Gdy odwaga nic nie kosztuje

0
314

SKLEPPolska i Europa żyją rozpoczynającymi się właśnie piłkarskimi mistrzostwami Europy. To największa sportowa impreza jaka odbywa się w wolnej Polsce. Także tu w Chicago pewnie wielu z nas będzie śledzić wydarzenia na stadionach Polski i Ukrainy. Gdyby jednak wierzyć niektórym polonijnym mediom, można odnieść wrażenie, że zamiast sportowego święta, mimo pozytywnych recenzji świata mamy do czynienia z kolejną katastrofą.

To prawdziwym fenomen. Niewielka garstka ludzi z wielką pewnością siebie poucza resztę o tym jak wygląda patriotyzm, wyrokuje co jest prawdą, a co kłamstwem. Tworzy własny nie istniejący realnie świat. W cenie jest głupota, kłamstwo i pospolite matactwo. Byle tylko udowodnić, że tam nad Wisła odbywa się jakaś katastrofa. Przecieram oczy ze zdziwienia. Gdyż dawniej, gdy odwaga coś tam jeszcze kosztowała jakoś ich nie było widać. Chowali się po katach albo za wersalką w sypialni. Odważni to oni stali się po roku 1989. To wówczas odwołując się do Norwida wstąpili na działo i spojrzeli na pole. Jak Don Kichot pod wiatrakiem ujrzeli obcy, wrogi tłum i rozpoczęli swoją trwającą do dziś krucjatę przeciwko rozumowi i przyzwoitości. Dlatego zanim na warszawskim stadionie narodowym rozlegnie się pierwszy gwizdek postanowiłem spojrzeć w przeszłość. Co robili ci wielcy bohaterowie dziaiaj usiłujący się przedstawiać jako wcielenie cnót wszelkich? Dawno temu Pani Łucja Śliwa obecnie sprzedająca każdego dnia nową katastrofę i tak dzielnie walcząca o nową, prawdziwie wolną Polskę pracowała w programie Roberta Lewandowskiego. Cóż to był za program? Młodsi nie pamiętają, zaś rozmaici naiwni przedstawiają Lewandowskiego jako nestora polonijnego dziennikarstwa. Odwołajmy się więc do historii.

W latach siedemdziesiątych, kiedy władzę w PRL objęła ekipa Edwarda Gierka zwyciężała w Biurze Politycznym KC PZPR koncepcja budowania mostów mostów między krajem a emigracją. Choć niepodległościowa emigracja konsekwentnie bojkotowała reprezentantów reżimu PRL komuniści znaleźli w Chicago ludzi, którzy pomagali tworzyć nowy wizernek PRL, kraju rzekomo rozwijacego się i nowoczesnego. W pierwszym szeregu tych miłośników PRL stał właśnie Robert Lewandowski. Otrzymywał on z Warszawy gotowe, odpowiednio spreparowane materiały telewizyjne. W trudnej sytuacji znalazł się po czerwcu 1976 roku, kiedy w Polsce zaczęła tworzyć się opozycja demokratyczna. Do Chicago poczęły docierać pierwsze niezależne wydawnictwa. Na próżno było o nich szukać informacji w jedynym wówczas programie telewizyjnym nadawanym w języku polskim. Cenzura działała jednak i wcześniej. Tylko jeden przykład z tego okresu. 22 lipca 1974 roku odbyła się manifestacja pod zakupionym za $180.000 pałacykiem – prywatną rezydencją Konsula Generalnego PRL w miasteczku Wilmette. W manifestacji uczestniczyli kombatanci oraz młodzież z Koła KPA. Na niesionych transparentach wzywano Związek Radziecki do opuszczenia Polski, wskazywano że komunizm jest wrogiem wolności, a Polska nie jest krajem wolnym lecz znajduje się pod sowiecką okupacją. Rzecz jasna o manifestacji Lewandowski nie poinformował, zaś w programie radiowym stierdził, że lepiej zajmować się swoimi sprawami. Pracownicy konsulatu czuli się zaś bardzo pewnie. Do uczestników manifestacji ochrona domu konsula krzyczała, że jeszcze będą oni w Ameryce rządzić i wówczas się z manifestantami policzą. Podobną praktykę Lewandowski stosował wcześniej. Kiedy polonijna młodzież podczas tradycyjnej parady polonijnej z okazji 3 Maja niosła hasła polityczne, w relacji telewizyjnej Lewandowskiego zostały one wycięte. To właśnie wyraźnie funkcjonująca cenzura spowodowała, że polonijna młodzież zaczynała wydawać swoje pisma, za własne pieniądze powielała krajowe pisma podziemne i kolportowała je w Chicago. Główne media polonijne zachowywały milczenie.

Rzecz jasna przełomowymi momentami było powstanie „Solidarności” i potem wprowadzenie stanu wojennego. Zanim Jaruzelski wyprowadził czołgi na ulice w USA obawiano się w Polsce interwencji sowieckiej. Nigdy tego nie potrafił dokonać KPA, ale młodzież skupiona w organizacji POMOST opublikowała list do Ronalda Reagana wykupując całostronicowe ogłoszenie w New York Times. Lewandowski milczał, proponując jak zwykle „łyk czarnej kawy”.

Po wporowadzeniu stanu wojennego POMOST wydał oświadczenie.

W związku z zaistniałą w Polsce sytuacją, gdzie zdrajcy spod znaku PZPR pod przwództwem Jaruzelskiego w brutalny sposób depczą podstawowe prawa Narodu Polskiego rozpoczynamy od dnia 15-12-1981 „Wartę Solidarności z Narodem Polskim”. Warta odbywać się będzie codziennie pod Konsulatem PRL w godzinach od 7 do 10 wieczorem. Prosimy o poparcie naszej akcji i wzięcie w niej udziału z pochodniami i transparentami. Równocześnie oświadczamy: „Wszystkim wiadomo, że w systemie komunistycznym żadna tego typu akcja /stan wyjątkowy/ nie może być przeprowadzona bez zgody /czytaj nakazu/ Moskwy. Nie ulega więc wątpliwości, że decyzja Jaruzelskiego jest niczym innym, jak tylko przeprowadzoną polskimi rękoma inwazją na Naród Polski. W związku z powyższym żadamy zamrożenia wszelkich stosunków dyplomatycznych i handlowych z juntą PRL, która od tej chwili nie jest nawet pozorną reprezentantką Narodu Polskiego, a tylko sowiecką agendą. Domagamy się ponadto restrykcji w stosunku do Rosji Sowieckiej. Przypominamy, że każdy kto w jakikolwiek sposób współpracuje z reżymem, bierze na siebie pełną odpowiedzialność za zakuwanie Narodu Polskiego w kajdany”.

Od tego dnia pod Konsulatem PRL odbywały się codzienne warty. 19 grudnia odbyła się wielka manifestacja z udziałem około 7000 osób. Konsulat oblany został czerwoną farbą, której ślady przez wiele dni widniały na murach komunistycznej placówki. Manifestacje odbywały się we wszystkich innych większych miastach Ameryki i Kanady. Młodzież z POMOSTU odpowiadała w ten sposób na apel podziemnej „Solidarności” proszącej o ich organizowanie co pomagało utrzymać zainteresowanie polską sprawą w mediach. No właśnie. Powstała paradoksalna sytuacja. Bezpośrednie relacje z manifestacji pod konsulatem nadawały wówczas wyszystkie lokalne dzienniki telewizyjne. Opisy manifestacji wraz z rozmowami z uczestnikami publikowały „Chicago Tribune” i „Sun Times”. Tylko w polonijnym programie telewizyjnym panowała cisza. Cenzura w programie Lewandowskiego była tak szczelna jak w warszawskim dzienniku, gdzie także życie, jak zapewniano, wracało do normy. 15 grudnia 1981, gdy pod Konsulatem PRL odbywała się największa manifestacja Lewandowski nadawał reportaż o historii Jasnej Góry zrealizowany rzecz jasna w Warszawie. To właśnie zapis cenzorski na przedstawianie ważnych wydarzeń spowodował przyspieszenie i powstanie Radia POMOST tuż po wprowadzeniu stanu wojenngo.

Z czasem także w programie Lewandowskiego zaczęły pojawiac się i zdania komentarza. „Po co oni strajkują?” W 1988 roku, gdy komuna już chyliła się ku upadkowi, tuż po pamiętnych strajkach w Nowej Hucie Lewandowski powiedział: „Gdyby zabrali się do roboty i pot im po dupie spływał odechciałoby im się tego strajkowania”. Jednak nie odechciało się i komuna upadła. Odwaga przestała kosztować. Już nie trzeba było martwić się o paszport konsularny, czy o funkcjonowanie własnej firmy polonijnej.

Jeszcze jeden przykład. Igrszyska Olimijskie w Los Angeles e 1984 roku. Trwała wówczas akcja zmierzająca do odwołania przez Kongres USA układów jałtańskich, zresztą zakończona powodzeniem. W trakcie Igrzysk nad olimpijskimi arenami latał helikopter z wielkim transparentem „Odwałać Jałtę”, tyle że po angielsku. Pokazywały go wszystkie telewizje. Zaś najlepiej do mediów przebito się, kiedy hasło „Renounce Yalta” zawieszono na słynnym napisie Hollywood. Wówczas niemal wszystkie stacje telewizyjne w USA przerwały program, aby poinformować o tym wydarzeniu. Oczywiście Robert Lewandowski nie wspomniał ani słowem.

Rzecz jasna przykłady cenzury w programie Lewandowskiego mnożyć można w nieskończoność. To długa i ponura księga hańby. Doprawdy nie było żadnej różnicy między Wydziałem Propagandy KC PZPR w Warszawie a programem Roberta Lewandowskiego nadawanym w Chicago. Dzisiaj zastanawiam się jak to możliwe, że osoba, która pracowała w tej propagandówce i przez lata nie widziała w tym nic złego tak znakomicie przejrzała na oczy, zrozumiała czym jest prawdziwy patriotym i prawda. Ta prawda to sztuczna mgła, dwa samoloty i dobijanie rannych w Smoleńsku i rządy obcych agentów w Polsce. Tak jak w atmosferze absurdalnej propagandy żyliśmy wówczas tak i żyjemy dzisiaj. Powinno to skłaniać do zastanowienia i refleksji.

Andrzej Jarmakowski

 

 

 

 

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: