Lepsze trzy pytania niż sześć

1
386

yesBywa, że ważne wydarzenie jest jednocześnie nie do końca przemyślane i mądre. Tak właśnie jest z czekającym nas 6 września referendum. Jeśli jednak dopisane do niego zostaną pytania proponowane przez PiS, będzie to wydarzenie jednoznacznie szkodzące Polsce, bo demolujące nasze finanse publiczne.

Były prezydent Bronisław Komorowski, działając w stanie powyborczego szoku po przegranej I turze wyborów prezydenckich i w reakcji na niewątpliwy sukces Pawła Kukiza idącego do wyborów po hasłem „JOWy są dobre na wszystko”, zapowiedział referendum w sprawie wprowadzenia w wyborach do Sejmu jednomandatowych okręgów wyborczych.

Inicjatywę b. prezydenta oceniam krytycznie . Wiemy, że większość Polaków jest za – tyle tylko, że większość tej większości kompletnie nie zdaje sobie sprawy, co przyniosłoby przeprowadzanie w Polsce wyborów w ramach 460 jednomandatowych okręgów wyborczych, zgodnie z zasadą zwykłej większości. Utrwaliłby się podział Polski na dwie (zgodnie z granicami zaborów sięgającymi kongresu wiedeńskiego z 1815 roku): tę południowo-wschodnią, bardziej konserwatywną i prawicową, bez żadnego posła reprezentującego poglądy liberalne czy lewicowe, i tę północno-zachodnią, bardziej otwartą i liberalną, gdzie z kolei niewielkie szanse na wywalczenie mandatu miałby kandydat reprezentujący prawicę. W dzisiejszych realiach oznacza to zabetonowanie podziału na Polskę PiS-u i Polskę Platformy. I zero szans dla jakiejkolwiek trzeciej czy czwartej siły politycznej.

Debata o finansowaniu partii politycznych – a tego dotyczy drugie pytanie referendalne – jest ważna. Większość Polaków – moim zdaniem słusznie – opowiada się za ograniczeniem tak szerokiego dzisiaj strumienia, jakim publiczne pieniądze płyną do partii politycznych. Opinię publiczną bulwersuje także sposób wykorzystywania tych pieniędzy. Problemem jest jednak to, że odpowiedź negatywna na pytanie „czy jesteś za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?” w żaden sposób nie przesądza o kierunku ewentualnych zmian. Ze złą wolą taką odpowiedź można by także interpretować jako zgodę na … zwiększenie budżetowego wsparcia dla partii! Bo to też byłaby zmiana dotychczasowego sposobu.

I wreszcie trzecie pytanie. Rozstrzyganie wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika wydaje się być w państwie prawa tak oczywiste, że aż budzi zdziwienie, że o trzeba o to pytać cały naród w drodze referendum. Ale w końcu to dobrze, że taką „oczywistą oczywistość” naród potwierdzi. Choć i tak najważniejsze, by taki sposób myślenia przyjął każdy urzędnik skarbówki.

Z prawdziwą jednak katastrofą mielibyśmy do czynienia, gdyby do listy pytań dopisać te, które proponuje PiS. Pal licho pytanie o lasy – wszak żadna siła polityczna w Polsce nie chce ich prywatyzacji. Co do sześciolatków – zniesienie dla nich obowiązku szkolnego sprawi, że Polska będzie w ogonie edukacyjnym na tle innych krajów europejskich, ale nie demoluje to samo w sobie naszego państwa. Groźne jest pytanie o wiek emerytalny.

Tu jest podobnie jak z JOWami. Wiemy, że większość Polaków jest za przywróceniem wieku emerytalnego wynoszącego 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Ale większość tej większości nie wie, że powrót da starych zasad przechodzenia na emeryturę to albo bankructwo budżetu państwa, albo emerytury na poziomie głodowym.

Nie majstrujmy przy wrześniowym referendum. Mimo różnych zastrzeżeń lepiej, bezpieczniej i odpowiedzialniej jest w nim odpowiadać na trzy pytania zaproponowane przez Bronisława Komorowskiego niż na sześć, gdyby do listy dopisać te proponowane przez PiS.

Paweł Piskorski

watchdog.org

1 Komentarz

  1. Warto przenieść referendum na czas wyborów oraz dokładnie sprecyzować o co chodzi. Co prawda mniej zarobię, ale Polska zarobi.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: