Kompleks mainstreamu czyli pycha

0
544
Fot: Rafał Wodzicki; Progress for Poland. Warszawa: mainstream a la św. Multipleks.

Co to jest mainstream (albo mejnstrim – spolszczyć można) znający język angielski wiedzą. Wielu ludziom jednak się wydaje, że to jakieś wyzwisko, bo ciągle pada ta nazwa z ust ludzi pewnej opcji, przy sugestiach, że media mainstreamowe kłamią. Za tym idą proste sugestie, że po prostu niemainstreamowe – czyli ich – myślenie jest lepsze z założenia. Tak myślą przecież ci, często utytułowani, których ludność po prostu nie wybrała w wyborach, ani nie kupuje ich mediów czy przemów. Usiłują oni wmówić ludziom, że wybrali niewłaściwie. Przemawia przez nich pycha! Najciekawsze jest, że to rozumowanie przyjmują także ludzie na co dzień posługujący się angielskim, w tym z Chicago.
Jest rzeczą oczywistą, że nie należy bezmyślnie się podłączać do większości, bo sama ilość nie świadczy o jakości. Wiemy jak to było np. z mainstreamami totalitarnymi, które powstawały na zasadach niedemokratycznych. I to właśnie próbują wykorzystać ci przywódcy i ich klakierzy, mówiąc podstępnie o wszystkich mediach o dużym zasięgu jako o szkodliwym mainstreamie podobnym do mediów totalitarnych. Mówią to paradoksalnie tonem nieomylności charakterystycznym dla reżimów totalitarnych.
Angielski znam słabo. Przyznaję się bez bicia: zacząłem się uczyć w Pałacu Kultury wcześnie, ale ostatecznie poznałem lepiej język francuski. Widać duch Stalina w kwestii angielskiego wpłynął na mnie negatywnie – tzn. ci co mnie uczyli nie bardzo się starali. Natomiast mimo wszystko wiem co to znaczy main (wyjaśniam dla niewiedzących, że „główny”) i stream (strumień, potok, prąd, nurt). Mainsteram to poniekąd słowo międzynarodowe i trudno go nie znać. Razem więc znaczy to główny nurt, tak jak main station znaczy dworzec główny, a main street – główna ulica. Przez main station przepływa mainstream pociągów i pasażerów. Nie da się dworca głównego zrobić na peryferiach, a także przemieszczać dowolnie. Przez main street – także przepływa główny strumień ruchu – kołowego i pieszego, bo tam są główne obiekty publiczne, a także owa main station, czyli generatory ruchu. Z tym jakoś się nie dyskutuje. Natomiast z mainstreamem informacyjnym niektórzy dyskutują bardzo, twierdząc np., że jest to po prostu populizm, totalitaryzm i oszustwo założone przez pojedyncze osoby zawiązane z władzą. Gorzej, że mówią tak ci, którzy populizmem się posługują, żeby lud ich polubił i zrobił mainstreamem, którzy zresztą u władzy byli… Po prostu, albo nie rozumieją, albo celowo oszukują: tertium non datur! Proszę sobie wybrać…
W demokracji nie jest tak, że mainstream się buduje jak sieci wodociągowe i elektryczne (water lub electric mains) np. mianując jakieś środowisko jakiejś gazety. Funkcji mainstreamu trzeba się jakoś dorobić – także ciężką pracą, wyróżniając się na tle. Na pewno używający takich określeń sobie nie wyobrażają, że walka z mainstreamem i środowiskiem Gazety Wyborczej to pułapka. Gdyby się załapali do mainstreamu to bardzo by było trudno wybrnąć z takiej przeszłości… Nawet jeśli inni nie stosowaliby takich chwytów.
Main [mę] po francusku (wiem dzięki temu, że ten angielski mi nie wyszedł) znaczy ręka i stąd wzięło się słowo maintenance, które wszyscy uważają za angielskie, bo z tego języka się rozpowszechniło jako główne słowo terotechniki (terotechnology). Tenir po francusku to trzymać, a więc chodzi tu o obsługiwanie (za pomocą głównego narządu, czyli rąk) w celu utrzymania. Po angielsku „to maintain”. Jest to więc mainstream czynności eksploatacyjnych, które wykonywane są w każdej dziedzinie… Także, jeśli chodzi o eksploatację państwa. Czyli ludzie nie mający pojęcia o tym mainstreamie chcą być kierownikami eksploatacji. Uznają się za kompetentnych! Jakże to pospolite: pełno jest na stanowiskach ludzi – w Polsce i nie tylko, którzy wdrażają swoje amatorskie i dyletanckie pomysły, twierdząc, że powinny one być mainstreamem… Starając się obniżyć poziom zarządzania do swojego, gdyż nie mają objawów samokrytycyzmu, ani świadomości granic swojej wiedzy. Uniemożliwia im to korzystanie z umiejętności najlepszych ludzi.
Tak więc w demokracji, aby się utrzymać w mainstreamie trzeba mieć dostateczną siłę, aby utrzymywać się w centrum zainteresowania większości ludzi, być szczególnie wiarygodnym. Nawet jeśli się ktoś nie zgadza! Siła ta wynika z różnych czynników: sposobu podawania swoich poglądów, który przecież wynika z wiedzy, umiejętności nawiązywania kontaktu z narodem, pieniędzy, nastrojów społecznych wynikających z doświadczenia… Słowo main (od francuskiego ręka) po angielsku jest używane w grze w kości… Mainstream także bywa dziełem przypadku, jak w grze w kości. Wynika ze zbiegu wymienionych czynników w różnych proporcjach. Jest oczywiste, że media podlegają prawom rynku. Ich właściciele chcą wpływać na ich sens za pomocą pieniędzy i innych działań.
Antidotum na te działania są media publiczne utrzymywane za pieniądze niezależne od czyichś interesów. Media te powinny kierować się wartościami wyższymi, a nie ilością korzystających z nich. Jest oczywiste, że są przeznaczone do implementacji tych wartości wyższych do społeczeństwa, a nie do bezpośredniej walki o bycie mainstreamem. Są one jednym z czynników poprawiających jego jakość – kształtując dobre obyczaje i promując wysublimowaną wiedzę. Jest rzeczą niestosowną rywalizowanie mediów publicznych z mediami komercyjnymi. Środowisko atakujące mainstream atakuje także media publiczne, gdyż obecnie rządzący starają się, żeby nie podlegały władzy, a tylko pokazywały co się w Polsce dzieje! Atakujący mainstream usiłują zrobić wrażenie, że to jest podobnie jak za ich czasów: media publiczne są rządowe…
Tak więc mainstream jest wypadkową wszystkich sił działających w społeczeństwie demokratycznym, a nie jakimś postulatem. Jego granice są zawsze płynne, a jakość wynika z jakości społeczeństwa, podobnie jak jego władza. Sugerowanie, że np. Gazeta Wyborcza z Michnikiem na czele jest podobna do Trybuny Ludu z Gomułką na czele – jest po prostu świadectwem niezrozumienia mechanizmów społecznych. Mainstream tamtych czasów przypominał kiepski tor kolejowy i nie można go było naprawić inaczej niż wymieniając. Mainstream w kraju demokratycznym trzeba poprawiać codzienną żmudną pracą. Błędy powstają stale i trzeba je naprawiać stale – poprawiając procedury i środowiska. Pretendowanie ludzi, którzy mówią, że mainstream jest narzucony przez jakąś partię podobną do komunistycznej, do cenzurowania wszystkich na około jest mainstreamem głupoty… Ma to uzasadniać własną niezdolność do dołączenia do mainstreamu. Po prostu infantylizm: to oni są winni!
Miarą mainstreamowego kompleksu ludzi, których wypowiedzi i publikacje są poważne wady argumentacji i zadęcie ideologiczne. Jak może poważny człowiek – często profesor – zaczynać swoje wypowiedzi od twierdzenia, że wszystkiemu winne tajemnicze środowisko Gazety Wyborczej, która ma zbyt duży wpływ? Należy aresztować Michnika i jego bandę, żeby zlikwidować tę rolę? Czy krytyka Michnika jest zakazana i czy przemocą on generuje mainstream? Fakt: krytykować rzeczowo trzeba umieć, a nie tylko twierdzić, że się umie…
Gdy to piszę, ksiądz w ewangelii powiedział: Bacz abyś nie zgłupiał z mądrości swojej… Choroba, którą nazywamy pychą… Dziwnym trafem słowa takie nie trafiają do antymainstreamowców, którzy używają wręcz religii do walki…. Nie wystarczy im normalne wytykanie błędów rządzącym i innym środowiskom. Chcą uczyć demokracji i jednocześnie sterować nią na sposób już dobrze znany z jedynie słusznego ustroju. Za pomocą przecież jakiejś cenzury, która określi co może być mainstreamem, a co nie i kto się może odzywać.
Tworzenie pozorów drugiego obiegu – bo się nie jest mainstreamem – jest w tym kontekście jednym z największych oszustw obecnych czasów. Każdy sobie może wydawać co chce, jeśli ma takie możliwości i nie przekracza to prawa. Aż dziw bierze, że nikt na nie reaguje na tego typu określenie, jakby nikt sobie nie zdawał sprawy czym to grozi. Nawet ci, którzy pracowali w prawdziwym drugim obiegu, gdy nawet większości ludzi nie można było wytłumaczyć co to jest i ponosiło się tego ciężkie konsekwencje.
Tu chodzi po prostu o wywołanie pretensji do mainstreamu – opartej na wzruszającym i religijnym patriotyzmie. Wzruszającym i agresywnym, co przecież jest dziś czymś absurdalnym, jeśli co jakiś czas się mówi o miłości bliźniego! Pokazującym innym, że nie dorastają do pięt. I pysznie się wynoszącym nad innych. Tak członków własnego narodu, jak i narodów innych. Także tych, z którymi współpraca jest niezbędna! Praktycznie oznacza to silny kompleks nieadekwatności i brak wiedzy o tym, co jest najważniejsze dla bycia mainstreamem. Nie darmo kolejni bojownicy tej opcji atakują co chwila najbardziej zrównoważone nasze teksty… Dla nich zrównoważenie opinii, czy jakakolwiek krytyka to judzenie lub wręcz napaść!!!! Naprawdę św. Multiplex tu nie pomoże!
Czy Progress for Poland jest mainstreamem, bo tak chcieliby Piotr Sven Dąbrowski i Andrzej Jarmakowski z kolektywem? Niestety: nie my o tym decydujemy – ale nie jest powiedziane, że nie dopracujemy się tej pozycji. Tak jak katastrofom zapobiega się dzięki żmudnej, nieefektownej – bez oklasków – pracy eksploatacyjnej, tak i wchodzi się w główny nurt dlatego, że dokłada się wszelkich starań, by być wiarygodnym i nowatorskim. Nie można wprost przewidzieć, co się ludziom podoba, nawet mając spore doświadczenie. Widzę to publikując różne teksty i zdjęcia w internecie… Muszą one uruchamiać różne siły w ludziach, o których przecież autor mało wie.
Warto więc podkreślić, że mainstreamem nie są bełkotliwe i napastliwe komentarze umieszczanych tutaj przez dyżurnych w bliżej nieokreślonym celu. Spodziewamy się nawet ostrej dyskusji, ale na temat i na odpowiednim poziomie.

RAFAŁ WODZICKI

Fot: Rafał Wodzicki. Warszawa: mainstream a la św. Multipleks.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: