Katastrofa Smoleńska: Nieprawdziwe teorie profesora

3
1349
Katastrofa Smoleńska: schemat momentu krytycznego. Ryc. Rafał Wodzicki

Niepokojące jest promowanie nieprawdziwych teorii na temat katastrofy smoleńskiej samolotu 101 przez profesora Biniendę, posługującego się wieloma elementami mającymi zamknąć buzie adwersarzom. M. in. występuje w glorii profesora amerykańskiego, reklamowany tak, zanim poznaliśmy jego nazwisko. Ma to wskazywać , że nasi nic nie potrafią. Kiedyś uważano, że amerykańskie to lepsze z założenia. Jest to związane z konkretną opcją polityczną, co zaraz czyni sprawę podejrzaną: eksploatacja, a szczególnie dochodzenia powinny być możliwie oddalone od polityki. Powinna ona nadzorować jedynie prawidłowość procesów, a nie wywierać presje i wytwarzać własne, manipulowane wizje.

Nie można tego tematu pozostawić, gdyż tytuł profesorski może onieśmielać wielu i pozwalać na upieranie się dalsze posła Macierewicza. Nie jest to dyskusja różnych punktów widzenia, a awanturnictwo, związane z lekceważeniem przeciwników. Pokazywana w Polsce w telewizji Trwam, rozmowa telewizji PolNews Chicago (red. Robert Szabla) z profesorem Wacławem Biniendą jest kolejną odsłoną tych manipulacji. Była ona prowadzona tonem troski o prawdę i pokazywana przez telewizję, posługującą się takimż tonem. Tak prowadzona jest zresztą każda propaganda, powodująca nieraz ogromne skutki społeczne. Wypada się więc sprzeciwić, nieprawdzie tak pokazywanej.

Profesor był uprzejmy wspomnieć o mnie chyba, twierdząc, że jeden specjalista stwierdził, że nie lubi programów do odtwarzania wypadków. Miało z tego wynikać, że komisja Millera, z którą nie ma żadnych związków, jest zła. A ja tylko napisałem, że używanie programów tutaj przez Profesora jest zwyczajnym nadużyciem, ponieważ używa on ich do wykazania, że tezy Macierewicza są prawdziwe, a nie do dochodzenia przyczyn wypadku oraz sposobu zniszczenia samolotu 101 w Smoleńsku. Do ustalenia tego, że samolot odwrócił się na plecy nie potrzeba żadnych programów, pisałem.

Prawidłowe prowadzenie dochodzenia w sprawie katastrofy polega na opisie pola katastrofy przede wszystkim i rozpoznaniu rodzaju wypadku. W przypadku katastrofy lotniczej, jest ważne czy nastąpiła ona w przestrzeni, czy w bezpośredniej bliskości ziemi, na skutek kontaktu z nią: najniebezpieczniejsze zawsze są lądowania i starty. Przywoływanie więc przez pana Biniendę przypadku promu kosmicznego Columbia jest tu absurdalne podobnie jak przez PIS katastrofy nad Lokerby. Wszyscy wiedzą, że tam statki powietrzne rozpadły się w przestrzeni, wysoko nad ziemią i rozrzut odłamków był bardzo duży, a przyczyna nieznana lub niejasna. Samolot 101 został niejako roztarty po ziemi ruchem stycznym, na plecach. Nastąpiły tu kilkanaście metrów nad ziemią duże wstrząsy w momencie wyłamywania statecznika poziomego, a zaraz potem pionowego oraz odrywania części tylnej. Kto ma dość wyobraźni potrafi to sam ustalić. Samolot nie wpadł do oceanu, jak ten francuski, którego poszukiwania były długotrwałe, a ustalenie przyczyn dużo trudniejsze ze względu na trudności w odnalezieniu w głębinie rejestratorów.

Przywoływane przez Biniendę zbieranie szczątków w przypadku katastrofy lotniczej jest niezbędne w czasach pokoju, ale nie zawsze ma ten sam cel. I tak katastrofy na skutek wybuchu powodują rozrzut szczątków na dużym obszarze, a także brak prostego dostępu do śladów inicjacji tego wybuchu i jego skutków. Pozwala to ustalić wiele innych rzeczy: siłę wybuchu i jego przyczyny. Ewentualne wady statku powietrznego.

Tymczasem w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z obrotem samolotu na plecy i zaczepieniem statecznikami i zaraz po ich wyłamaniu – środkowym silnikiem o ziemię, co spowodowało gwałtowne zatrzymanie i oderwanie tylnej części kadłuba. Pozostała część samolotu została roztarta po ziemi przez centropłat – najcięższa część samolotu znalazła się na górze zgniatając rurę cienkościenną, jaką jest kadłub. Długość pola katastrofy, na którym roztarty został samolot wynosi 165 metrów. Podkreślam słowo roztarty, bo wyjaśnia ono jak niepoważne były twierdzenia o tym, że ktoś przeżył, a Rosjanie zastrzelili. Mitomanów jest i cyników sporo wśród nas, więc produkują bzdurne rekonstrukcje i znajdują rzekome dowody. Niepoważnie też brzmiały twierdzenia o zamachu i bombie próżniowej czy helu. Nie jest możliwy taki zbieg okoliczności (choć każdy wypadek zbiegiem jest), żeby we mgle utrafić z momentem zamachu akurat na moment lotu na plecach tuż na ziemią, gdy wszyscy ludzie wiszą na pasach, a nie przypięci już spadli na głowę. Naiwność wielu ludzi rozpowszechniających takie dzieła jest tu porażająca. Niestety, dotyczy to też osób, które powinny charakteryzować się umiejętnością rozpoznawania tak jakie to jest zło.

Ww. teorie były wygłaszane od momentu katastrofy przez określone środowisko, które założyło, że Ruscy kłamią, a na pewno w zmowie z nimi jest Tusk, który niezasłużenie wygrywa wybory. Mieli to uzasadnić tajemniczy profesorowie amerykańscy. Początkowo tajemniczo tak określani przez Macierewicza panowie Binienda i Nowaczyk się ujawnili. Rozpoczęli już jawnie naciągać swoje teorie do twierdzeń polityków różnego poziomu.

W literaturze znane jest zjawisko, że są ludzie nauki, którzy usiłują używać swoich tytułów, znajomości czy programów w sposób nieodpowiedni. Ma to służyć do nieuczciwego onieśmielenia adwersarzy tytułem, uczestnictwem w czymś ważnym, albo Stanami Zjednoczonymi w tle. Wykazywanie się wiedzą zastępowanie jest certyfikatami, posiadanymi programami komputerowymi i znajomymi profesorami. Pawiem narodów byłaś i papugą Polsko! W tym przypadku też tak jest: chęć dowalenia rządowi jest tak wielka, że nazywa się ją dążeniem do prawdy, której ten rząd nie umie ustalić. Przyszło mi więc obalać to wszystko: jakoś inni to tylko zmilczają.

Nie lubię znęcać się nad leżącymi, jednak jestem też człowiekiem społecznym, który ma poczucie obowiązku jako zaprzysiężony ekspert. Posiadane umiejętności dochodzeniowe czy jakiekolwiek inne powinny społeczeństwu służyć. Nie tylko polskiemu, ale i światowemu. Więc w opiniach amerykańskiego profesora Wacława Biniendy:

– nieprawidłowe jest rozważanie tematu czy brzoza mogła zniszczyć skrzydło samolotu,
– nieprawidłowe jest pomijanie sił bezwładności, które dla tego samolotu, w czasie takiej ewolucji są bardzo duże,
– nieprawdziwe jest twierdzenie, że część skrzydła nie mogła upaść111 metrów od brzozy w żadnym przypadku i badanie toru lotu oraz aerodynamiki tak by wykazać, że brzoza złamała się sama,
– nieprawidłowe jest porównywanie katastrofy smoleńskiej z katastrofą promu kosmicznego sprzed lat: prom Columbia został zniszczony na wysokości 60 km, a samolot 101 został roztarty po ziemi,
– nieprawidłowe jest pomijanie opisu pola katastrofy i wszystkich znajdujących się tam elementów; przez długi czas twierdzono, że brak zdjęć satelitarnych uniemożliwia dochodzenie do prawdy,
– nieprawdziwe jest twierdzenie, że jest jakiś kokpit w całości,
– nieprawidłowe jest wmawianie, że koła skierowane w górę oraz tylna część leżąca lukiem dolnym do góry nic nie znaczą,
– nieprawda, że wrak był celowo złośliwie niszczony (części duże musiały być prawdopodobnie podzielone w celu wywiezienia, a niektóre szyby wybite w celu uzyskania punktów zaczepienia: jeden z Rosjan zginął przygnieciony tymi szczątkami),
– nieprawdą jest, że wrak jest potrzebny do ustalenia przyczyn katastrofy w nieskończoność: widać to na zdjęciach, natomiast można z niego odczytać szczegóły sposobu niszczenia wraku w czasie katastrofy,
– nieprawdą jest, że komisja Millera bezmyślnie cytowała raport rosyjski; raporty w jednej sprawie mają zawsze wiele podobieństw, mimo innych punktów widzenia; wręcz przeciwnie – opinia MAK została zakwestionowana,
– nieprawda, że jest potrzebna komisja międzynarodowa w celu ustalenia prawdy: ta jest znana w znacznej części i się pracuje nad resztą wg kompetencji,
– nie ma specjalnego znaczenia dla ustalenia przyczyn katastrofy czy lot był wojskowy czy cywilny: pytanie główne dochodzenia jest – dlaczego samolot znalazł się tak nisko.

Prawdziwy ekspert jeśli nie wie to nie mówi i nie kombinuje tylko mówi, że nie wie. Polityka powinna być jak najdalej od eksploatacji i od ekspertów. Więc prześledźmy jak to jest i spytajmy Profesora, czemu o tym nie wspomina:

* to czy brzoza mogła zniszczyć skrzydło samolotu jest tematem pobocznym; to dlaczego brzoza była złamana wymaga w tym dochodzeniu wyjaśnienia nawet jeśli ma z tego wyjść, że to nie ona ścięła skrzydło, tylko poprzedni przelatujący samolot. Czemu Profesor o tym nie wspomina?

* siły bezwładności takiej masy, tak rozłożonej, mają zasadniczy wpływ na tor lotu w zestawieniu z siłami aerodynamicznymi. Czemu więc o nich ani słowa? Do tego powinny być używane programy, bo to trudno obliczyć na piechotę.

* katastrofa smoleńska nie ma nic wspólnego z katastrofą promu Columbia (lot STS 107), który rozprysnął się na wielokilometrowej wysokości: w internecie jest dostępny obraz rozrzutu szczątków na wielkiej powierzchni; wtedy istotnie należy postąpić tak jak opisano w Wikipedii. Czemu Binienda twierdzi, że to ma być jakiś wzorzec? Istotnie Rosjanie powinni lepiej zabezpieczyć szczątki samolotu, ale nie ma to takiego znaczenia jak w przypadku Columbii.

* opis pola katastrofy to jest rzecz podstawowa, bo z niego wynikają pierwsze dane: można powiedzieć, że pole katastrofy promu Columbia de facto nie istnieje, bo jest tylko pole rozrzutu szczątków, natomiast pole katastrofy samolotu 101 jest bardzo wyraźne (dotyczy części wraku, oraz powierzchni ziemi – drzew i innych elementów tam istniejących). Czemu o tym się nie wspomina?

* rozważanie aerodynamiczne kawałka skrzydła, aby wykazać, że nie mogło polecieć 111 metrów i przelecieć na prawą stronę jest po prostu śmieszne: skrzydło mogło nie odpaść od razu i być przeniesione przy obrocie wisząc na ostatnim skrawku metalu, który potem pękł, a tak spaść pionowo. Czemu Wacław Binienda kombinuje? Nie wie, że tak się robi?

* nieuszkodzone koła skierowane w górę, wbity w ziemię środkowy silnik z nr 101, luk dolny skierowany w górę oraz odkształcenia żeber centropłata jednoznacznie pokazują jak on upadł. Dlaczego Profesor omija to szerokim łukiem, a tylko wspomina o beczce?

* na koniec pytanie zasadnicze: dlaczego samolot prezydencki znalazł się tak nisko i odwrócił się na plecy? Czy jest jakieś inne wytłumaczenie niż ta brzoza? Czemu tego Profesor nie wyjaśnia?

Czy zadawać inne pytania? Kiedyś dyskusja naukowa była podstawą rozwoju, a więcej wiedzący czuli się mistrzami dla innych. Dziś wielu utytułowanych ludzi usiłuje skupić się na swoim wizerunku i ma wręcz pretensje do tych, co odpowiednich tytułów nie mają, a ośmielają się być w jakiejś sprawie lepsi. Znam kilku profesorów i doktorów z różnych dziedzin. Niektórzy mnie lubią, a niektórzy starają się podstawić mi nogę i psują moją robotę za plecami. Bardzo lubią siebie i swoje tytuły. Inni nie umieli mnie uczyć i musiałem się sam uczyć tego co najważniejsze.

Jednym z najważniejszych elementów procesu eksploatacji – eksploatyka nie jest to wiedza powszechna choć eksploatacja jest wszędzie – są dochodzenia różnych poziomów. Jest tam bardzo przydatne stosowanie programów pozwalających odtworzyć przebieg wypadku. Dlaczego prof. Binienda postępuje niezgodnie z zasadami usiłując to zamaskować wymienianiem nazw programów i nazwisk znajomych? Dlaczego lekceważy to, że ktoś używa swojej wiedzy do ustalenia bez programu tego czego on nie może ustalić? Dlaczego używa swojej wiedzy do judzenia w Polsce oraz wśród Polonii na świecie i wspomagania ludzi, którzy nieraz dali dowody, że najważniejsze jest obalenie Tuska, który ich obalił?

Można też zadać pytanie dlaczego naukowcy dążący do prawdy nie protestują przeciwko tym manipulacjom. Nie wierzę, że nikt nie wie, że jest tak jak wyżej napisałem. Moralność to jednak trudna rzecz. Etyka jest w eksploatacji niezbędna dla podejmowania dobrych decyzji, także w czasie dochodzeń. Można się tego doczytać w literaturze przedmiotu.

Działania profesora Biniendy, ale także prof. Kazimierza Nowaczyka są szkodliwe dla University of Acron i Politechniki Warszawskiej, NASA oraz University of Maryland, które stały się przykrywką dla nieprawdy i manipulacji politycznych. Nie można bezkarnie szkalować wszystkich nieodpowiadających politycznie ludzi. Wszyscy w Polsce nie są łobuzami i nie ma żadnego powodu by pokazywać państwo polskie jako twór nieudolny. W jakimś sensie oblepia to nieprawdą pamięć ofiar katastrof – zarówno Columbii jak i samolotu 101, wprowadzając w błąd także ich rodziny, które muszą przeżywać wciąż na nowo te sprawy.

© Rafał Wodzicki, ekspert eksploatacji (niezależny)

3 Komentarze

  1. Ponieważ Macierewicz wyzywa wszystkich od fałszerzy, więc przypomnijmy jak to było z fałszowaniem. Wiele tekstów mamy o tym…

    • Prokuratura zbyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa fałszowania dowodów w celu podburzania ludzi przez Macierewicza.

  2. Może, aby powstrzymać paranoję smoleńską i zapobiegać tworzeniu innych manipulacyjnych teorii w każdej dziedzinie życia publicznego, społecznego oraz ośmielić ludzi do stawania w obronie prawdy, trzeba stworzyć Komitet Obrony Prawdy(KOP).KOP na wszelkie manipulacje rządzących i wszystkich,którzy mają wpływ na życie społeczne i świadomość obywateli – od rządu, parlamentu, samorządy terytorialne po organizacje i instytucje kościelne(bez względu na wyznanie).
    Dajmy KOPa nieprawdzie oraz ignorowaniu i lekceważeniu obywateli.
    Może w ramach KOPu profesorowie i inni fachowcy nie będą bali się wytykać ewidentnych przekłamań oraz łamania praw obywateli.
    Pozostaje,pytanie czy społeczeństwo dojrzało do dania KOPa manipulacjom i ignorowaniu praw obywatelskich?

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: