Każdy kraj ma takiego Bonda na jakiego zasługuje

1
320

TAJNYPrawdziwi, wielcy agenci potrafili zmieniać historię, na jej kartach pozostawili swój ślad. Sorge poinformował Moskwę, że Japonia nie zaatakuje Związku Sowieckiego, dzięki czemu możliwe było przerzucenia z Dalekiego Wschodu pod Stalingrad dywizji, które rozstrzygnęły o porażce Niemiec. Alianci mieli Dusko Popova, zresztą pierwowzór książkowego Bonda, który w akcji „Double cross” skutecznie zmylił Niemców, w sprawie miejsca lądowania Sprzymierzonych we Francji.

Rzeczpospolita Polska miała niestety tylko Marka Falentę, który co prawda zamiarów Rosjan na Ukrainie nie odkrył, żadnego wpływu na jakąkolwiek bitwę z Państwem Islamskim nie miał, za to zorganizował tajną grupę podsłuchową złożoną z kilku kelnerów. Przy okazji za nos wodził niemal wszystkie polskie służby wywiadowcze. O tym, że gościu był ich agentem dzielne polskie służby dowiedziały się dopiero 24 czerwca 2014 roku, czyli w dniu kiedy polski James Bond trafił do kryminału. O tym, że Falenta, główny podejrzany w tak zwanej „aferze taśmowej” był agentem tych służb na podstawie dokumentów, które wyciekły, wiedzieliśmy już od dawna. Nagle „Gazeta Wyborcza, „Newsweek” zrobiły z tego wielką sensację. Rozumiem wakacje, tematów brak, nawet UFO nad Warszawą się nie pojawiło, został więc Falenta.

Mimo tego trochę kpiarskiego tonu, sukcesu Falenty nie lekceważę. Wszystkie prawdziwe wywiadownie marzą przecież, aby udało im się zorganizować grupę agentów, która podsłucha najważniejsze osoby w państwie budzącym ich zainteresowanie. Mimo, iż Falencie się udało, z Polski nie nastąpiła seria spektakularnych ucieczek kelnerów do państw ościennych, nie było żadnych wymian agentów na znanych mostach. Niestety Falenta nie nagrał rozmów, gdzie rozmawiano o sprawach istotnych, o planach wojny, odebrania ruskim Kaliningradu na przykład. Ja wiem, że szpiegostwo nie jest jak mawiał Allen Dulles zabawą dla niewiniątek. Szpiegów i agentów obowiązują tylko dwa przykazania. Pierwsze to rzecz jasna nie dać się złapać. Drugie, to jak cię złapią nic o Tobie nie słyszeliśmy. Biorąc pod uwagę drugie przykazanie, wszystkie inne są zbędne.

Tak więc Falenta z bandą kelnerów wpadł, choć pewnie żadnym szpiegiem nie był, był tylko żałosnym biznesmen, facetem, który w celu wykończenia konkurencji, wodził służby za nos. Ludzi zawsze interesowało to co skrywane i tajne. Urok tajności od wieków dodawał sprawie atrakcyjności. Ludzie poznając to co tajne, czują się docenieni. Dopuszczeni do tajemnic przypuszczają, że są lepsi od sąsiadów, którzy tej wiedzy nie posiadają. Więc choć rozmowy nagrane przez bandę Falenty, nie zawierają nic spejcalnie ciekawego, wielu ludzi słucha tych nielegalnych podsłuchów z wypiekami na twarzy. A jedzą ośmiorniczki, skurwysyny, mnie tylko stać na ogórkową w barze mlecznym myśli sobie jeden z drugą. Tak to grupa kelnerów – przestępców wpłynie na bieg wyborów. A może komuś na tym jednak zależało? Ludzie kochają spiskowe teorie, uwielbiają słuchać o masonach i ich dokonaniach. A może ktoś za tymi kelnerami stał. Może? Tego nie wiemy. Na razie mamy do czynienia z zaskakująco podejrzaną nieudolnością prokuratury, która w sprawie prowadzi śledztwo. Prokuratura od roku prowadzi dochodzenie i nie udało się ustalić faktu najważniejszego, mianowicie tego kto jest dysponentem taśm. Kto je dostarcza do poszczególnych redakcji. W gruncie rzeczy jest to sprawa dość prosta do ustalenia. Nieudolność prokuratury w tym dochodzeniu, jak i w dziesiątkach innych, jest tak porażająca, że czasami trudno uwierzyć, że ta nieudolność nie jest zaplanowana. Porażająca jest także nieudolność służb, które korzystają z usług mitomana, biznesmena oszusta. Tak jak prokuratorzy w Polsce wraz z prokuratorem generalnym okazują się niekompetentnymi dupkami, epitety te dotyczą także służb, którymi biznesmen wodzi za nos. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z zadziwiającą nieudolnością wyminianych instytucji państwa.

Nie rozumiem motywów redakcji, które pasjonują się treścią nielegalnie podsłuchanych rozmów. Mój przyjaciel, który czasami za dużo wypije wielokrotnie prosił mnie, abym nie traktował poważnie tego co mówi po pijaku. Tymczasem rozmaite plotkary na podwórkach i w kilku redakcjach fascynuje, co w stanie lekko wskazującym opowiadali panowie Kwaśniewski i Kalisz. Polska to rzeczywiście kraj pełen skurwysyństwa, nawet w knajpie napić się nie można, z okazji narodzin potomka przyjaciela.

Nagrany minister Sienkiewicz usiłował zreformować służby specjalne. Padł ofiarą nielegalnego podsłuchu. Nielegalnie podsłuchującym nic do tej pory się nie stało. Aktu oskarżenia nie ma, zaś prokuratura bezczelnie, śmiejąc się w oczy nie chce podejrzanym postawić zarzutu działania z zorganizowanej grupie przestępczej. To jest kolejny skandal w tej sprawie.

Dla mnie nie istnieje żadna afera podsłuchowa. Istnieje afera zorganizowanej grupy przestępczej, nielegalne podsłuchy organizującej, istnieje afera nieudolnej prokuratury. Mam nadzieję, że prędzej, czy później poznamy dysponentów taśm i tych, którzy proceder ten zorganizowali. Aby postawić „kropkę nad i” uważam, iż Mariusz Błaszczak z PiS, który uważa, iż najważniejsze jest to, co nielegalnie podsłuchani mówią jest politycznym szkodnikiem.

Polska zaś ze swoimi służbami i politykami słuchającymi tych nielegalnych podsłuchów wygląda żałośnie, wręcz śmiesznie. Widać na żadnego lepszego Bonda nie zasługujecie. Został wam tylko Falenta. Z takimi agentami marne rokowania na przyszłość.

Andrzej Jarmakowski

Foto: Polskieradio.pl

1 Komentarz

  1. Pełna zgoda, to pewnie plotary w trakcie sprzątania Jewela będą się pasjonować co prtrzy kielichu mówili Kwachu i Kalisz.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: