(I) Mieczysław Wodzicki: Sprawa polska w parlamencie niemieckim w erze Capriviego (1890-1894

2
635
Mapa Niemiec z niemieckiego atlasu szkolnego z 1937 r.(1890-1894) Ilustr. Archiwum R. Wodzickiego.

Przepisując pracę magisterską mojego ojca – Mieczysława Wodzickiego – stwierdziłem, że warto ją opublikować. Raz, że jest to świadectwo jak polski uniwersytet poznański działał w czasach bezpośrednio powojennych w sprawach dotyczących stosunków polsko-niemieckich. Żadnego tu śladu resentymentów: czysto naukowa analiza. Dwa, że widać tu trudne czasy jedynie w tym, że praca jest napisana na przebitce odręcznie. Trzy – temat jest mało znany wśród społeczeństwa polskiego i warto go upowszechnić.
Mieczysław Wodzicki urodził się w Gostyninie w 1923 r., a następnie mieszkał we Włocławku, gdzie uczęszczał do gimnazjum im Długosza. W czasie wojny Włocławek należał do obwodu Warty. Musiał wtedy utrzymywać rodzinę. Maturę zdał w Liceum im. Marii Konopnickiej już po wojnie. Podjął studia w Poznaniu, gdzie poznał moją matkę. W Poznaniu i Włocławku uczestniczył w pierwszych w Polsce protestach przeciwko stalinizacji kraju. Promotorem pracy jest prof. Janusz Pajewski – późniejszy inicjator nadania uniwersytetowi imienia Adama Mickiewicza.
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Pajewski )
Mieczysław Wodzicki podjął pracę w Warszawie w Państwowych Zakładach Wydawnictw Szkolnych – spadkobiercy lwowskiego wydawnictwa szkolnego. Spędził tam całe życie zawodowe, kończąc karierę jako wicedyrektor s. ekonomicznych Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, które w międzyczasie powstały z połączenia PZWS z Państwowymi Wydawnictwami Szkolnictwa Zawodowego, które swego czasu wyodrębniły się z PZWS. Obecnie ma 90 lat.
Zachowałem tu odniesienia do literatury i przypisy, których jednak nie dodaję.

SPRAWA POLSKA W PARLAMENCIE NIEMIECKIM W ERZE CAPRIVIEGO (1890-1894)

Poznań 1948

1.
ECHA POLITYKI BISMARKOWSKIEJ

Dnia 9.3.1888. umarł Wilhelm I. Na tron wstąpił syn jego – Fryderyk III, w związku z którym to wydarzeniem ożywiły się nadzieje Polaków na korzystną zmianę bezwzględnej polityki eksterminacyjnej Bismarcka wobec narodowości polskiej. Fryderyk bowiem nie zaskarbił sobie sympatii, ani względów wszechmocnego dotychczas kanclerza Rzeszy. Przedwczesne to były jednak nadzieje. Fryderyk umarł 15 czerwca tego samego roku, a na tronie znalazł się Wilhelm III. Polityka rządu wobec Polaków pozostała ta sama. Najistotniejsze jego zamierzenia opierały się na ustawie z 1880 roku dla Wielkiego Księstwa Poznańskiego, regulującej stosunek rządu do autonomii. Oznaczało to konsekwentne dążenie do wyeliminowania żywiołu polskiego z instytucji autonomicznych [1].
Dobitny swój wyraz znalazła ta polityka w walce kulturalnej. Bismarck wywołując ją popełnił kardynalny błąd. Doprowadził bowiem do zblokowania katolików niemieckich i Polaków w jeden silny obóz przeciwników i tym samym pozycję Polaków ogromnie wzmocnił. Dopiero potem  zdecydował się, przy pomocy wszystkich środków państwowych, wydziedziczyć i wynarodowić Polaków tak, by przestali odgrywać rolę jakiegokolwiek czynnika w polityce wewnętrznej i zewnętrznej. Kolonizacja na ziemiach polskich miała być ku temu najgłówniejszym narzędziem, któremu – sądzono – jako pruskiej racji państwowej podda się lud, podobnie jak na Mazurach. [2].
Dobrze się stało, że ów, niesłychanie niszczący siły polskie, atak pruskiej racji stanu, uległ załamaniu, wprawdzie tylko na lat cztery, lecz wystarczająco, by zsolidaryzowana na wszystkich odcinkach życia społecznego narodowość polska zdołała okrzepnąć i nabrać szerszego oddechu do wzmożonej walki z jeszcze mocniejszą, zjednoczoną germańską racją stanu.
2.
UGODA PARLAMENTARNA

Geneza – „>Nowy kurs< – Caprivi” – Inauguracja nowej polityki Koła Polskiego
W wyborach do parlamentu w latach 1889-1890 odnieśli zwycięstwo socjaliści i postępowcy. Polacy zdobyli trzy nowe mandaty, tym samym więc do parlamentu weszło 16 posłów polskich, ujawniwszy pokaźne mniejszości w wielu okręgach [3], [4]. 20.3.1890 zrezygnował z zajmowanego stanowiska kanclerz Bismarck, którą to rezygnację przyjął cesarz zaraz  na drugi dzień [5]. Dymisja Bismarcka nastąpiła na wyraźne życzenie cesarza. 7.5.1890 mianowano kanclerzem generała Capriviego.
Genezy ery ugodowej Capriviego należy szukać nie tylko w przemianach społeczno-gospodarczych Niemiec, ale i – choć może w nieco mniejszym stopniu –  w zarysowującym się antagonizmie niemiecko-rosyjskim. Ten motyw biorący swe źródła ze zmiany kursu polityki międzynarodowej, nie był jednak wystarczający. Możliwość ugody wzmocniła się dopiero po zerwaniu przyjaznych stosunków z Rosją. Obawy przed socjalizmem, niebezpieczna dla Niemiec konstelacja w formie groźby sojuszu francusko-rosyjskiego, stwarzały potrzebę wspólnego frontu. Objawił się on atakiem przeciw socjalizmowi i w trosce o pokój polityczny. [6].
W życiu społeczno-gospodarczym Niemiec ujawniły się nowe prądy. Traci na sile, wobec szybkiego rozwoju produkcji przemysłowej, preponderancja rolnicza, na skutek czego polityka wewnętrzna nabrała silniejszego niż dotychczas, zabarwienia ekonomicznego. Na forum parlamentu rzucono hasło ekspansji ekonomicznej, tj. rynków zbytu , ekspansji na morzu, kolonii oraz organizacji pracy na platformie gospodarstwa międzynarodowego. Kwestia socjalna pojawiająca się wówczas w krajach Europy, łączyła z sobą niebezpieczeństwo socjalizmu [7]. (V)
Tak ambitne plany – w trosce o umocnienie pracy gospodarczej narodu – wymagały bezapelacyjnie zapewnienia sobie pokoju politycznego [8].
„Nowy kurs” tedy, to nie jakieś przewrócenie o sto osiemdziesiąt stopni polityki narodowościowej w kierunku haseł wolności i swobodnej egzystencji mniejszości narodowych, lecz to tylko sprawa dalekowzrocznej i zawsze jednolitej  racji stanu , to kwestia oportunistycznej taktyki nowych ludzi dzierżących ster państwa. Nowy kurs był, ale był on tylko nieśmiałym zabieraniem się do starych rządów nowych ludzi. 1)
Fakt ten jednakże sprawił łagodniejszy system rządów umożliwiając realizację ugody, drogi wzajemnych ustępstw i koncesji. Caprivi, jako polityczny kierownik nawy państwowej nie okazywał zaciekłości i nienawiści wobec Polaków, mimo iż  treść postępowania zasadniczo nie uległa poważniejszej zmianie.
Niemniej jednak, nie mogąc pogodzić się z myślą, iż w obrębie państwowości prócz Niemców istnieją także Polacy, bo „bądź co bądź – istnienie wielu narodowości stanowi jej słabość” 2) deklarował ostrożnie swój program: „Jeżeli Polacy pójdą naprzód w kierunku porozumienia, to i rząd będzie postępował po tej drodze” 3)
Jeszcze wyraźniej precyzuje ten program w oświadczeni na sejmie w r. 1891:
„Uważamy was za współobywateli czasem uciążliwych, czasem zbłąkanych, ale na wszelki wypadek za takich, z którymi trzeba wspólnie pracować dla dobra państwa. Od niedawna Koło Polskie, sprzeciwiające się dotąd pomnożeniu siły zbrojnej, zaczęło głosować za nim. Chcemy być także grzeczniejsi, ale wolimy zaczekać, co dalej będzie z tego przyjaźniejszego waszego usposobienia….” 4). „Przyjmiemy  dobre, skądkolwiek i od kogokolwiek pochodzić będzie” 5).  Polityka kanclerza znalazła  oparcie w przychylnym nastawieniu cesarza Wilhelma, jak i w znacznej części społeczeństwa niemieckiego, wyjąwszy tych polakożerczych Niemców, którzy wychowani w tradycjach nieprzejednania, wyznawali wiarę Bismarcka. 10.
Koło Polskie istniejące jako odrębna frakcja od 9.8.1850 r. stanęło przed dylematem umiejętnego wykorzystania dobrej koniunktury politycznej lub trwania w dawnej bierności. Program jego dotychczasowy był wybitnie zachowawczy i streszczał się niejako w deklaracji Erazma Stablewskiego, właściwego twórcy ugody. Posłowie polscy mieli za zadanie utrzymać prawa narodowe, nie mieszać się w sprawy często niemieckie, oraz śledzić wpływ tych ostatnich na ogólne położenie Księstwa lub Polski. Sytuacja zmienia się ze wstąpieniem do Koła Józefa Kościelskiego w r. 1887 po śmierci Kazimierza Potulickiego z okręgu strzelińsko-mogielnicko-inowrocławskiego, który tj. Kościelski potępiwszy politykę „absencji” i protestów jako odpowiadającą potrzebom chwili i obierającą z powagi reprezentację naszą w ciałach prawodawczych, która prócz stania na straży naszych interesów, ma dawać świadectwo wobec niemieckiego społeczeństwa o naszej sile i uzdolnieniu do życia” 6).  Kościelski aranżuje politykę współpracy z rządem i stronnictwami przestrzegając jednak przed służeniem interesom zaborców. Polityka owa znajduje odpowiedni grunt w Kole oraz zrozumienie w parlamencie, choć w tym ostatnim  zdania niemieckich polityków były podzielone.
Był to owoc pracy lat 1886-1889. Z niej to wyłoniła się „partia dworska”, w erze Capriviego prowadząca politykę ugodową. 2 marca 1890 r. nastąpiły oświadczenia przedstawicieli partii dworskiej w Hotelu Francuskim w Poznaniu po uprzednich deklaracjach wygłoszonych z trybun parlamentarnych.
Jako podstawę porozumienia wysunięto nie samą tylko lojalność wobec państwa, lecz nawet oddanie. Podkreślono wspólne obu narodowościom kierunki polityczne, mianowicie: nienawiść do Rosji, przynależność do cywilizacji zachodniej, oraz wspólne kierunki społeczne tj.  zachowawczość i chrystianizm, zdecydowaną wrogość wobec elementów wywrotowych i antymonarchistycznych, a więc socjalizmu i komunizmu.
Celem nowej polityki Koła Polskiego było uzyskanie tego samego, co mieli Niemcy, tj.  równouprawnienia obywatelskiego, specyfikując: nauki języka polskiego w szkolnictwie, prawa jego używania w urzędach i sądach, swobodnego rozwoju gospodarczego i kulturalnego oraz ustanowienia arcybiskupem gnieżnieńsko-poznańskim Polaka. Wyliczenie najważniejszych  bolączek ludności polskiej nie zamyka  problemu. Zmieniające się warunki rozwoju i postępu u schyłku XIX w. przeobrażają postulaty nawet o dotychczas lokalnym lub mniejszej wagi znaczeniu w kwestii natury ogólniejszej, dotyczące interesów większych grup ludności. Rozdrobnienie własności ziemskiej, wciągnięcie w orbitę życia państwowego młodych klas produkcyjno-handlowych tak niemieckich jak i polskich, przenosiły walkę elit narodowych na grunt mas, całego społeczeństwa, zainteresowanego więcej niż kiedykolwiek w socjalnym i społecznym rozwoju.  Na momenty etyczne i humanitarne powoływał się Ferdynand Radziwiłł na posiedzeniu Izby Panów z 26.4.1890 r., jako na momenty dotykające walki z niewolnictwem i jako takie wspólne całej Izbie.
Podobnie Józef hr. Mielżyński, znakomity mówca i opiekun sprawy polskiej oświadczał, że „pragnie tak samo, jak jego ziomkowie w sejmie dać wyraz zaufania panu prezesowi ministrów, łącząc zarazem nadzieję i prośbę, aby zbadał bliżej kwestię polskich poddanych. Pan prezes ministrów ma sposobność uczynienia tego ze spokojnym zrozumieniem sprawy. Nie jest on mężem, który by był zdolny pracować według starej, zużytej modły, pod beneficium inventarii prowadzić dalej politykę ucisku przeciw własnym poddanym”. „My Polacy – mówił hr. Mielżyński – dążymy do pokoju na podstawie naturalnych, boskich praw szczepowych i także naszych obowiązków  [12],  których nie będziemy nigdy lekceważyć 7). Odpowiedź była niedwuznaczna. W dwa dni później minister Gossler oświadczył hr. Radziwiłłowi, że „rząd bynajmniej nie myśli o tym, by zwalczać polską narodowość” 8).
Czy jednak realizacja wyrażonych poglądów była możliwa?  Z takim to arsenałem broni politycznej, moralnej i społecznej weszli Polacy, ufni w zwycięstwo w nową erę. Równocześnie sytuacja sprzyjała umacnianiu sojuszu parlamentarnego frakcji polskiej z Centrum. Daje się zauważyć ożywiony ruch katolicki wewnątrz państwa, znajdujący swój wyraz w zjazdach centrowców, katolików niemieckich w Gdańsku oraz katolików polskich w Toruniu. Przewodniczyli ostatniemu Hektor Kwilecki, Józef Kościelski i Zdzisław Czartoryski. Padły zdecydowane żądania:
1 o. wprowadzenia szkoły wyznaniowej
2 o. ustanowienia prawa inspekcji szkolnej dla duchownych katolickich
3 o. wykładu religii w języku ojczystym lub zezwolenia na prywatną naukę religii w tymże języku
4 o . języka polskiego jako obowiązkowego w szkołach dla nauczycieli
5 o . powrotu zakonów, szczególnie jezuickich
6 o. przywrócenia proboszczom przewodnictwa w zarządach parafialnych diecezji gnieźnieńsko-poznańskiej i chełmińskiej. [13].

Po linii tych sformułowań szły oczekiwania Polaków w kierunku zasadniczych zmian w formie:
1 o ustanowienia arcybiskupem Polaka, po śmierci Niemca Dindera.
2 o zniesienia reskryptu szkolnego z r. 1887
3 o zniesienia lub zmodyfikowania Komisji Kolonizacyjnej.
Oczekiwania Polaków miały swe uzasadnienie w związku z upadkiem  ministra oświaty Gosslera i mianowaniem umiarkowanego ministra Zedlitza 14).

W sejmie oraz w Izbie Panów frakcja polska konsekwentnie popierała wnioski centrowe, oczekując i do r. 1894 otrzymując wzajemną pomoc podczas głosowania w sprawie postulatów narodowych posłów polskich. Wobec ucisku katolików w Rzeszy oraz konfliktu rządu z Watykanem, odmawiającego uznania biskupów zatwierdzonych przez Watykan, sojusz parlamentarny centrowców i Polaków był wynikiem naturalnego układu sił. [15].  Oparty na rachunku korzyści, a nie świadomości popierania słusznej sprawy – takie były motywy działania stronnictwa centrowego – nie zapewniał trwałości, jak jej nie zapewniała ugoda z rządem. Ugoda parlamentarna nie stanowiła wyłącznie rezultatu korzystnych stosunków politycznych, personalnych etc., i to przynajmniej w odniesieniu do strony polskiej jako partnera, wprawdzie skrępowanego restrykcjami i zarządzeniami antypolskimi, lecz samodzielnego w ocenach projektów i uchwał sejmowych. Opinia polska potrzebowała inspiracji tak wybitnych polityków jak Kościelski, członek Izby Panów, jak Stablewski, przyszły arcybiskup diecezji gnieźnieńsko-poznańskiej. Ucisk i gwałt oddziaływał na stopniową demokratyzację polityki Koła Polskiego. Protesty i powoływanie się na prawa boskie, przyrodzone, na traktaty i królewskie przyrzeczenia okazały się zawodnymi środkami ekspansji politycznej frakcji polskiej. Traktaty już od dawna były gwałcone.
Niezależnie od traktatów powstało cesarstwo niemieckie. Teraz aktualna okazała się idea czynnego udziału w pracach sejmu. Kościelski posunął się tu za daleko w deklarowaniu lojalizmu pruskiego, czym sobie zrażał społeczeństwo, które go zresztą nigdy nie lubiło. W liście otwartym do hr. Ballestrema ogłoszonym w „Germanii”, o stosunkach narodowościowych na Śląsku pisze on [16]: „JWPan twierdzisz, że na Śląsku nie ma Polaków, są tylko po polsku mówiący Prusacy – na drugą część tego zdania zgadzam się zupełnie” 9). Słowa te wróżyły śmierć dopiero powstającej ugodzie. Polacy nigdy nie mogli się zgodzić z twierdzeniami, że tylko rodzimy język odróżniał ich od reszty społeczeństwa pruskiego. Język bowiem ogarnia swym pojęciem i następnie przekazuje w dorobku pokoleniom wiecznie żywe i  trwałe tradycje kulturalne i światopoglądowe, mające charakter tak niezaprzeczenie specyficzny i właściwy dla danej grupy narodowej, że nie sposób pomieszać je z obcymi, formującymi się w odrębnej płaszczyźnie historii, klimatów i przemian społeczno-religijnych.  Jak odrębne zaś były klimaty niemieckiej megalomanii rasowej i narodowej świadczy fakt, iż rząd do końca nie traktował ugody jako praw i zobowiązań równorzędnych, odwołując się do niemieckiej opinii publicznej.
Pierwsze kroki ugodowe rządu niemieckiego były nieśmiałe, nacechowane niesłychaną ostrożnością i rezerwą. Jasne było, iż rząd nie wierzył w dobrą wolę dotąd opozycyjnie nastawionych Polaków, podejrzewał, szukał uzasadnień zmienionego postępowania oraz grał na zwłokę. Gen, Caprivi w sejmie, w maju 1891 r. stawia sobie pytanie [18]: ‘jaki  może być powód  zmiany stanowiska ? Czyżby to one (te ustawy) tak silnie działać miały, że Polacy stali się bardziej ustępliwi, czy tez może Polacy uważają obecny rząd za tak słaby, iż ośmielają się mu ofiarować to, co by poprzedniemu nie zaofiarowali…?” 10).
Ustępliwość Polaków nie zadowala go, ani nie przysparza poczucia bezpieczeństwa przed ewentualną dywersją z nieznanej strony. Czeka tedy i nawołuje: „Wyprzedzajcie nam, a pójdziemy dalej” 11). Sądzi że Niemcy są zbyt ostrożni, by opuścić swój pewny grunt i pójść na nieznany z nowymi przyjaciółmi. Polacy nie mogą dlatego żądać, by na ich zaproszenia Niemcy od razu rzucali się na szyję. Stad więc główne środki  państwowe godzące w narodowość polską, tj. prawa wyjątkowe nie zostały, jak tego chcieli Polacy, zniesione [18]. Nie ustąpiono też z gruntu ustawy kolonizacyjnej z roku 1886, czyniąc tu tylko drobne ustępstwa na rzecz Polaków w zamian za przychylne stanowisko frakcji polskiej wobec projektu wojskowego o powiększenie sił zbrojnych w r. 1890 [19]. Żądano od Polaków inicjatywy oraz określono dotychczasowe stanowisko frakcji polskiej jako „miły wyraz twarzy” i oczekiwano dalszych kroków w tym kierunku.
Caprivi tedy w listopadzie 1891 r. , w mowie w parlamencie przestrzegał przed wysuwaniem zbyt daleko idących wniosków z drobnych ustępstw rządu i w ogóle tendencji ugodowych [20]. Zbyt daleko również poszedł poseł Kozmierowski w parlamencie w dniu 25.6.1890 r. twierdząc, iż czuje się  Prusakiem. Caprivi bowiem jak i rząd nie mógł niczego więcej okazać, jak tylko zadowolenie z tej racji, iż nie był pewny, czy poglądy Kozmierowskiego i Kościelskiego podzielać będzie reszta społeczeństwa. Obawy te pogłębił poseł konserwatywny hr. Limburg-Stirum wykazując dążność Polaków ujawniającą się w obradach sejmowych do stworzenia niepodległego państwa polskiego. Tymczasem idea ta była tak silnie związana z umysłem każdego Polaka, nie wyłączając samego Kościelskiego, który uważał się za Prusaka, że nie była do odrzucenia [21].
Jeszcze w lutym 1886 r. w Izbie Panów Kościelski w tym samym sensie przemawia: „Wiary w to, choć się panowie śmiejecie – to jest dla nas poważne i święte, że jeszcze kiedyś uzyskamy niezależny byt polityczny – tej wiary nie porzucimy nigdy” 12). W tym samym duchu przemawiał ks. Jażdżewski podkreślając, iż Polacy muszą swoją parlamentarną taktykę tak układać, by im przynosiła pożytek i nie szkodziła ponadto państwu. Są przekonani, że zajęta postawa polityczna nie szkodzi powszechności niemieckich interesów państwowych i z tego tytułu tedy nie istnieje powód do zarzutów, iż Polacy badają każde przedłożenie rządu pod tym kątem, czy ich politycznej pozycji przynosi korzyść czy szkodę. Byliby w przeciwnym razie złymi reprezentantami interesów swoich wyborców [22]. Z drugiej strony sprzyjały rozwojowi ugody głosy części opinii niemieckiej, która zrażona do Bismarcka i nie zagrożona jeszcze bezpośrednio przez żywioł polski, sympatyzowała z ruchami emancypacyjnymi ludności polskiej. I tak między innymi organ Stoeckera, nadwornego kaznodziei w „Reichsbote” upomina: „Systematyczne występowanie przeciw językowi polskiemu w okolicach zamieszkałych przez Polaków budzi w nas wielkie wątpliwości. O ile jest pożądaną rzeczą, aby niemiecki język rozpowszechnił się między Polakami, o tyle wątpliwą jest rzeczą, czy ten sposób pozbawiania Polaków wszystkich praw przyrodzonych w ich ojczystym języku jest pod względem cywilizacyjnym właściwy” 13).
Pierwszy faktyczny krok ugodowy nastąpił w postaci nominacji hr. Willamowitza-Moellendorfa na naczelnika rządu w Poznaniu, mimo iż tenże nie podjął się roli prezesa Komisji Kolonizacyjnej [23]. Wobec wniosków rządowych o zwiększenie kredytów wojskowych w maju 1890 r., chcąc zapewnić sobie poparcie stronnictwa polskiego. Caprivi zajmuje bardzo dyskretne stanowisko, jeśli chodzi o germanizację prowincji wschodnich, przy czym posłowie referenci niemieccy wyrażali żal, iż nie wszyscy Polacy są tacy jak ks. Radziwiłł, albo Górnoślązacy. W rezultacie Polacy głosują za wnioskami rządowymi o sprawach wojskowych, w sprawach wydatków na marynarkę oraz taryf przewozowych, czyniąc to nawet przeciw Centrum i wolnomyślnym. Kościelski jako referent w komisji marynarki, mową akceptującą wnioski rządu wywołuje nawet niezadowolenie przeciwugodowo nastawionej części społeczeństwa polskiego [24].
W tym kierunku toczy się gra rządzących i rządzonych, operujących każdy swymi atutami politycznymi, gospodarnie i celowo, gra na dłuższy dystans nie do utrzymania wobec zmieniających się warunków życia społecznego, przed którymi w końcu zmuszeni byli skapitulować nowi ludzie państwa niemieckiego. Wzmocniła się też czujność i obrona zagrożonej narodowości polskiej.
Mieczysław Wodzicki

cd. nastąpi
—–

(V) Ten moment ekonomiczny okaże się u zmierzchu ery Capriviego poważnym, jeśli nie najistotniejszym przyczynkiem do obudzenia się narodowego ruchu niemieckiego na kresach wschodnich, zgodnie współpracującego i wspierającego tendencje eksterminacyjne parlamentu.

Ilustr. Archiwum. Mapa Niemiec z niemieckiego atlasu szkolnego z 1937 r. Atlas pozostawiony przez Niemców we Włocławku.

2 Komentarze

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: