Mitologia woJOWników

0
345

KukizZwolennicy JOWów w konfrontacji ze zwolennikami wyborów proporcjonalnych posługują się mitami. Próbują nam przy tym wmówić, że są to poważne argumenty.

Mit pierwszy: JOWy to głosowanie na ludzi, a nie na partie. Trudno zrozumieć, jak można podtrzymywać w sobie wiarę w ten mit, gdy w tak zdecydowany sposób zaprzeczają mu wyniki realnych wyborów. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych niezwykle rzadko zdarza się, by mandat wywalczył kandydat niezależny, niewysunięty przez którąś z głównych partii. W Polsce, w wyborach do Senatu w 2011 roku, bardzo dobre nazwiska przegrywały na potęgę z anonimowymi prawie kandydatami – tyle tylko, że wysuniętymi przez PO lub PiS.

Mit drugi: JOWy są w stanie rozbić obecny duopol partyjny wyznaczany przez PO i PiS. Wszystkie kraje, w których mamy do czynienia z JOWami w postaci czystej (czyli tam, gdzie wybiera się posłów wyłącznie w JOWach, w jednej turze głosowania, względną większością głosów) charakteryzują się dwupartyjną dominacją. Bowiem JOWy nie dość, że nie zwalczają duopolu, to wręcz go wzmacniają. Kto nie wierzy, niech przeanalizuje skład parlamentów w Wielkiej Brytanii, USA, Indiach, Malezji a także niech porówna procentowy podział mandatów w naszym Senacie z 2011 roku (wybory w JOWach) z procentowym podziałem mandatów w naszym Sejmie z tego samego roku (wybory proporcjonalne).

Mit trzeci: Nie można posługiwać się symulacjami, w których głosy oddane w wyborach proporcjonalnych traktuje się tak, jakby oddane były na kandydatów wystawionych w JOWach. Otóż można. A zwłaszcza w Polsce. Od 1989 roku obserwujemy zjawisko – najpierw przyjęte z lekkim zdziwieniem, później traktowane jako oczywistość – pokrywania się dawnych granic rozbiorowych z sympatiami politycznymi. Dawna kongresówka oraz Galicja głosują na światopoglądową prawicę (Lech Wałęsa w 1995 roku, AWS, PiS itp.) gdy z kolei w byłym zaborze pruskim oraz na tzw. Ziemiach Odzyskanych witać większą sympatię do ugrupować lewicowo-liberalnych (czyli tam wyniki lepsze od swojej krajowej średniej uzyskiwali a to T. Mazowiecki w 1990 roku, a to UD i UW, a to wreszcie Platforma Obywatelska). Nie ma najmniejszych przesłanek, by sądzić, iż wprowadzenie JOWów coś tu zmieni – zwłaszcza, że wprowadzenie JOWów w wyborach do Senatu ten podział uczyniło jeszcze bardziej wyrazistym.

Mit czwarty, (szczególnie widoczny w retoryce Pawła Kukiza): Wprowadzenie JOWów uzdrowi Polskę, zlikwiduje korupcjogenne układy, odda Polskę obywatelom – jednym słowem: wprowadzi ogólną szczęśliwość. Otóż żadne poważne analizy nie potwierdzają związku między modelem ordynacji wyborczej a jakością życia, uczciwością polityków, stopniem angażowania się obywateli w życie publiczne itp. Takie negatywne zjawiska jak korupcja, klientyzm, niejasne związki miedzy biznesem a polityką występują na podobnym poziomie w krajach demokracji większościowej jak i proporcjonalnej. Czynnikiem rzeczywiście różnicującym – gdy patrzymy choćby na Europę – jest to, jak dawno dany kraj zaczął budować u siebie system demokratyczny. JOWy nie mają tu nic do rzeczy. Podobnie jest z partycypacją obywatelska. W Polsce mamy obecnie ordynację proporcjonalną i frekwencję wyborczą na poziomie 50%. W Stanach Zjednoczonych mamy czystą ordynację większościową i frekwencję… na poziomie 50%.

Tak wyglądają mity. Jeśli zwolennicy JOWów maja prócz mitów jakieś poważne argumenty – to proszę je przedstawić.

Paweł Piskorski

Foto: http://www.snipview.com/

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: