Czy jest z nami prezydent?

1
33


Coś złego dzieje się z prezydentem Andrzejem Dudą. Do tej pory był impulsywny i teatralny. Teraz stał się histeryczny, jak dziecko, o którym zapomniał św. Mikołaj.

Wszędzie tam, gdzie padają argumenty za utrzymaniem niezawisłości władzy sądowniczej, zaraz pojawia się Andrzej Duda i krzyczy o “kaście” i “państwie w państwie”. Nikt inny nie szczuje na sędziów z taką zajadłością, ja on. Doktor prawa, który chce upolitycznienia sądów. Trudne do wyobrażenia. Można to jednak wytłumaczyć.

Duda wcale nie dąży do konsensusu. Paradoksalnie, właśnie konflikt z Unią i wewnętrzne walki z sędziami, zapewniają mu status zatroskanego prezydenta. Duda raczej chce utrzymać stan permanentnego wrzenia. Właśnie dlatego jego komentarze dotyczące polskiego środowiska prawniczego wywołują głębsze napięcie. Duda niczego nie rozwiązuje i niczego nie łagodzi, a jątrzy i skłóca.
Robi to celowo.

Z prostego powodu. Stabilizacja naszych stosunków z Unią, a już z pewnością powrót Polski do praworządności, natychmiast obnaży go jako największego niszczyciela polskiej demokracji. Dlatego każda propozycja naprawy sytuacji jest przez niego kontrowana. Dudzie natomiast niewiele grozi, gdy polskie sądownictwo zostanie podporządkowane partii, a Ziobro będzie mógł pstrykać w “niewygodnych” sędziów, jak w kapsle po piwie.

Kaczyński jest złym człowiekiem, paranoikiem, pchanym być może kompleksami i chorobliwą potrzebą zemsty, ale jego czas powoli mija. “Srebrna” mu nie wyszła, ale na odchodne dostanie coś od “wdzięcznego narodu”. Urządzi się jakoś. Z Dudą jest inaczej. Musi zostać i nadal udawać prezydenta.

Jego ponowny wybór mógłby mu przynieść chwilową ulgę, ale on spogląda dalej. Wie, że jego prezydentura kiedyś minie i wtedy wypłynie złamana Konstytucja. Już dzisiaj więc myśli, jak zabezpieczyć się na przyszłość.

Narodowy dramat, w którym jesteśmy wszyscy aktorami, przechodzi z jednego aktu w następny. Dramaturgia narasta, ale nadal nie ma epilogu. Polski prezydent, będąc zakładnikiem własnej słabości, i prawdopodobnie świadomy swojego upadku, podejmuje niesuwerenne decyzje. Gdyż myśli o własnym bezpieczeństwie, a nie o Polsce i Polakach. Jest gotowy utopić polską demokrację, aby tylko utrzymać się przy życiu.

Karabin, który wisiał w pierwszym akcie na ścianie, kiedyś wystrzeli. Coś więc musi się wydarzyć.

Dariusz Wiśniewski

1 Komentarz

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: