Co roku najbardziej agresywną formę raka płuca rozpoznaje się u 3 tys. Polaków

0
25

Drobnokomórkowy rak płuc to agresywny i złośliwy nowotwór, którego w Polsce rokrocznie rozpoznaje się u ok. 2,5–3 tys. osób. Tylko 5 proc. chorych ma szansę przeżyć pięć lat od momentu rozpoznania choroby, a pacjenci umierają zwykle średnio po roku–dwóch latach od diagnozy. Ostatnie dekady nie przyniosły żadnych większych postępów w leczeniu i jeszcze do niedawna wciąż stosowano głównie chemioterapię, na której kończyły się opcje terapeutyczne. Dopiero zarejestrowana niedawno immunoterapia stworzyła nadzieję na poprawę sytuacji pacjentów. Chorzy w Polsce wciąż muszą jednak czekać na jej refundację.

– Drobnokomórkowy rak płuca nie rokuje dobrych nadziei. Przeżywalność wynosi od dwóch do trzech lat, bo 95 proc. zachorowań jest diagnozowanych już w stanie zaawansowanym. Ci ludzie nie mają szans na wyleczenie – jest to już tylko leczenie paliatywne – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Elżbieta Kozik, prezes stowarzyszenia Polskie Amazonki Ruch Społeczny.

Rak płuca jest jednym z najczęściej diagnozowanych nowotworów. W Polsce rozpoznaje się go u ponad 20 tys. osób rocznie. W tej grupie większość (ok. 85 proc.) choruje na niedrobnokomórkowego raka płuca – w przypadku tej choroby zostało już zarejestrowanych wiele innowacyjnych terapii. Pozostali pacjenci mają drobnokomórkową odmianę (DRP). To jeden z najgorzej rokujących nowotworów. W większości przypadków jest to rak nieoperacyjny, a w tej chwili możliwości jego leczenia kończą się po wykorzystaniu standardowych opcji, czyli chemioterapii i radioterapii.

– Pacjenci z rakiem drobnokomórkowym już na początku są częściowo wykluczeni, ponieważ leczenie operacyjne nie ma u nich zastosowania. Z uwagi na duży stopień zaawansowania choroby większość pacjentów nie ma też dostępu do chemioradioterapii – wskazuje dr n. med. Izabela Chmielewska z Katedry i Kliniki Pneumonologii, Onkologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Leczenie DRP to duże wyzwanie – zwykle nie przynosi spodziewanych efektów, bo komórki nowotworowe szybko uodparniają się na chemioterapię. Ten typ nowotworu jest bardzo agresywny – szybko podwaja swoją masę, ma też skłonność do przerzutów do kości, wątroby i centralnego układu nerwowego. Dlatego wymaga szybkiej diagnozy. 

Aby pokazać, jak ważny jest czas dla pacjentów z tym nowotworem, organizacje pacjenckie wystartowały z kolejną odsłoną kampanii edukacyjnej „Liczy się czas w raku płuca”.

– Spot zrealizowany w ramach kampanii doskonale oddaje to, z czym zmagają się pacjenci. Jest tam bardzo dużo emocji. Każda minuta od momentu pierwszych sygnałów choroby do momentu diagnozy i rozpoczęcia leczenia rzeczywiście ma znaczenie, każda sekunda coś zmienia – podkreśla Adrianna Sobol, psychoonkolog Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

– W tym schorzeniu liczy się każdy dzień i każdy miesiąc, dlatego drobnokomórkowy rak płuca powinien być diagnozowany bardzo szybko. W innych typach rakach płuca liczymy lata, tu decyduje każdy miesiąc. Niestety już diagnoza sprawia wiele trudności. Znam przypadek, w którym pierwsze podejrzenie DRP pojawiło się już w maju i do dziś nie ma diagnozy. To znaczy, że system skazuje takich pacjentów na brak możliwości wyleczenia – dodaje Elżbieta Kozik.

Firmy farmaceutyczne przebadały w ostatnich dekadach kilkadziesiąt cząsteczek i żadna z nich nie okazała się przełomem w leczeniu drobnokomórkowego raka płuca. Dopiero zarejestrowane atezolizumab czy durwalumab stworzyły nadzieję na poprawę sytuacji pacjentów. To leki immunologiczne, co oznacza, że stymulują komórki odpornościowe organizmu pacjenta, tak aby same niszczyły zmiany nowotworowe. W skojarzeniu ze standardową chemioterapią hamują rozwój choroby i wydłużają życie chorych.

– W leczeniu drobnokomórkowego raka płuca od 30 lat nie było żadnej zmiany. Pacjenci są leczeni jedynie chemioterapią – wskazuje Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

– Przez wiele lat nic nie działo się w drobnokomórkowym raku płuca, prowadziliśmy szereg badań klinicznych i każde w końcu okazywało się fiaskiem. Jdnak właśnie immunochemioterapia okazała się skuteczna, wydłuża przeżycie pacjentom i jest to udowodnione – podkreśla dr Izabela Chmielewska.

Immunoterapie, do których zalicza się atezolizumab, to nowa klasa leków. Na całym świecie uważa się je dziś za medyczny postęp, który wpłynie na leczenie wielu chorób. W przypadku drobnokomórkowego raka płuca dodanie immunoterapii może zmniejszyć ryzyko zgonu o 30 proc. i wydłużyć życie pacjentów o kilka miesięcy.

– Po jakimś czasie od zastosowania chemioterapii prawie wszyscy pacjenci progresują, czyli dochodzi u nich do wznowienia, pojawienia się kolejnych zmian przerzutowych, do wzrostu masy guza. Pozostawali więc bez leczenia, wyczekując na nawrót choroby. To trudna sytuacja i dla lekarzy, i dla pacjentów, bo w pierwszym momencie choroba się cofa, objawy ustępują, pacjent zyskuje dużo nadziei, natomiast wiemy, że nawrót i tak nastąpi – mówi ekspertka z z Katedry i Kliniki Pneumonologii, Onkologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – Połączenie immunoterapii i chemioterapii wydłuża czas do nawrotu średnio o około dwa miesiące, ale ten okres jest różny u poszczególnych pacjentów. W badaniach klinicznych byli tacy, którzy otrzymywali tę immunoterapię nawet kilka lat i to leczenie było dobrze tolerowane.

Jak podkreśla, problemem jest refundacja. W leczeniu mniej agresywnego, niedrobnokomórkowego raka płuca w ostatnich latach nastąpił olbrzymi postęp. Również w Polsce do refundacji włączono wiele innowacyjnych terapii, dzięki czemu powoli staje się on chorobą przewlekłą. Jednak pacjenci chorzy na DRP wciąż muszą czekać na refundację pierwszego leku, który może wydłużyć im życie.

– Chcielibyśmy, żeby pacjenci z rakiem drobnokomórkowym zyskali szansę. Tym bardziej że często są to pacjenci młodsi, w związku z czym rak jest bardziej agresywny, bo komórki ciągle się dzielą i dochodzi do szybszego wzrostu choroby nowotworowej. Dlatego zarówno pacjenci, jak i lekarze czekają na tę refundację – mówi dr Izabela Chmielewska.

Drobnokomórkowego raka płuc rokrocznie rozpoznaje się u ok. 2,5–3 tys. Polaków. Jak podkreślają przedstawiciele pacjentów, terapie dostępne na świecie powinny jak najszybciej trafić też do Polski.

– Brakuje dostępu do nowoczesnych form leczenia, które są już stosowane na świecie i w wielu ościennych krajach w Europie. Ważne, żeby tę wąską grupę pacjentów zabezpieczyć, żeby o nich nie zapominać. Każdy pacjent, bez względu na to, jaki ma podtyp nowotworu płuc, powinien być leczony i ma prawo do leczenia zgodnego z najnowszą wiedzą medyczną – podkreśla Anna Kupiecka.

– Wszystkie siły pacjenckie i organizacje o to zabiegają i walczą. Taki też jest cel naszej kampanii „Liczy się czas w raku płuca” – dodaje Elżbieta Kozik.

Tekst Agencja Newseria.pl

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: