Dziennik zarazy

0
41
SLOWA KLUCZOWE: WEDLINY MIESO DEGUSTACJA FIRMY


Pielęgniarka, sądząc, że zarazi męża, podcięła sobie gardło ( France Inter). Polskie pielęgniarki, zamknięte z zarażonymi w Domach Pomocy Społecznej jak w domach zadżumionych. Dwie, trzy na kilkanaście, kilkadziesiąt osób. Szwedzi podwyższyli służbie zdrowia pensje o 200%. Nawet Putin zarządził podwyżki dla personelu medycznego. U nas podwyżkę dostała policja. To o czymś świadczy, kto będzie bardziej potrzebny w państwie policyjnym, gdy zagrożenie opadnie.
Piotr mówi, że tylko Wajrak w mundurze, nie wlepiłby mi mandatu za chodzenie do katedry natury. Ale skoro w kościele, zgromadzenie 5 osób nie jest karalne, to pójście do lasu w celach kultowych też powinno być dozwolone. Powierzchnia większa, więc mniejsze ryzyko zarażenia. Jestem wyznawczynią zaprzyjaźnionego dębu, po prostu mnie uspokaja. Ludzki przyjaciel – #ŁukaszŁuczaj wyliczył go na 300 lat.

Pokazał też jak nie wyjść z lasu głodnym, nawet zimą. Łukasz oprócz tego, że jest profesorem biologii na rzeszowskiej uczelni zna Chiny i chiński. Od dawna przewidywał nadejście takiej globalnej katastrofy. Najbliższym kupował pierzyny na przetrwanie. Instruował ludzkość książkami o tym, co z dzikiej przyrody nadaje się do jedzenia. Łukasz „Wszystkojad” ( umie przyrządzić korzonki, robaki a nawet łożysko swojej żony) wyznawca natury, przeżyje, psychicznie i fizycznie okopany w swoim biologicznym schronie na Podkarpaciu,
Chodzę do lasu się wypłakać. W domu człowieka podtrzymują pancerze ścian – staram się być optymistyczną żoną, rozsądną matką. Przy piecu i lodówce – zaradną gospodynią. W pracowni obserwuje mnie spod ironicznie zmrużonych powiek – posążek Buddy. Patrzy w głąb siebie, olewając złudzenie realu. To mnie trzyma, ale w lesie jestem sama i mała. Czuję dziecięce, bezradne łzy rozżalenia i strachu. Wzrusza mnie muzyka, przeraża powolne odchodzenie odizolowanej mamy. Dawniej liczyło się ile osób można zaprosić na imprezę, teraz kogo spośród bliskich pominąć w dozwolonej, pogrzebowej czwórki. Matka sąsiadki, staruszka, zaczęła się uskarżać na bóle rąk. Tak je zaciska oglądając telewizję. Emeryci z wysoką, według nich emeryturą, 1500 zł, oddają trzynastkę na pomoc szpitalom. Owsiak zbiera kasę, telewizje prywatne i zwykli ludzie. A 2 miliardy w domyśle 10 na TVP, nie do ruszenia.
Boję się o przyszłość maturalnej Poli. Żeby opuścić gniazdo trzeba mieć dokąd polecieć, a nie ścianę przed sobą. Już i tak wystarczająco ponure myśli zagłusza mi głos megafonów z pobliskiej stacyjki. Zamiast zapowiadać przyjazdy i odjazdy pociągów, każe zostać w domu. Atmosfera przypomina książki Dicka: ludzie chronią się przed Androidami ( zarażonymi), paranoja izolacji, zagrożenie dyktaturą, budzą się zmarli.

Ptaki uspokojone ludzką ciszą zmieniły tonację, albo nadleciały nowe gatunki. Dzięcioły nie stukają. Tej wiosny wydają industrialne odgłosy borując pnie. Rezonuje to jakby uprawiały rezonans magnetyczny drzewa.
Moi przyjaciele z „Teatru 8 dnia”,, weterani opozycji, prześladowani przez komunę, muszą na kwarantannie pokazywać się w oknie policjantom. Przedstawienie tożsamości, gdyby mogli je zobaczyć w kryształowej kuli 30 lat temu….
Fryzjerka, z którą konsultowałam zmianę mojej trupiej poświaty na lepiej rokujący kolor w walce o respirator, znalazła dzięki zarazie miłość. Zamknięta z powodu powycieczkowej kwarantanny, nawiązywała coraz bliższe kontakty ze sprawdzającym ją młodym policjantem. Gorliwie przychodził po godzinach, już sam, bez patrolu, popatrzeć. Nie przekraczając rygorów odosobnienia rozmawiali po kilku dniach, przez okienko facetimu. Do zakupów zostawionych na schodach, Romeo dołączał tulipana gratis. Życzę im jak najlepiej. Nie tylko ja, los też im sprzyja. Podwyżka dla policji przyda się im na nowej drodze życia.

Manuela Gretkowska

Tekst oryginalnie ukazał się na profilu pisarki

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: