Co tam Rydzyk, w Chicago to dopiero wariują

0
511

ziemiaW Polsce pewne poruszenie wywołała wizyta Ojca Tadeusza Rydzyka w parlamencie. Właściciel medialnego koncernu porównał sytuację panującą w Polsce do tej z czasówIII Rzeszy. Domagano się wykreślenia tych słów z protokołu. Dziennikarze ruszyli do ataku, twierdząc, że dochowny zdrowo przesadził, zaś warszawskie Krakowskie Przedmieście to jednak nie fragment obozu koncentracyjnego. Wszelkim zdziwionym porównaniem kontrowersyjnego redemptorysty polecam wyjazd do Chicago. Tutaj bez żadnego kłopotu mogliby przekonać się, że twierdzenie Ojca Rydzyka nie jest niczym nadzwyczajnym. To kaszka z mlekiem w stusunku do tego co wyprawia się nad jeziorem Michigan. Tutaj poziom wariactwa przekroczył chyba wysokość ciśnienienia w złożach gazu łupkowego ponoć zalegającego gdzieś głęboko pod malowniczymi pomorskimi krajobrazami.

Stanu przygnębienia nie budzi jednk kiepski kurs amerykańskiej waluty, którą zatroskani muszą się codziennie posługiwać, czy ciągle spadająca wartość ich nieruchomości lub brak medycznego ubezpieczenia. W Chicago stan zbiorowego poddenerowania utrzymuje się z powodu katastrofy smoleńskiej. Wielu miejscowych komentatorów od dawna utrzymuje, że Polską rządzą obcy agenci, zaś w Polsce trwa stały proces wynaradawiania rodaków. Z tych koszmarnych opisów rzeczywistości nad Wisłą, III Rzesza nie wydaje się taka zła. Tam przynajmniej można było podpisać volkslistę i mieć świety spokój. Jednak prawdziwi Polacy zamieszkali w Chicago czuwają i nie pozwolą, aby pamieć o smoleńskim zamachu została wymazana. W tym kierunku podejmują liczne działania. Ostatnio podczas licznych prelekcji organizowanych głównie w kościelnych podziemnych kazamatach prezentowano “prawdę” o tym jak wymordowano elitę Polski. Miejsca prelekcji sugerowały, że mamy do czynienia z tajną prawdą, odkrytą przez kilku rzekomych znakomitych amerykańskich specjalistów. Prawda, niczym jabłko z raju z posmakiem owocu zakazanego, dotarło do słuchaczy.

Dlatego Chicago nie dopuści do tego, aby katastrofę badał rząd okupacyjny w Warszawie. W tym celu zorganizowano akcję mającą na celu powołanie międzynarodowej Komisji przez Kongres USA. Ponieważ do ustawodawców w Ameryce trzeba jednak pisać w języku Szekspira, dla mniej gramotnych w tym języku Polonusów rozłożono wzory listów niemal we wszystkich polonijnych parafiach jak i w chicagowskiej siedzibie rzekomo brutalnie prześladowanego w Polsce Radia Maryja. Wzory listów zamieszczono na stronach internetowych. O konieczności ich wysyłania przypomina się każdego popołudnia w trakcie wielu programów. Jeszcze tylko trochę wysiłku i już międzynarodowa komisja ujawni wszelkie matactwa rządu Tuska i agenta Komorowskiego. Prowadzący akcję zapewniają, że do Kongresu USA napłynęły już tysiące listów, zaś politycy w Waszyngtonie w obliczu wyborów lada dzień zabiorą się za opisanie smoleńskiego zamachu.

Przecież nie ma znaczenia, że taka komisja, nie mając możliwości współpracy z Rosją i okupacyjnymi władzami w Warszawie mogłaby co najwyżej pójść do McDonald na kawę i dojść do wniosku, że życie tylko czasami bywa znośne. Co ja wypisuję. Przecież, byle piwosz w każdej polonijnej tawernie doskonale wie, że chłopaki z CIA mają tajne zdjęcia satelitarne, na których uchwycono moment wybuchu pod samolotem bomby helowej albo magnetycznej lub jeszcze innej. Na tych zdjęciach widać nawet jak Tusk skradał się z piłą tarczową, aby ściąć czubek brzozy dla umożliwienia mataczenia i opowiadania bajek o tym, że samolot skrzydłem zawadził o brzozę. Jeszcze więcej, tam widać nawet jak Putin podsadzał Tuska, aby łatwiej i szybciej wszedł na drzewo.

Konieczność ujawnienia prawdy o smoleńskim zamachu nie wyczerpuje jednak aktywności tej części chicagowskich Polonusów. Ostatnio zostali oni poruszeni zamachem na jeden z ostatnich przyczółków wolnej Polski nad Wisłą czyli Telewizję Trwam, która z powodu haniebnej decyzji KRRiT nie została wpuszczona na tzw multiplex. Pod polskim konsulatem w Chicago niezależnie od wysyłania protestów i petycji zostanie, jak kiedyś w stanie wojennym, zorganizowana manifestacja. Będzie to to dość ciekawe wydarzenie. Ponieważ miejsce manifestacji leży na trasie, po której setki ludzi nawet zimą dla zgubienia paru funtów biega z zapałem, biorący w niej udział będą musieli ciekawskim Amerykanom wyjaśnić czym jest na przykład KRRiT. Ponieważ ci młodzi biegacze należą do ludzi dociekliwych nie będzie to łatwe zadanie, znając choćby językowe umiejętności organizatorów tej hucpy.

W komentarzach podkreśla się antypolski charakter działań wymierzonych w imperium O. Rydzyka. Z perspektywy Chicago twierdzenia Ojca Rydzyka wyglądają na umiarkowane. Tutaj to dopiero dają czadu. Wszak programy radiowe informują nas o postępującej nad Wisła eutanazji i ludobójstwie mającym doprowadzić do tego, że pozostanie nad Wisła tylko 12 milionów ludzi. Temu służyły między innymi działania ministra Arłukowicza związane z refundacją leków. Rozrywki, choć lotu ona nie najwyższego, nie brakuje. Może w Chicago przydałoby się zbiorowe rozdawnictwo środków uspokajających? Może burmistrz Rahm Emanuel coś w tej kwestii zdział? A może Polpharma ze Starogardu przyśle choć z pół tony relanium?

 

Andrzej Jarmakowski

 

Foto: kwiek.pl