Gdy szefom wywiadu puszczają nerwy

4
384

lake shoreFilmowcy w Hollywood doskonale wiedzą, że najlepsze scenariusze pisze życie. Wiedzieli o tym autorzy scenariusza serialu filmowego “Americans” opartego na fikcyjnych działaniach rosyjskich szpiegów, tak zwanych “nielegałów”. W tym przypadku chodzi o szpiegów, którzy nie działali pod przykrywką dyplomatów.

“Nielegałowie” mogli przybywać do USA jako imigranci, integrowali się ze społeczeństwem, zdobywali pozycję społeczną i potem wykorzystywali to w szpiegowskiej robocie. Na początku 1983 roku, sowiecki wywiad GRU otrzymał nowe dyspozycje. Należało natychmiast zostawić dotychczasowe zadania i skoncentrować się na zdobyciu informacji dotyczących szykowanego ataku militarnego na obóz socjalistyczny. Moskwa przekonana była, że wojna zbliża się szybkimi krokami. Amerykanie zaatakują lada moment, na Kraj Rad spadnie deszcz termojądrowych pocisków.

W serialu “Americans” pokazano te działania, agenci pracowali jak szaleni, ale słali uspokajające meldunki, pisali, że nie zauważyli żadnej nadzwyczajnej aktywności i nic nie wskazuje, aby obawy Moskwy były prawdziwe.

Rosyjska gorączka musiała udzielić się polskim towarzyszom. Polacy mieli zresztą swoje problemy. Po ataku na polską ambasadę w Bernie 5 września 1982 roku zastanawiano się, kto mógłby jeszcze dokonać takich ataków? W Warszawie zadecydowano, że organizacją taką może być POMOST. Mogą z karabinami wkroczyć do konsulatu przy Lake Shore Drive. Placówkom wywiadowczym nakazano zbieranie informacji o tej instytucji. Oficer wywiadu wojskowego z Waszyngtonu późniejszy generał Dukaczewski słał meldunki dotyczące działań POMOSTU.

W Chicago rezydentura informowała centralę w Warszawie, iż możliwym jest, że POMOST organizować będzie oddziały zbrojne. To postawiło Warszawę na nogi. Ostrzegano, iż nawet już przystąpiono do działania. Do paniki w Konsulacie być może przyczyniła się jedna z demonstracji, organizowanych przez POMOST, podczas której dwóch manifestantów przyczepiło się do krat za pomocą łańcuchów. Policji kilka godzin zajęło znalezienie ślusarza, który podjąłby się wykonania zadania odkucia manifestantów. Manifestanci zostali aresztowani, ale sędzia ich uniewinnił, a nawet pochwalił za właściwą obywatelską postawę, policjanta zaś pytał, czy nie należy czasem do partii komunistycznej?

Dzisiaj po odtajnieniu dokumentów chicagowskiej rezydentury wiemy, że to agent “TW Baronet” informował swoich zwierzchników w konsulacie na temat możliwości tworzenia zbrojnych oddziałów POMOSTU. Agentem tym był tak zwany biskup Bronisław Wojdyła. Wojdyła był samozwańczym biskupem, prowadził zespoły ludowe, nie miał żadnych kontaktów w organizacji POMOST. Co najwyżej słuchał Radia POMOST, może usłyszał korespondencję Lecha Zondka z Afganistanu, wyobrażał sobie świszczące kule fruwające nad głową, helikoptery, przez chwilę agent mógł poczuć się jak Rambo. Zondek rzeczywiście mówił bardzo sugestywnie, Wojdyła może się przestraszył, że jak zostanie zdemaskowany, to POMOST się z nim policzy? Wyobrażał sobie jak Zondek puka do jego drzwi i wskazuje drogę wiodącą wprost do piekła?

Być może TW “Baroneta” zaniepokoił fakt, że z POMOSTEM współpracować zaczął Rafał Gan-Ganowicz, polski żołnierz walczący ze światowym komunizmem na wielu frontach w Afryce i Azji. TW Baronet”, czyli Bronisław Wojdyła, był zapewne jednym z najcenniejszych informatorów komunistycznych służb specjalnych w Chicago. Wojdyła nie miał jednak żadnego wpływu na politykę głównych polonijnych organizacji.

Jednak w przypadku rzekomych zbrojnych oddziałów wydalony z USA nieco później konsul Deryło podkreślał wiarygodność agenta, czyli Wojdyły. W Polsce zaś POMOSTEM straszono. Nic dziwnego, że Prokuratura Generalna wydała komunikat ostrzegający Polaków przebywających poza granicami kraju przed kontaktami z POMOSTEM. Grożono wieloletnim więzieniem, a nawet karą śmierci. Oświadczenie Prokuratury Generalnej opublikowały gazety krajowe z “Trybuną Ludu” na czele.

Niestety, żadne oddziały jakoś nie lądowały na plaży w Łebie oraz nie rozpoczynały marszu na Warszawę. Żadne oddziały zbrojne nie atakowały także placówki konsularnej przy Lake Shore Drive. Nawet stonka ziemniaczana, przed którą zawsze ostrzegali komuniści nie wysypywała się z imperialistycznych balonów. Jedynie Roman Puciński otwarcie domagał się likwidacji konsulatu. Także lokalna telewizja w kilku odcinkowym serialu pokazała konsulat PRL jako gniazdo wrednych, komunistycznych szpiegów.

Skoro na plażach Łeby panował spokój należało pokazać, że to zagrożenie istnieje naprawdę. Dlatego nie po raz pierwszy posłużono się fałszerstwem.

W Niemczech w ośrodkach polonijnych, a potem we Francji oraz Wielkiej Brytanii pojawiły się ulotki, odezwy podpisane przez mitycznego pułkownika Górnego. Pułkownik Górny wzywał do wstępowania Polaków do oddziałów zbrojnych. Dużymi literami nawoływano: “Rodaku zgłoś się do najbliższego przedstawicielstwa POMOSTU działającego w kraju twojego osiedlenia, odpowiedzialnego za szkolenie specjalnych specjalnych formacji bojowych. Zgłaszającym się oferowano godziwe wynagrodzenie oraz dobre warunki socjalne.

Pod odezwą widniały podpisy: Piotra Jeglińskiego, Krzysztofa Turowskiego, Waldemara Ziemnickiego orz Andrzeja Jarmakowskiego, a więc osób autentycznych. Ziemnicki, młody zdolny poeta, był szefem oddziału POMOSTU w Kolonii.

W Chicago wspomnianej odezwy nie kolportowano, ale za to pojawił się falsyfikat wydrukowany na firmowym papierze pomostowego Komitetu Odwołania Jałty, kierowanego przez Adama Kiernika. W odezwie zatytułowanej Rodacy informowano, że POMOST tworzy specjalny Wydział do spraw Walki ze Światowym Komunizmem. Wstępować do Wydziału mieli Polacy gotowi wszystko poświęcić dla idei niepodległości Polski.

Nieco wcześniej rezydentura podszywając się pod POMOST wydała oświadczenie, rzekomo jako POMOST, w którym ostro zaatakowano Kongres Polonii Amerykańskiej. Odezwa wydrukowana została w “Dzienniku Związkowym”, zaś redaktor Jan Krawiec ostro POMOST zaatakował. POMOST wydał szybko oświadczenie odcinając się od tego tekstu. Prowokacja szybko wyszła na jaw. Podobnie wywiad usiłował skompromitować Jana Nowaka Jaziorańskiego. Wykorzystywano w tym celu podrobione listy.

Te rzekome odezwy miały wykazać, kompromitować polonijne organizacje, pokazywać je jako skrajne, mało liczące się marginalne siły. Propaganda ta nie odnosiła skutku. Polacy w kraju nie wierzyli w nic co pisze oficjalna propaganda. Za granicą wcale nie było inaczej.

Patrząc na materiały wytworzone przez chicagowską rezydenturę wywiadu, widać mizerię tej instytucji. Ogromną wagę przywiązywano do Studium Spraw Polskich. Rozpracowywaniu tej instytucji służyła akcja o kryptonimie “Mózg”. Komuniści wręcz bali się Studium, nie mieli jednak agentów, którzy mogli wpływać na decyzje, w raportach pisano o treści artykułów, znano opinie czołowych postaci Studium, opinie te jednak przedstawiano jawnie. Panicznie obawiano się, że Studium stanie się ważnym intelektualnym zapleczem dla KPA. Na szczęście dla rezydentury Mazewski pogonił profesorów, nie chciał bowiem takiego zaplecza.

Agent o kryptonimie “Astral” informował o sytuacji w Związku Narodowym Polskim. Z kolei “Palik” pisał o działaniach POMOSTU. Jednak co ciekawe rezydentura miała bardzo marne pojęcie działaniach POMOSTU, zwłaszcza tych nie dotyczących bezpośrednio Polski. W raportach rezydentury nie nie informowano o działaniach POMOSTU w ramach w sprawie ‘Contras”, czy w ramach “Freedom Federation”. Rezydentura wiedziała o tym co przeczytała w kwartalniku, usłyszała z radia, albo zobaczyła z okna konsulatu.

Także w przypadku Kongresu rezydentura nie miła agentów posiadających bezpośredni wpływ na decyzje, choć tam stopień penetracji był stosunkowo wysoki. W swoich raportach rezydentura wielokrotnie skarżyła się na atmosferę szpiegomanii, co utrudniało działania wywiadowcze, pisano, że fotografowano osoby wchodzące do Konsulatu, co znacznie utrudnia pracę.

Amerykanie nie chcieli rozpoczynać III wojny światowej, jak sądziło kierownictwo GRU w Moskwie. Można powiedzieć, że w tym przypadku szefowie rosyjskiego wywiadu zupełnie fałszywie odczytali amerykańskie intencje. Także niewielki wpływ na rzeczywistość miały fałszywe dokumenty podrzucane przez polski wywiad. Raczej odnosiły one odwrotny efekt od zamierzonego, zwiększając popularność rzekomych radykałów.

Prowokacje z wydawaniem fałszywych oświadczeń nawołujących do wstępowania do nieistniejącej armii były prymitywne i nie mogły odegrać poważniejszej roli. Często czytając te stare dokumenty widząc tę dziecinadę wierzyć się nie chce, że ci ludzie byli tak mało oryginalni i nie potrafili stworzyć nic lepszego. To nie były rzecz jasna jedyne działania rezydentury.

Rezydentura na przykład w ramach akcji ‘Pirania” rozpracowywała organizację ‘Polska Walcząca”.

Do tematu będziemy rzecz jasna wracać.

Andrzej Jarmakowski

Ulica Lake Shore Drive, okolice konsulatu, czyli dawnej rezydentury: Foto: yochicago.com

 

 

4 Komentarze

  1. Bardzo ciekawi mnie historia tw baronet. …. wydaje mi sie ze znam tego czlowieka i chcialabym cos wiecej na jego temat sie dowiedzieć. . Gdzie moge znalezc jakiekolwiek informacje na temat jego ”pracy”’pracy” i działalności wywiadowczej

  2. Bardzo ciekawi mnie historia tw baronet. …. wydaje mi sie ze znam tego czlowieka i chcialabym cos wiecej na jego temat sie dowiedzieć. . Gdzie moge znalezc jakiekolwiek informacje na temat jego ”pracy”’pracy” i działalności wywiadowczej

  3. najpełniej na ten temat pisze Janusz Wróbel w książce Emigracja Solidarnościowa w Chicago 1989-1989. Pewnie warto jednak siegnać do dokumentów w IPN…

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: