu Świebodzkim (Freiburger Bahnhof). Po wielu latach byłem tam świadkiem uroczystości z paradą lokomotyw, związanej z zakończeniem jego służby, gdy ten dworzec czołowy wypadał z systemu kolejowego…
Na dworcu tym stoją do dziś – niemi świadkowie – niemieckie słupy trakcyjne, ślad po zelektryfikowanej w. 1928 r. linii do Zgorzelca przez Jelenią Górę i Sudety jako Śląska Kolej Górska (Schlesische Gebirgsbahn). Pisałem o niej jako jeden z pierwszych po okresie wyciszania tematu z powodu dewastacji tej linii przez „przyjaciół Moskali”. A miała ona przecież okres świetności, bo to tutaj testowano różne układy podwozi lokomotyw elektrycznych, aż stanęło na zasadach dziś obowiązujących na całym świecie.
Pierwszą stacją kolejową przy wjeździe od strony Warszawy i Łodzi jest niepozorny Wrocław Psie Pole. Budziło to zawsze zaciekawienie, bo przecież w szkole wspominali o bitwie (r. 1109) na Psim Polu i legendzie z tym związanej. Z czasem okazało się, że legenda jest nie całkiem prawdziwa (wymyślił Kadłubek niejaki), ale nazwa niemiecka tego miejsca była identyczna: Hundesfeld, a po łacinie było też Campus Caninus. Niektórzy twierdzą, że to od pośledniości miejsca. Przy okazji można się jednak przekonać, jak to po wojnie prowadzono polonizację nazw, które w znacznej części nawiązują do nazw niemieckich, które z kolei pochodziły od nazw słowiańskich. Pozwoliło to zachować ciągłość historyczną, mimo dramatycznych warunków politycznych.
Następna stacja z dużym ceglanym dworcem, gdzie wysiałem pierwszy raz ostatnio to Wrocław Nadodrze (Breslau Odertor, czyli Brama Odrzańska). Dzielnica nazywa się Nadodrze dziś, a w tamtych czasach Odertor. Dziś nie ma tam właściwie nic ciekawego. W czasie przesiedleń, które nastąpiły natychmiast po upadku twierdzy, był to jednak ruchliwy punkt.
Ostatnio znalazłem taką relację: Na dworcu PKP Wrocław-Nadodrze Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci zorganizowało punkt opieki nad podróżującą matką, gdzie można było dziecko umyć, przebrać i nakarmić. Jak potrzebne były takie punkty, świadczy fakt, iż w ciągu pierwszych 24 godzin istnienia placówki udzielono pomocy 58 matkom. Dlatego wkrótce liczbę tych punktów zwiększono, tak ze już w grudniu 1945 r. przewijało się przez nie 250 matek na dobę. Dziś odkrywa się znów Amerykę tworząc miejsca, gdzie rodzice w drodze (nie tylko matki) mogą wykonywać czynności przy dzieciach…
Niedługo po upadku twierdzy 6 maja 1945 r. do Wrocławia zaczęli napływać polscy przesiedleńcy. Starano się sprawnie zorganizować ich przybycie i rozmieszczenie w mieszkaniach. Niejeden jeden miał opory przez zajmowanie dopiero co opuszczonych przez niemiecki rodziny mieszkań. W grudniu 1945 r. zwieszono dostawy zboża, bo samochody musiały przewozić repatriantów z własnego do obcego miasta….
Nie zawsze było tak dobrze: na stacji towarowej Brochów, która przecież jest na przedłużeniu wspomnianej Klosterstrasse, czyli ul. Traugutta w stronę Krakowa. Było tam utworzone schronisko dla 1200 przesiedleńców, żeby nie koczowali pod gołym niebem. Nie udało się temu zapobiec: można było między torami zobaczyć nawet kilkaset ognisk.
Pierwszy kontakt ze zburzonym miastem nie był przyjemny: „im dalej się posuwamy, tym bardziej lęk narasta. Dokoła zgliszcza. (..) Nie widziałem wówczas bestialsko zniszczonej Warszawy, byłbym się zapewne nie zdziwił tym oszabrowanym z szyb inspektom”. Brak szyb był bardzo dotkliwy. Dotyczył m. in. tramwajów, które jeździły z dyktą w oknach i zaledwie jednym oknem oszklonym – dla oświetlenia. Dlatego szabrowanie inspektów było nagminne: jak długo można wytrzymać w mieszkaniach bez szyb? Sam pamiętam jak się bałem wieczorem niektórych ruin.
Jak wspomniałem, długo Niemcy mieszkali i pracowali razem z Polakami. Ks. Tadeusz Budziński pisze o tym tak: „Z okna widać i słychać było dzieci, które idąc z opiekunką śpiewały piosenki. Po niemiecku. Ten język wszędzie się jeszcze słyszało. Rodzice byli w rozterce – zostać czy wracać do Polski”.
Rafał Wodzicki

Fot. Rafał Wodzicki. Teren nieczynnego dziś, pięknego Dworca Świebodzkiego… To tu odbywał się dramat wypędzanych przez hitlerowskie władze Niemców. Do dziś stoją koło siebie słupy po elektryfikacji niemieckiej (te wysokie) i ponownej – polskiej – te z wysięgnikami… Niejeden polski film ma w sobie zdjęcia wykonane tutaj dzięki wrocławskiej wytwórni filmowej.

2 Komentarze

  1. Przemiana Freiburger Bahnhof w Dworzec Świebodzki nie wydaje się oczywista, a jednak. Świebodzice po niemiecku nazywają się Freiburg am Schlesien…

Comments are closed.