Dyktatu najniższej ceny nigdy nie było

0
391

Dziś tryumf wielki w mediach: koniec dyktatu najniżej ceny! Tryumf partii wnioskującej też – tak krytykowanej. Czytam dalej, w tym obecny w internecie projekt, który jest wskazywany jako ten sukces i się dziwuję. Raz już na ten temat pisałem, po takiej uchwale w parlamencie europejskim. Dziś mogę powtórzyć to, co wtedy: jest to szum informacyjny, wynikający nie tyle z niezrozumienia przyczyn nadmiernego stosowania kryterium najniższej ceny, co z umiejętności przeciwdziałania temu. Jest ono także potrzebne, bo bywają sytuacje awaryjne, gdy nie można sobie pozwolić na zbyt wygórowane wymagania z powodu braku czasu lub środków.

Z działań Najwyższej Izby Kontroli wynikło, że 90% przypadków przetargów w sferze publicznej opierało się na kryterium najniższej ceny. Ale czy z tego wynika, że przepisy były w tej sprawie źle i trzeba enumeratywnie uczyć każdego kierownika eksploatacji co ma napisać w specyfikacji przetargowej? To przecież tak jak walka z biurokracją jako taką, o czy dopiero co pisałem. Tak biurokracja rośnie wraz z brakiem kompetencji eksploatacyjnych kierowników, tak i ten brak kompetencji powoduje posługiwanie się kryteriami prymitywnymi ze strachu przed podobnymi ludźmi znajdującymi się na wyższych stanowiskach. Bo praca wśród ludzi wyznaczanych na stanowiska wg układów odbywa się w stałym zagrożeniu. Jeśli ktoś jest tchórzem to jest kunktatorem i na wszelki wypadek stosuje kryterium najniższej ceny, bo przecież wyżej jest ktoś kto żąda efektów natychmiastowych działalności, a jeżeli jest odważny jest atakowany za wychylanie się z niewiadomy skutkiem. Sądy w ogóle nie rozumieją takich spraw, choć pozorują wszechwiedzę i zachowują się agresywnie często, żeby tę niewiedzę pokryć. W telewizji tego nie widać: tam sądy są wzorcowe wprowadzając ludzi w błąd.

Kiedy czyta się ustawę o zamówienia publicznych można zauważyć często nieudolność formułowania myśli i chęć zastąpienia własnego myślenia ją stosujących. Chęć stworzenia podkładki dla każdego głupiego. Czyli zakłada, że każdy głupi może być kierownikiem eksploatacji! I nic mu się nie dzieje jeśli stosuje w sposób nieuzasadniony kryterium najniższej ceny.

Do punktu 2. art. 91 wciśnięto „innowacyjność proponowanych rozwiązań” pomiędzy dotychczasowe sformułowania. W uzasadnieniu dodano, że wszyscy są zgodni, że innowacyjność jest ważna. Ano jest ważna, ale od zapisów się nie zastosuje. Nikt nie zauważył, że tekst jest kiepski i że należy go przeredagować. Przede wszystkim trzeba zrozumieć czemu ma służyć postępowanie przetargowe. Ma służyć wyborowi najlepszego pod względem eksploatacyjnym, a więc techniczno-ekonomicznym rozwiązania. Tekst widocznie posługuje się słownictwem potocznym i dlatego nie ma w nim tego.

Zapis prawny powinien być syntetyczny, zrozumiały dla wszystkich, a nie zastępujący wiedzę niewłaściwych osób, które dostały się na stanowiska – „przypadkowo” wybrane i odpowiednio się ustawiające w układach. Można tu kolejny raz zacytować to, co powiedział do mnie jeden z takich dyrektorów, żeby zwalczać moje właściwe działania: DZIŚ NIE JEST CZAS BOHATERÓW A CZAS UKŁADÓW. Był to człowiek, który interesował się historią, ale tylko jako czymś z książek czy internetu, a nie jako częścią życia. Najważniejsze dla niego było przypodobanie się jego koledze – wybrańcowi narodu. Ten znowu twierdził, że nie należy mówić o kompetencjach eksploatacyjnych (ich braku), bo się ktoś może OBRAZIĆ. Tacy ludzie bez kłamstwa nie żyją, bo przecież może się OBRAZIĆ ten z układów. Na pewno rozpoznają siebie, ale starają się kłamliwie wmawiać sobie, że to nie tak… To tylko ten Wodzicki: jak on mógł nie paść na kolana i mówić o jakichś kompetencjach eksploatacyjnych czy kwalifikacjach???

Spróbowałem napisać syntetyczny tekst tego 2. punktu (nie da się przepisami prawnymi zastąpić wiedzy fachowej z zakresu terotechniki):

Kryteriami oceny oferty są planowane i udokumentowane koszty eksploatacji w całym okresie życia obiektu we wszystkich aspektach wraz z ceną zakupu. Cena zakupu nie powinna stanowić głównego kryterium bez uzasadnionej potrzeby. Ponieważ eksploatacja czegokolwiek jest eksploatacją środowiska, szczególnie ważnym aspektem jest poziom oddziaływania na środowisko.

Sprawy innowacji nie są czymś co powinno być tu umieszczane. Nie zawsze chodzi o sprawy innowacyjne i należy ten parametr traktować jako element wiedzy kierowników. Ktoś kto nie jest innowacyjny nie stanie się innowacyjny od zapisu w długiej ustawie, w artykule 91. Innowacyjność jest jednocześnie zawarta w każdym aspekcie tego punktu. Tak naprawdę nawet aspekt ekologiczny jest zawarty w pierwszym zdaniu.

Niektórzy się denerwują, że jestem ekspertem niezależnym i nie ukrywam tego. Wspomniani dyrektorzy także, a przecież to świadczy o tym, że nie powinni być na tak wysokich stanowiskach. Że motywacją ich jest utrzymać się na stanowisku przypodobując się aktualnym ludziom władzy, którzy przecież też nie mają zbytniej wiedzy o eksploatacji. Czy zastąpi ją chęć szczera?

Tak więc dyktatu najniższej ceny nie było nigdy. Był i jest dyktat niekompetencji kierowników osiągających swoje stanowiska nie z powodu wyjątkowych kwalifikacji, tylko z racji bycia w układzie znajomościowym. To oni mnożą wydatki – w tym zwiększając zatrudnienie i biurokrację, które mają zastąpić kompetencje eksploatacyjne lub tworzyć mętną wodę do łowienia. Z czasem nabierają też przekonania, że to, co oni chcą jest najważniejsze, bo przecież są na stanowisku. Dobry zarządca nie musi mieć wszystkiego zapisanego w ustawie, bo sam umie nawet to, czego w ustawie zapisać się nie da.

Obrażeni na mnie za mówienie prawdy obrażą się jeszcze raz za to, co tutaj napisałem. Ktoś mi napisał, że w Niemczech bym zarabiał góry pieniędzy z moją wiedzą. A w Polsce trzeba znosić nawet łobuzów na stanowiskach mnożących koszty i psujących atmosferę. Żadna ustawa tego nie zmieni: musi zadziałać weryfikacja kierowników eksploatacji na szeroką skalę. Inaczej takie zmiany też obciążają podatnika niepotrzebnie. Nie jest to też dobre prawo. Dużo drobnych zmian co chwila powoduje chaos.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

Fot. Rafał Wodzicki: Warszawa, ul. Poligonowa – jeden z licznych tu przykładów skrajnej głupoty projektantów i odbiorców…. Było zapewne tanio i innowacyjnie. Podatnik zapłacił…Zapłaci też za poprawki.