Kompromitacja systemu komputerowego, czy PKW?

2
315

wyboryNie tak dawno, kilkanaście dni temu, obserwowałem wybory w Stanach Zjednoczonych. Kampania była zacięta. W Illinois, na przykład stoczono niezwykle zaciętą walkę wyborczą o urząd gubernatora. Kiedy przyszło do liczenia głosów, w każdym momencie wiedziałem jaki procent głosów z danego powiatu spłynął do stanowej Komisji Wyborczej.

Wszystko było jasne, przejrzyste. Dlatego, kiedy na prowadzeniu był kandydat demokratów, kolegom radziłem ostrożność, gdyż na przedmieściach, skąd wyniki spływały wolniej kandydat republikanów uzyskiwał znakomite wyniki. Wszystko było jasne i przejrzyste.

Polskie wybory samorządowe pokazały, że specjalistów z PKW warto wysłać do Ameryki, aby zobaczyli jak organizuje się wybory. Nie potrzeba na nowo odkrywać Ameryki, bawić się w Kolumba, tworzyć nowego systemu. Na świecie dobrze wiedzą jak organizować wybory. Praktyka pokazała, że wiedzą znacznie lepiej od Was, tam w Warszawie.

 

Specjaliści z PKW, przez wiele godzin nie potrafili podać podstawowych informacji. Nie było wiadomo jaki procent głosów spłynął. Nawet w Warszawie PKW po podliczeniu nieco ponad 50% głosów nie potrafiła powiedzieć z jakich dzielnic brakuje najwięcej głosów. PKW na konferencjach prasowych nie potrafiła odpowiedzieć na żadne pytanie, poza przyznaniem, że tak naprawdę, to nic u nich nie działa, wszystko się zepsuło.

Choć w USA głosy liczą maszyny, obowiązuje jednak zasada ograniczonego zaufania do nowoczesnej technologii. Gdy różnica jest niewielka, poniżej 1%, w wielu stanach kandydat może zażądać ponownego przeliczenia głosów. Sytuacja taka w ostatnich wyborach w USA miła miejsce na przykład w stanie Vigrginia. Wyobraźcie sobie, że głosy ręcznie trzeba by przeliczyć w polskich wyborach. Komisje musiałyby się jeszcze raz zejść, przeliczyć karty do głosowania. Mogłoby to okazać się wręcz niewykonalne. Ludzie padliby z wyczerpania.

Dodać należy, że cały proces głosowania jest źle zorganizowany, świadczący o tym, że Polska jednak za rozwiniętymi demokracjami jest ciągle daleko w tyle. Takim polskim wynalazkiem jest podpisywanie list wyborców, odwracając księgę do góry nogami. Każdy człowiek, który chociaż raz był w Komisji Wyborczej wie, jak niepotrzebnie skomplikowana jest procedura, jak idiotyczne są protokoły Komisji Wyborczej.

Dodam jeszcze, że za idiotyczne , kretyńskie (niepotrzebne skreślić) uważam polskie przepisy o ciszy wyborczej.

Do legendy powinny przejść różne wspomnienia członków Komisji Wyborczych publikowane w mediach społecznościowych, o tym, że urny się rozsypywały, były za małe, głosy się nie mieściły, urny sklejano taśmą klejącą. To już pro rosyjscy separatyści, w swoich pseudowyborach potrafili lepiej przygotować urny niż polscy wójtowie, prezydenci miast, czy kto tam jeszcze.

Niestety, moim zdaniem mało profesjonalne były relacje mediów, oparte na powyborczym sondażu firmy IPSOS. Zobaczymy, czy IPSOS trafi tak dobrze, jak w przypadku wyborów do europarlamentu. Jednak moim zdaniem w sytuacji, kiedy nie wiadomo jak realnie spływają głosy, jak to wygląda naprawę, przy niewielkiej różnicy znacznie lepsza jest formuła stosowana w USA: “Too close to call”. Dziennikarze także chętnie w studiu podpuszczają gości, jakby wymuszają wypowiedź. Także nie wyglądało to za dobrze.

Mam nadzieję, iż po tych wyborach zostanie przeprowadzony dokładny audyt jeżeli, chodzi o pracę PKW, wyciągnięte zostaną odpowiednie wnioski. Wyszło jak wyszło, raczej marnie, żeby nie powiedzieć fatalnie. Prosta matematyka, okazała się przeszkodą nie do wzięcia.

Andrzej Jarmakowski

Foto: wybory.ox.pl

 

2 Komentarze

  1. Wszystko to najprawdziwsza prawda Panie Andrzeju ale niech Pan sie przyjrzy drugiej stronie medalu jaka radoche miala miescowa niedorznieta scierwo-pisuarnia z panioM usienkoM kochonaM na czele ze o gadzinowce lojca przekreta nie wspomne.

  2. Powiem szczerze.ja wyszedem z domu, aby tego bredzenia nie słuchać, zaszyłem się w bibliotece.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: