Czy znajdą Świętego Graala?

0
356

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZdaje się, że 12 października w restauracji należącej do rodziny sołtysa Niles, odbywał się bankiet organizowany przez Wydział Stanowy Kongresu Polonii Amerykańskiej. Tegoroczne nagrody otrzymali doktor Nowaczyk za udział w badaniu katastrofy smoleńskiej. Wyróżniony został także ksiądz zajmujący się w Chicago Radiem Maryja. Rok wcześniej nagrody dostali profesor Binienda, rzecz jasna, za wkład w badanie katastrofy smoleńskiej oraz Łucja Śliwa. Polonia w USA ma wielki wkład w prace zespołu Antoniego Macierewicza i badanie katastrofy smoleńskiej, czego dowodem nagrody KPA i nabożny nastrój w trakcie spożywania kotleta z kapustą.

W Chicago dla nawiedzonych, zgromadzonych w Wydziale Stanowym KPA wyróżnienie ludzi z uniwersyteckim dorobkiem jest ważne. Mogą sobie wyobrazić, że katastrofę smoleńską w zespole Macierewicza badają prawdziwi naukowcy, z ludzie z naukowym dorobkiem i to jeszcze w Stanach Zjednoczonych.W ten sposób najbardziej fantastyczne teorie,czy piramidalne brednie zyskują naukowy glejt.  Przynajmniej tak myślą niektórzy. Stają się rzekomo częścią naukowej dyskusji. No tak, będziemy mieli kolejną naukową ,rzekomo konferencję smoleńską. Choć spora część działaczy KPA nigdy nie zdała byle matury, chętnie sfotografują się ze smoleńskimi profesorami. Będzie to dla nich dowód, że jednak był zamach, wybuch, czego dowodziły przecież parówki w mikrofali. Fakt, że kilku szarlatanów pozwala autorytet nauki wykorzystywać do rzekomego badania katastrofy smoleńskiej nie świadczy jeszcze o tym, że ktokolwiek dokonał tam zamachu, choć z pewnością wielu szaleńców obecnych na bankiecie, zdanie ma zupełnie przeciwne.

Mam dla nich bardzo kiepską wiadomość. Fakt pracy na uczelni, wcale nie gwarantuje tego, że mamy do czynienia z prawdziwą nauką. Naukowcy niestety często bywali wykorzystywani do celów politycznych. Tworzyli bzdurne teorie, pisali bzdurne prace, tylko po to, aby zadowolić swoich promotorów. Podam tutaj garść historycznych przykładów na to, że naukowe tytuły nie zawsze dodają splendoru. Profesor Binienda i Nowaczyk należą do długiej listy ludzi z naukowymi tytułami, którzy opowiadali brednie, kompromitowali uczelnie, stanowili wraz ze swoimi teoriami obrazę dla ludzkiego rozumu. Nie sugerują, że działaczy KPA , czy innych laureatów KPA, cokolwiek łączy z ideologią dla której pracowali wymienieni poniżej naukowcy. Chodzi tutaj o to, że pozwalali na wykorzystanie swojego autorytetu, czy może gorzej autorytetu nauki, do niecnych, mało szlachetnych celów.

Politycy wielokrotnie fałszowali historię. Znakomity przykład mamy teraz, kiedy jakieś rosyjskie towarzystwo historyczne proponuje zbudować pomnik pomordowanych w Krakowie rosyjskich jeńców.

Ustroje totalitarne zawsze miały kłopot z nauką. Wielki problem miała III Rzesza. Nie mogła przecież przyznać, że żydowska teoria względności wymyślona i opisana przez Alberta Einsteina jest prawdziwa. Żyd nie mógł stworzyć niczego ważnego, przede wszystkim prawdziwego Dlatego jako antidotum na “żydowską fizykę”, III Rzesza poparła tak zwana “teorię lodową”. Zwolennikami teorii lodowej byli niemal wszyscy przywódcy III Rzeszy, a tym Adolf Hitler i przede wszystkim Heinrich Himmler, dowódca “SS”. Teorię wymyślił egocentryczny naukowiec Hans Hörbiger. Twierdził on, że u podstaw wszystkich zjawisk w kosmosie tkwi lód, którego jest mnóstwo, sporo na przykład na księżycu. Wszechświat powstał jak masa lodu zbliżyła się do gwiazdy. Wówczas lód się stopił i nastąpił wielki wybuch, no i już. Proste, jasne, bez trudnych równań, każdy zrozumie, nawet Hitler.

Na polecenie Himmlera organizowano konferencje naukowe, ludzie otrzymywali tytuły profesorskie, powstawały prace doktorskie oraz magisterskie rzecz jasna. Himmlerowi, który poszukiwał hipotetycznej, cudownej rasy aryjskiej podobała się ta teoria, gdyż lód był biały, więc aryjski. Arktyka, z białym lodem i śniegiem była kwintesencją aryjskości jak napisał jeden z doktorantów.

“SS” w swojej ideologii i obrzędach chętnie nawiązywał do zwyczajów pogańskich. Jednak Himmler wiedział, że łatwiej byłoby Niemcom panować w Europie, gdyby udało się udowodnić, iż przedstawiciele rasy aryjskiej ratowali Jezusa Chrystusa, że powierzono im boskie tajemnice. Dlatego Himmler nakazał poszukiwania świętego graala, czyli naczynia, z którego korzystał w trakcie Ostatniej Wieczerzy Jezus Chrystus.

Himmler zdecydował się na szukanie dowodów i poszukiwania graala zgodnie ze wskazówkami zawartymi w starej katarskiej legendzie. Katarzy byli manichejczykami. Manicheizm w II oraz III wieku stanowił poważną konkurencję dla chrześcijaństwa. Został jednak wytępiony, potem odrodził się na terenach Turcji za czasów cesarzowej Teodory, zaś w IX wieku na terenach obecnej Bułgarii, aby potem rozkwitnąć pełnym blaskiem na południu Francji. Kościół uznał oczywiście Katarów zwanych także Albigensami za heretyków i tępił bezlitośnie. Katarzy stworzyli jednak odrębną kulturę oraz religię zaś jej zniszczenie porównać, chyba można do zagłady Majów. Ideologia Katarów jest nad dość dobrze znana dzięki zachowanym dokumentom inkwizycji.

W każdym bądź razie papież Innocenty III w 1202 roku zorganizował krucjatę przeciwko katarom. Kiedy w 1244 roku Katarzy bronili swojej ostatniej górskiej twierdzy w Motsegur, legenda głosi, że kilkunastu katarów zeszło po górskim urwisku niosąc ze sobą graala. Do katarów trafił po jednej z pierwszych wypraw krzyżowych, Katarzy byli według ludowego przekazu strażnikami świętego graala.

Na polecenie Himmlera ruszyły do południowej Francji zastępy archeologów, badano liczne tunele pod twierdzą, pewnie wykopane jeszcze przez Katarów. Graala jednak nie znaleziono. Rozkopywano pola ze zbożem.Powstawały rozmaite teorie, prace naukowe, opisujące historie jak graal trafił do Katarów. Sypały się ordery i tytuły naukowe. Ciekawe, że nikt z faszystowskich pseudointelektualistów nie wpadł na pomysł, że graala do Francji przywiozła ze sobą piękna aryjska blondynka, Maria Magdalena, która rzeczywiście była we Francji, choć wcale pewnie nie należała do założycielek dynastii Merowingów, jak twierdził w swojej fascynującej powieści Don Brown.

Tak więc lista kopniętych naukowców jest długa. Czytając albo słuchając sprawozdań z bankietu, czytając listę przyznanych nagród warto pamiętać o tym, jak naukowcy często dawali wykorzystywać się do rozmaitych celów. Czy Nowaczyk lub Bienienda wierzą w smoleński wybuch, czy tylko obiecano im jakieś korzyści? Tego nie wiemy. Historia uczy jednak, że uniwersytecka kariera wcale nie dowodzi tego, że głoszone poglądy są słuszne, czy nawet tylko prawdopodobne. czsami to zwykłe banialuki.

Montsegur, ostatni bastion oporu Katarów. Foto: survooldefrance.fr

Andrzej Jarmakowski

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: