Jacek Rońda czyli „Polski Punkt Widzenia”

1
333
Jacek Rońda czyli „Polski Punkt Widzenia”

Niechcący wysłuchałem rozmowy telewizji Trwam z prof. Jackiem Rońdą. Od razu było widać, że ja i koledzy z Progress for Poland nie mają Polskiego Punktu Widzenia, co najwyżej „polski punkt widzenia”. Nie zostaliśmy namaszczeni po prostu i na pewno nie mamy tytułów jak trzeba. Nie popierają nas też panie sprzątające. Nie graliśmy też, jak i z Tuskiem w piłkę.
Z przykrością muszę stwierdzić, że Pan Profesor raczy znów przekraczać swoje kompetencje. Widać ze skromności, o której mówi uznał, że może wszystko. Ja przyznaję się bez bicia, że termodynamiki, w której pracuje Profesor nigdy specjalnie nie lubiłem, co było intensywnie pogłębiane przez jej wykładowców, którzy nie umieli uczyć. Dzięki temu stałem się dochodzeniowcem dobrej klasy, ale bynajmniej nie od termodynamiki (ta się przydaje, jako dodatkowa wiedza). Budzi to w niektórych – różnych opcji – wściekłość, bo przecież prawda w oczy kole.
Otóż Profesor raczył powiedzieć, że sam rozpad samolotu na drobne części to na pewno wybuch. Wynika to wg Niego jasno z zakrzywienia łopatek silników i wywinięcia blach wg wskazań Prezesa. Nie idzie za tym żadna analiza sposobu opadania na ziemię części samolotu, a więc widać jasno, że brak jest tu jakiegokolwiek procesu myślowego prowadzącego do takich wniosków. Nie czuję się zobowiązany do polemiki z takimi ogólnikami i wyjaśniać profesorowi dlaczego części silnika są pogięte. Wszystko co wiem, czyli co jest w moich kompetencjach opisałem. Podkreślam tylko, że Profesor nie ma doświadczenia dochodzeniowego w zakresie, który zaatakował i w którym rozpowszechnia nieprawdy za pomocą telewizji, która ma pretensje do bycia wyrocznią. Jego dywagacje przypominają mianowanie dyrektorami zajezdni lokomotyw elektrycznych elektryków, choć lokomotywy te są przede wszystkim systemami mechanicznymi. Pozwalało to im atakować mechaników stwierdzeniami: elektryka to trudna, bo nie widać, a mechanika to łatwa – bo widać.
Jest absolutną kompromitacją dochodzeniowców (w tym naukowców) jeśli nie rozumieją, że podobne efekty mogą być spowodowane za pomocą różnych działań. Właśnie umiejętność odtwarzania wydarzeń, które doprowadziły do katastrofy jest podstawą wszelkiego profesjonalizmu, a szczególnie wiedzy dochodzeniowej. Oznacza to też umiejętność oceny co jest dowodem w sprawie, a co nie. Konieczna jest często współpraca interdyscyplinarna, ale nie z zespołem Macierewicza!
Trudno się dziwić, że się to lekceważy pod skrzydłami tych, którzy chcą rządzić i nie rozumieją, że kierowanie czymkolwiek wymaga rozumienia kwalifikacji ludzi, wniosków z dochodzeń i umiejętności tworzenia sprzężeń zwrotnych. Ciągłe wpieranie, że na pewno Lasek to tylko tuba Tuska jest żałosne. Tak można myśleć, gdy samemu się tak postępuje! Wciąga to brutalnie instytucje państwa w wir awantur. Uczestniczenie w tym ludzi podających się za naukowców i przekraczających własne kompetencje jest skandaliczne. Nauka polega nie tylko na swobodzie, która ma umożliwiać rozwój, ale też na formułowaniu własnych granic kompetencji. Na unikaniu bycia twarzą awantur politycznych. Żaden ekspert nie ma prawa być fetowany za to tylko, że potwierdził czyjeś polityczne wytwory. Nawet jeśli jest zatrudniony przez tegoż polityka.
W programie Polski Punkt Widzenia (zawsze takie tytuły mają pokazać, że ci inni to są niepolscy koledzy Putina: my też) zadaje się też odpowiednie pytania i pozwala wybrzmieć odpowiednim bezsensom. Ma to być przykład wolności. Chodzi przecież o zastraszenie tych, co mają „nieodpowiednie” kwalifikacje.
Więc niech nie opowiada pan Rońda, że dzwonią do niego tylko ci wybitni i popierają go sprzątaczki. Niech też nie udaje dochodzeniowca z zakresu transportu, czy mechaniki, jeśli nim nie jest. Naprawdę dość takich specjalistów, którzy wszystko naginają do swojej działki i dworują sobie z innych. Dość bałaganu tworzonego przez biniendowców. Tym bardziej, że katastrofa samolotu 101 naprawdę nie jest trudna do rozgryzienia i nie ma żadnej potrzeby wmawiać ludziom, że jest inaczej. Nie jest potrzebna żadna metoda elementów skończonych do stwierdzenia tego co się stało.
Profesor Rońda działa na szkodę społeczeństwa, Akademii Górniczo-Hutniczej i nauki polskiej. A to jest prawdziwa katastrofa, jeśli dołączają do tego chorego systemu kolejne osoby. Nie rozumieją one granic swoich kwalifikacji, nie mają poczucia odpowiedzialności przed narodem za to co opowiadają i wartość tytułów naukowych. Naprawdę powinno to interesować środowisko, które jest zbiorowo odpowiedzialne za poziom nauki polskiej. Powinno się ono interesować wspieraniem ludzi, którzy mają osiągnięcia, ale nie są w odpowiednim układzie, a nie tych, co są w układzie preferowanym.
Czuję naprawdę dyskomfort spotykając się z tyloma przypadkami utytułowanych ludzi, którzy popełniają kardynalne błędy merytoryczne, ale także etyczne! Śmiać to mi się całkiem nie chce.

Rafał Wodzicki, ekspert eksploatacji, inżynier mechanik, dochodzeniowiec

Prof. Rońda w TV Trwam:

Fot. Katarzyna Kukieła. Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie musi dbać o swój wizerunek.

1 Komentarz

  1. Komentarz Profesora do manipulowanej prezentacji zniszczeń samolotu 101 naprawdę chwały mu nie przyniósł. Nawet mimo wspominania o kolegach z Niemiec. Nie myślałem, że coś takiego w życiu zobaczę. Dorabianie teorii do tezy o wybuchu znowu, z pomijaniem najważniejszych fragmentów wydarzeń. Np. przełamania centropłata przy szybkości 280 k m/ h. To jest naprawdę skandal nad skandalami!!!!! Trzeba być idiotą, żeby tego nie rozumieć.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: