Krzyż, a sprawa polska

0
359
Krzyż, a sprawa polska

Sprawa krzyża powraca w ostatnich latach w różnych formach. Obecnie powróciła w formie sądowej. Jedna z partii podjęła działania w celu usunięcia krzyża z sali sejmowej. Krzyż ten, co się wycisza ogólnie został powieszony w trybie uczniackim z intencją bulwersowania wszystkich. Mnie to zdarzenie przypomniało czasy szkoły podstawowej, gdy wielokrotnie na ślinę doklejaliśmy orłu koronę z bibułki. My nie bardzo wiedzieliśmy dokładnie dlaczego tę koronę orzeł powinien mieć, ale wiedzieliśmy, że kiedyś miał, a teraz ktoś chce, żeby nie miał. Myśleliśmy wtedy: my IM pokażemy, ale też za bardzo odpowiedzialności za to ponosić nie chcieliśmy. Tak samo postąpili posłowie, którzy – bojąc się, że uczciwą drogą się nie da postanowili po kryjomu IM (czyli niewłaściwym posłom) pokazać. Zaraz potem zrobiono z tego tabu, żeby IM pokazywać stale. Pod tym krzyżem dzieją się sceny jarmarczne często i tak naprawdę nikogo nie obchodzi co on oznacza. Natomiast jedni z tych, co IM pokazano skierowali sprawę do sądu.
Byli w rodzinie tacy, co twierdzili, że nadszedł czas, żebym zmienił swoją niewłaściwa decyzję z młodych lat o niechodzeniu do kościoła. Ci sami zresztą potem uznali za stosowne wywierać na mnie bardzo niestosowne naciski nic nie mające wspólnego z miłością bliźniego. Podobnie nie wolno się mi było wypowiadać na temat religii, bo nie chodzę do kościoła.
Przemiany 1989 roku spowodowały liczne presje, by było bardziej pobożnie. I nie chodziło tu o przestrzeganie zasad, a raczej o tym, że krzyż jest najważniejszy i trzeba go bronić.
To ja często bronię religii przed uproszczeniami, które teraz łatwo formułować.
W Warszawie ileś przystanków przy kościołach przemianowano na sanktuaria każąc się domyślać, czy dotyczy to tego kościoła co widać czy nie lub też zastanawiać się na inflacją słowa sanktuarium. Na jednej linii mogą być i trzy sanktuaria: wyraźny rozwój. Kiedyś myślałem, że sanktuarium to jest coś szczególnego, a nazwach przystanków przede wszystkim by wszyscy wiedzieli o co chodzi. Każdy przecież wie co to znaczy kościół, ale nie każdy co sanktuarium i jaki jest związek tego słowa z komunikacją miejską.
We Wrocławiu na przykład nazwy podawane po wojnie ulicom wg niemieckiego wzoru – bez określenia świętego nagle poprzerabiano na święte.
Awantury i agresje z krzyżem w roli głównej organizowane przez inną partię przy okazji awantur smoleńskich miały być przejawem wolności i demokracji. Także wyzwiska, które tam można było usłyszeć nie miały nic wspólnego z jakimkolwiek racjonalnym działaniem. Mogły tylko prowokować ludzi i kierować ich przeciw religii, lub co najmniej ku zażenowaniu i obojętności. Dziwnym trafem w takiej sprawie hierarchia kościelna nie mogła nic zrobić, nieraz się przyłączając do bardzo agresywnych działań. Z żadnym sprzeciwem się nie spotyka budowanie bałwanów w formie coraz większych i droższych krzyży, kościołów lub Chrystusów. Może za to wypowiadać się dosyć dziwnie i bardzo autorytatywnie w sprawach takich jak rzekoma ideologia gender, co świadczy o kompletnym niezrozumieniu tej ważnej sprawy, co powoduje kolejne awantury z religią w tle! W szczególności prawa do takich zachowań nie daje wielka rola Kościoła w historii Polski, co wydają się niektórzy twierdzić.
Tak się składa, że kilku najważniejszych przyjaciół jest katolikami, z którymi toczymy bardzo ciekawe rozmowy właśnie na temat znaczenia religii. Mamy właściwie podobne poglądy na wiele spraw, ale przecież oparte na głębokim zrozumieniu co to są religia i krzyż. Dla nich jest oczywiste, że hasła o miłości bliźniego czy miłosierdziu nie są jedynie do wygłaszania jak to się wielu ludziom zdarza. Swój krzyż niosą też niewierzący i tak samo często spełniają warunki do bycia świętymi, tylko jako nieprzynależni nie są zauważani przez walczących o powieszenie krzyża wszędzie. Są zauważani przez tych religijnych ludzi, którzy głęboko rozumieją po co jest religia: żeby podawać system wartości.
 Idzie więc nie tylko o świeckość, ale o to, żeby w miejscu stanowienia prawa nie było takich numerów jak wieszanie czegoś po kryjomu. Żeby były zachowane ogólne zasady kultury, a nie pokazywanie IM, że nie należą do większości! Jest to działanie podobne jak napady na Żydów, Murzynów i cyklistów za to, że w ogóle są. Tez w tle jest religia często, a wręcz ludzie niereligijni tak się zachowujących przejęli to od teoretycznie religijnych.
Tak więc bym się nie ekscytował pokrzyżowanym Twoim Ruchem, który przedstawił jakiś punkt widzenia. Ja akurat nie zrobiłbym tego, ale to nie znaczy, że się cieszę z wyroku sądów. To z kolei nie oznacza, że walczę z krzyżem, który zresztą jest używany jako symbol przez inne niż wiadoma religie. Religie są istotnymi elementami rozwoju społeczeństw i spełniają dobre role, ale nie jest nigdy dobrze, gdy zaczynają promieniować pokazywaniem IM, zapominając o zasadach, którym miały służyć lub przerabiając je wg bieżącego interesu. Każda z nich ma takie swoje fiksacje, które przedstawia jako taka ważne, że mogą być rzucane niewiernym w twarz. Bywa to moralny szantaż, który zmierza ku terroryzmowi. A to już nie jest dobrze.
Niepokoi natychmiastowa prawie reakcja na zrównoważonych księży takich jak Boniecki czy Lemański, którzy właśnie budują jak najlepszy obraz Kościoła i są szanowani przez ludzi spoza niego. a potrafię to docenić jako audytor eksploatacji, który ocenia przestrzeganie przez organizację własnych zasad. Na tym polega np. sądownictwo europejskie – na sprawdzaniu zgodności z własnymi zasadami. A o tym przecież była mowa w pozwie Twojego Ruchu.
Rafał Wodzicki

Fot. Rafał Wodzicki. Warszawa Gocław: krzyż na skrzyżowaniu ulic gen. Bora-Komorowskiego i gen. Fieldorfa „Nila”. Został on ustawiony prawdopodobnie w tym samym trybie – po kryjomu – w czasie budowy osiedla na były lotnisku. Za to pomnik generała Fieldorfa został wciśnięty w kąt za ekrany dźwiękochłonne.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: