Moje miasto Wrocław, d. Obce Miasto 1945…. (II)

6
587
Fot. archiwum rodziny Wodzickich. Na moście Grunwaldzkim (ex-Kaiserbruecke, czyli Cesarski) zaledwie kilka lat po wydarzeniach opisanych przez księdza Peikerta i dramaturga Hartunga niedaleko od opisywanych przez nich terenów. Ciągle te same lata 1940… Od lewej – Hanna Wustinger (moja matka), Wojciech Kozłowski (kuzyn), Barbara Wustinger (ciotka). Matka, powstaniec warszawski po przypadkowym uwolnieniu z transportu do KL Auschwitz znalazła się, wraz z siostrą Barbarą w filii KL Stutthof, skąd uciekły. Wojciech Kozłowski uczestniczył w ostatniej ucieczce z KL Auschwitz.

Plac Waleriana Wróblewskiego (za Niemców Mauritiusplatz = plac Maurycego) kojarzy się mi także z poniemiecką stacją tramwajową z budynkiem, która zachowała się na środku. Kończyły tam trasę tramwaje linii zero (lewe i prawe) z tablicą OKÓLNA na czole. Zawsze się zastanawiałem czemu tramwaj z taką tablicą nie jedzie przez most Oławski na ulicę Okólną na Rakowcu, którą miałem okazję odwiedzać. Po długim czasie doszedłem do tego, że linia zero jest okólna, czyli prowadzi wkoło miasta i nie ma to nic wspólnego z ulicą Okólną (d. Morgenauerdamm), która okrąża Rakowiec (Morgenau). A tory na ul. Na Grobli i przed mostem Oławskim to historia, choć nie wiedziałem jak wielka.
Z książki Hartunga można się dowiedzieć, że był plac miejscem pochówku ofiar oblężenia, które transportowano w ohydnych pobijanych skrzyniach, bo je z nic wyrzucić do grobu. Karawanami były zwykłe wozy pomalowane na czarno. Księża obu wyznań współpracowali nie patrząc na wyznanie umierających… Byli tacy, co wierzyli, że św. Jadwiga z Trzebnicy uratuje niemiecki Wrocław. Dziś to tam przyszywają ręce i nogi, o czym wiem to i owo…
Ksiądz Peikert zapisał w dniu mi szczególnie bliskim, bo to data bitwy grochowskiej (była to druga niedziela postu): „Spokojna noc. Od godziny 24 do godziny 5 krążą nad miastem nasze (niemieckie – RW) samoloty. Gorliwe uczęszczanie na nabożeństwa i przyjmowanie sakramentów. Nabożeństwo odprawia się przy silnym ogniu artylerii, tak że w czasie mszy o godz. 8 kazanie musiało być bardzo krótkie. (..) Samoloty rosyjskie atakują szczególnie baterie przy nowym gmachu urzędu okręgowego. (…) Szczególnie zagrożona była nasza dzielnica. Po południu o 13.15 zrzuty ciężkich bomb w sąsiedztwie kościoła. (…) Szczególnie domy na południowej pierzei Klosterstrasse (Klasztorna – dziś Traugutta) ucierpiały. Nasz drogi dom Boży ocalał ponownie dzięki miłościwej opiece Boga. Wczoraj (…) przypadła 25 rocznica programu partyjnego. Do kroniki dołączam orędzie Hitlera, jego radiogram do gauleiter oraz odpowiedź Hankego. W czasach, które przyjdą, powstanie pytanie: Czyż Niemcy były wielkim domem wariatów?”
Z placu Wróblewskiego na Rakowiec prowadzi ulica Na Grobli (Am Weidendamm = na wierzbowej grobli), przy której stoi słynna wieża ciśnień oraz inne instalacje wodociągów wrocławskich. Wysadzana jest topolami (wierzby były pewnie dawniej) jeszcze z czasów niemieckich. Żywopłot oddziela ścieżkę rowerową też z tych czasów, która lubiłem jeździć od dzieciństwa aż do mostu Grunwaldzkiego [Kaiserbruecke] na Odrze.
Zawsze mnie zastanawiały szyny tramwajowe tam, które w końcu zaasfaltowano razem z niemieckim gładziutkim brukiem, który też lubiłem. Kawałek jednak tych szyn pozostał przed mostem Oławskim ma Oławie. Dopiero pisząc ten artykuł doszedłem do wiadomości, że linia Rakowiec-Grabiszyn to jest najstarsza linia tramwaju elektrycznego na obecnym terytorium Polski. Jeździł tędy tramwaj nr 4 – aż do ul. Rakowieckiej (Morgenaustrasse), czyli dzisiejszej kładki Zwierzynieckiej do zoo. Jeszcze za moich czasach był tu tylko przewoźnik przez Odrę, po którego trzeba bo wołać. Zastanawiałem się nad przyczynami poprowadzenia tędy tego tramwaju, skoro trudno było tu znaleźć generatory ruchu. Po drodze same wodociągi, kilka budynków, a na końcu Rakowiec w budowie, a w pewnej odległości lunapark… Dziś komunikacja z tamtymi stronami odbywa się przez ul. Traugutta (Klosterstrasse = Klasztorna) i ul. Na Niskich Łąkach, która powstała niedługo przed wojną. Jej nazwa nawiązuje do nazwy terenu zwanego Holland Wiesen = łąki holenderskie. Nisko tam jest jak najbardziej. Rozlewiska Oławy są naprawdę niedaleko Odry. W czasie powodzi w 1997 trudno było ustalić przed którą rzeką należy się bronić.
Ostatnio wybudowano przy ul. Na Grobli budynki Politechniki, a połączenie głównego terenu uczelni z nimi ma zapewniać .. kolej linowa na Odrą! Też nie wiem czy to ma sens eksploatacyjny.
Dramatyczne opisy tych terenów z czasów oblężenia Twierdzy zawarł Hugo Hartung w swojej książce, długo w Polsce niedostępnej.
W czasie powrotów z Rakowca na Stare Miasto słychać było zawsze gwizdy lokomotyw i odgłosy rozrządu wagonów na dworcu towarowym (dawniej Breslau Ost = Wrocław Wschodni), ale nigdy tam nie bywałem. Przez lata wyjeżdżało się do Warszawy najczęściej w drugą stronę – wokół wieży kościoła św. Elżbiety, który cudem ocalał z oblężenia i dominował nad miastem. Mało kto wie, że tędy połączenie z Wrocławiem przez Opole i Oławę uzyskała już pierwsza w Polsce: kolej warszawsko-wiedeńska (1848 r.), której końcowy odcinek w okolicach stacji granicznej na Śląsku, specjalnie zmodyfikowano, po uzgodnieniach w budowniczymi linii wrocławskiej.
Odcinek Wrocław-Oława jest najstarszym na obecnym terenie Polski: 1842 r. Teraz ma być droga do Warszawy przyspieszona na skutek rewitalizacji linii przez Koniecpol, łączącej tę trasę z Centralną Magistralą Kolejową, czyli ceemką, po której będą jeździć włoskie pociągi szybkie, zajeżdżając do Wrocławia. Mnie jako eksperta eksploatacji dziwi jak to jest, że nie zrobiono tego dwadzieścia lat temu… Dopuszczając do tego, że droga do Warszawy trwa się prawie sześć godzin, co czyni kolej mało konkurencyjną??? Trasy są przez Poznań, Kalisz czy Opole, a żadna niedobra
Przy okazji można zauważyć jak Polska pod zaborami goniła Europę w dziedzinie kolejnictwa! I to mimo rosyjskich uwarunkowań utrudniających relacje transgraniczne… Linia przez graniczną stację Nowe Skalmierzyce – normalna droga do Warszawy została zbudowana później – jako szerokotorowa kolej kaliska, którą towarzystwo drogi wiedeńskie musiało zbudować wg rozkazu cara.. Paradoksalnie droga ta długo była najlepszym połączeniem z Prusami – z Poznaniem i Wrocławiem. Obecnie podobny przebieg projektuje się dla linii Y kolei dużych prędkości. Punkt rozgałęźny wypada znów w Nowych Skalmierzycach.
Ksiądz Peikert:
„Hitler poniżył nasze wojsko do tego stopnia, że podpala mieszkania własnych rodaków. (…) Czternaście dni przed Wielkanocą przystąpiono do podpalania całych ciągów ulic w mojej parafii. (…) Na ulicach pojawiały się plakaty z napisem: Oddziały ogniowe czyńcie waszą powinność. (…)
A oto w Wielkim Tygodniu całkiem niespodziewanie przyszedł rozkaz, że mieszkańcy co do jednego muszą opuścić Przemieście Oławskie. (…) Zostałem więc zupełnie sam w mojej parafii i zostałem kapelanem żołnierzy. Na plebanię ściągnęło także kilka osób z wypalonych posesji. (…)
W ten sposób wyładowała się bezmyślność i tyrania partii na biednym i udręczonym narodzie……..”
Przytaczam to dość obszernie, bo pokazują wiele z tego, co Niemcy zrobili z Wrocławiem bez żadnego powstania. Wielu łudzi się, że nie zrobiliby tego w Warszawie, gdyby nie było Powstania. Wspomnienie o biednym i udręczonym narodzie niemieckim we Wrocławiu szokuje: to Wrocław właśnie był ośrodkiem nazizmu. Na Rynku, gdzie staliśmy sobie na przystanku tramwaju nr 5 patrząc na piękny ratusz (taki sam numer był za Niemców w stronę ulicy Klasztornej czyli Traugutta) odbywały się hitlerowskie hece. Atakowano miejscowych Żydów, o czym pisze Walter Tausk, kombatant I wojny, który zginął w getcie wileńskim.
Autobus 120, na który czekałem gapiąc się na kościół św. Maurycego samotnie stojący pośród klepiska (do dziś tak jest) po zburzonych domach tego placu został ustanowiony dopiero po latach. Jeździł do Opatowic, a niektóre kursy dalej – do Trestna, już poza Wrocławiem….. Zawsze zastanawiałem się dlaczego szyny są na ul. na Grobli, a autobus puścili przez Na Niskich Łąkach.
Znając nazwę Trestno z powodu autobusu 120, wiedziałem nawet w Warszawie, że gdy w radiu mówią o przekroczeniu stanów alarmowych na wodowskazie w Trestnie we Wrocławiu jest bardzo źle. To był początek słynnej powodzi w 1997, która doświadczyła znów okolice kościoła św. Maurycego. Niedługo potem byłem we Wrocławiu. Oglądałem zniszczenia. M. in. wypukane poniemieckie ścieżki rowerowe, na których nasi ustawiali samochodu i znaki drogowe. Na Traugutta stał żuk elektryków z Częstochowy przysłany na pomoc w odbudowie zalanych instalacji.
Wzdłuż płotu słynnego zoo Gucwińskich leżały jeszcze pozostałości akcji. Zalało trzy znajome domy m. in. na Rakowcu…. Miesiąc temu zobaczyłem pocztówkę przedstawiającą powódź z 1907 r. na Klosterstrasse-Traugutta! W wydanym wtedy albumie Szwedów kościół św. Maurycego stoi wśród wody…
Witryna parafii św. Maurycego zainteresuje niejednego:
http://www.maurycy.parafia.info.pl/
Rafał Wodzicki

  1. Rafał Eysymontt, Thomas Urban: Wrocław na fotografii lotniczej z okresu międzywojennego; ze zbiorów Instytutu Herdera w Marburgu. Wydawnictwo Via Nova, Wrocław 2008
    2. Tadeusz i Maciej Szwedowie:Powódź Wrocław od 12 do 14 lipca 1997. Oficyna Wydawnicza Atut – Witold Podedworny, Druk Długołęka
    Izabela Czartoryska: Dyliżansem przez Śląsk; dziennik podróży do Cieplic w roku 1816. Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków 1968
    3. Tadeusz Mikulski: Temat Wrocław. Ossolineum. Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1976
    4. Wrocław na starych pocztówkach;Breslau auf alten Ansichtkaten;Wrocław in Old Postcards. Piątek Trzynastego Wydawnictwo, Łódź 2005
    5. Tadeusz Drankowski, Olgierd Czerner: Wrocław z lotu ptaka. Ossolineum, Wrocław 1985

Fot. archiwum rodziny Wodzickich. Na moście Grunwaldzkim (ex-Kaiserbruecke, czyli Cesarski) zaledwie kilka lat po wydarzeniach opisanych przez księdza Peikerta i dramaturga Hartunga niedaleko od opisywanych przez nich terenów. Ciągle te same lata 1940… Od lewej – Hanna Wustinger (moja matka), Wojciech Kozłowski (kuzyn), Barbara Wustinger (ciotka). Matka, powstaniec warszawski po przypadkowym uwolnieniu z transportu do KL Auschwitz znalazła się, wraz z siostrą Barbarą w filii KL Stutthof, skąd uciekły. Wojciech Kozłowski uczestniczył w ostatniej ucieczce z KL Auschwitz. Wszyscy troje związani z Wrocławiem do końca życia. Totalitaryzmom wydaje się, że można wszystkim sterować i nikt nie ucieknie i nikt nie przekaże prawdy o bestialstwie….. W tle z lewej widać to miejsce, do którego potem dojeżdżałem z Rakowca rowerem. Oni idą ku placowi Grunwaldzkiemu, gdzie właśnie zbudowano lotnisko dla jednego samolotu – burząc domy i kościoły.

6 Komentarze

  1. This is a comment to the webmaster. Your Moje miasto Wrocław, d. Obce Miasto 1945…. (II) – Progress for Poland website is missing out on at least 300 visitors per day. I have found a company which offers to dramatically increase your visitors to your website: http://pipis.in/eO5 They offer 500 free visitors during their free trial period and I managed to get over 15,000 visitors per month using their services, you could also get lot more targeted visitors than you have now. Hope this helps 🙂 Take care.

  2. Hej !
    bardzo mi się podoba twój blog, niezwykle życzliwie odwiedze Ciebie w tej okolicy nadal nie cios !
    Jeśli chcesz owo zapraszam Ciebie na moją strone, na jakiej zamieszczam wiadomości ne temat: ekologiczne oczyszczalnie ścieków

    Here is my page – oczyszczanie biologiczne

  3. Jak się masz, to ogromnie intrygujący temat wpisu. Uważam, że winieneś napisać też o tym jak wyglącają kłopoty ludzi na wóznach inwalidzkich.
    Zobacz również na tym serwisie internetowym jak prezentuje
    się kazus pokonywania granic budowlanych.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: