Bóbr i Kama w Sejmie…

3
355
Bóbr i Kama w Sejmie...

Kolejna rocznica powstania warszawskiego skłania do coraz głębszych refleksji. Ilu to ja znam lub znałem powstańców: mały oddział. Sam jestem potomkiem „powstańczyni”, jak to dzisiaj wymyślają feministki. Powstańcy byli z całej Polski, bo w Warszawie gromadzili się aktywni ludzie szukając dla siebie miejsca, wygnani ze swoich miejsc, czy delegowani przez Państwo Podziemne do stolicy. Jak sami generałowie Bór-Komorowski i Chruściel, czyli Monter. Specjaliści od rozwiązywania problemów geopolitycznych metodą przeczekiwania, twierdzili często, że to Warszawa sama sobie zafundowała zburzenie i dobrze jej tak, że jest brzydka.

Jasne, że człowiek musi sobie jakoś wytłumaczyć, że to co robi jest słuszne, ale jest coś więcej w tym, że ci ludzie podjęli walkę z przemocą, ponieśli takie straty i jeszcze uzasadniają Powstanie. Bo przecież najłatwiej zwalić wyimaginowaną winę na wybrane osoby z góry. Jakże często powtarzane są wypowiedzi Goebbelsa czy Stalina, tym bardziej, że podobne do tych gen. Andersa. Ten zresztą też byłby oceniany inaczej gdyby pod Monte Casino mu się nie udało. Wcale nie musiał tam się pchać.

Jeden z najmłodszych żołnierzy – Sławomir Pocztarski (w postaniu brali udział także jego siostra i ojciec) tak relacjonuje mi swoje powstańcze początki: do powstania włączyłem się z marszu to jest z konspiracji w Szarych Szeregach (miał 14 lat) na Żoliborzu, w ramach zgrupowania Żywiciel. Byłem 2 tygodnie w zwiadzie, a więc walczyłem na terenie zajętym przez Niemców w rejonie dolnego Żoliborza. W nocy przedostawałem się do swojego dowództwa by złożyć meldunek o sytuacji na zapleczu wroga. Miałem tylko obronny granat.16 sierpnia oficer werbunkowy AK, porucznik Jakubowski, pseudonim Jakub skierował mnie do kompanii Żbik, pluton 215 AK. Po Powstaniu trafiłem pociągiem towarowym do Pruszkowa i dalej – na roboty. Był ranny w klasztorze sióstr Zmartwychwstanek, gdzie jakiś czas chodziła do szkoły moja matka. Dziś, walki zgrupowania Żywiciela na Żoliborzu upamiętnia restauracja Żywiciel. Nazwę zatwierdzili sami byli powstańcy, bo byli tacy co twierdzili, że to niestosowne.

Przyszywana ciocia Cenia z Włocławka (Czesława Wodyńska) nigdy nie mówiła o tym, że była w jakimś powstaniu i to jeszcze w zgrupowaniu NSZ Chrobry II. Dopiero po latach, spotkawszy ją z synami w warszawskim autobusie, w dniu odznaczania przez prezydenta dowiedziałem się o opublikowanych wspomnieniach, gdzie opisywała swoje ujawnienie tak:

„Krysia Kawalec była przesłuchiwana w 1946 r. w Warszawie. (…) Na przesłuchaniu pytano ją, co się dzieje z jej koleżanką, tą blondyneczką. (czyli Autorką…RW) Po wojnie nigdy nigdzie nie pisywałam, że brałam czynny udział w Powstaniu. Wszędzie pisałam, że byłam cywilem, który po Powstaniu wyjechał na roboty do Niemiec.

Edward Gierek pod koniec 1974 r. powiedział w przemówieniu, że Polaków nie dzieli na lepszych i gorszych, i wszystkich Polska przygarnia. Wtedy uznałam, że mogę się ‘ujawnić’, zrzucić ten strach, niepewność. Przyjechałam do MSW. (…) Przedstawiłam się i powiedziałam, że chciałabym się ‘ujawnić’. Powiedziałam mu, że od 1 sierpnia 1944 r. byłam w AK. (…) On podszedł do szafy z dokumentami i powiedział mi, że jestem z „Chrobrego II”. (…) Za miesiąc dostałam zaświadczenie, że jestem przyjęta do ZBoWiD-u, do którego automatycznie przyjmowano ‘ujawniających się’”.

Legitymacje AK dostawali, jak pamiętamy, wszyscy walczący wychodzący do niewoli, żeby ich chroniła jako żołnierzy Wojska Polskiego. Jak widać i to nie pomogło. ONI wiedzieli. Tak traktowano ochotniczych żołnierzy, o czym wielu raczy zapominać! Im dalej od tych wydarzeń, tym trudniej wytłumaczyć młodym, że historia Polski nie jest czarno-biała. Ciocia-blondyneczka pisała:

„Z 30 na 31 sierpnia szliśmy na plac Krasińskich (patrz zdjęcie w jednym niedawnych artykułów- RW), wspierać przebicie się oddziałów ze Starówki do Śródmieścia. Byliśmy w rejonie ulic Marszałkowskiej i Królewskiej. (…) Pamiętam, że obok mnie trząsł się chłopak. (…) Przytuliliśmy się. Potem już go nie spotkałam. Tam było dużo rannych. Po natarciu pomagałyśmy z Krysią rannemu w nogi powstańcowi. Ciągnęłyśmy go na parter domu, gdy nagle obok nas przeszedł patrol niemiecki. Serce nam biło strasznie, ale że była noc, nie zauważyli nas. Na ul. Grzybowskiej spotkałyśmy mjr. Stanisława Steczkowskiego „Zagończyka”. Powiedział, że kto brał udział w tym wsparciu Starówki, będzie przedstawiony do Krzyża Walecznych. Dał nam osłonę, abyśmy przeszły do Domu Kolejowego.”

Kto zna Warszawę wie, że Dom Kolejowy stoi do dziś przy ul. Żelaznej, niedaleko wykopu kolejowej linii średnicowej, która była tu blokowana przez powstańców. Dziś walki upamiętnia tablica. Na przeciwko był słynny dworzec pocztowy – rozebrany niedawno wbrew protestom.

Na jednym ze zdjęć wykonanych w chwili wychodzenia z Powstania Cenia niesie nosze z rannym powstańcem. Obok Anna Kośmider (Amor – później w Kanadzie) i Julita Korwin-Szymanowska (Ita – później w Londynie):

„Na początku września, po zajęciu przez Niemców Powiśla, powstała ciężka sytuacja na odcinku Nowego Światu. Na pomoc walczącym powstańcom skierowano około stu żołnierzy Chrobrego II, a wśród nich około trzydziestu żołnierzy z Warszawianki. Zajęli oni pozycje przy Brackiej i Chmielnej, walcząc na barykadzie, w piwnicach i podwórzach domów. Na tej linii zatrzymali natarcie Niemców. Kompania Warszawianka wyszła do niewoli 5 października.

Kapitulacja to był wielki smutek. 5 października lał deszcz. My chcieliśmy dalej walczyć, nie czuliśmy się pokonani. Na sam koniec mieliśmy zbiórkę, mszę polową, spowiedź i powszechne rozgrzeszenie. Przemówienie dowódcy. Rozkaz był taki, że konspiracja trwa nadal, że walczymy dalej. Dostaliśmy legitymację AK i po 10 dolarów amerykańskich. Było zarządzenie, aby utrzymać fason, gdy będziemy wychodzić z Warszawy. Umyłam więc głowę, nałożyłam czystą koszulę od taty, furażerkę na bakier. Z dumą, z honorem trzymając nosze, szliśmy czwórkami. Gdy stałyśmy z sanitariuszkami, Niemiec chciał mi zabrać te nosze. Nie oddałam. Niemcy robili nam zdjęcia. Minę miałam pewnie wściekłą i zawziętą, właśnie na złość okupantowi.

Szliśmy ul. Wolską, na której z okien zwisały martwe ciała. Chłopcy oddawali broń Niemcom. Rzucali ją ze złością do koszy. Dużo broni zostało jednak ukrytej. Widziałam też gen. Bora – Komorowskiego, który stał na baczność w kapeluszu, w szarej jesionce. Żegnał nas. To było bardzo symboliczne. On jest dla mnie świętą postacią, ponieważ podjął decyzję o rozpoczęciu Powstania. Pod Ożarowem udało się uciec sanitariuszce „Brydż”. W Ożarowie spotkałam też koleżanki z gimnazjum z Grodna. Pani Świątkowska dała mi bochenek chleba, choć sama miała jeszcze tylko jeden. Jej córka Halusia zginęła 1 sierpnia na moście Kierbedzia, gdy biegła na zbiórkę. W Ożarowie nie wiedzieliśmy, czy jedziemy do obozu koncentracyjnego, czy na roboty. Tam zaczął do mnie docierać brak ojca. Byłam przygnębiona”.

Ożarów przez lata kojarzył się z fabryką kabli, którą mijał pociąg do Poznania. Szpule od nich są też widoczne na zdjęciach z barykad powstańczych. To obok generał Bór podpisał kapitulację – w dworku Reicherów, który był siedzibą dowództwa niemieckiego. Dlatego wspomina o Generale ciocia Cenia. Miejsce to upamiętniono dopiero w 60. rocznicę tych wydarzeń – w 2006 roku.

„Trafiłyśmy w końcu do obozu jenieckiego, z którego wyzwoliła nas amerykańska armia gen. Pattona i przewiozła do Burgu w Turyngii, koło obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, który odwiedziłam dzień po jego wyzwoleniu. My z Krysią chciałyśmy dalej walczyć, nawet na Pacyfiku z Japończykami. Po kapitulacji Niemiec przyjechali żołnierze gen. Andersa, gen. Maczka i gen. Sosabowskiego, rekrutując do swoich oddziałów. Wybrałyśmy gen. Sosabowskiego, bo tam można było przejść kurs spadochronowy”. Przyznam, że wrażenie zrobił na mnie ten generał Sosabowski i spadochrony. Akurat walczymy o jego szczególne upamiętnienie na Grochowie, gdzie w 1939 r. bronił Warszawy. To tu Niemcy po raz pierwszy zażądali wtedy kapitulacji.

Kto to jest Kama, czyli major Maria Stypułkowska-Chojecka wie dziś każdy, kto się interesuje historią. To ona przecież brała udział w wielu akcjach, a przede wszystkim w zamachu na Kutcherę, co upamiętniono płytą w chodniku alej Ujazdowskich. Często spotykała się z ojcem, z którym przez lata pracowała, w czasie uroczystości przy kamieniu upamiętniającym zamach. Zamach był niedługo przed Powstaniem, w czasie którego miała ona przeżyć epopeję całowarszawską, w tym kanałową. To jej syn – Mirosław Chojecki – był jednym z ważniejszych dysydentów. Ojciec wspominał historię z kserografem zakładowym….

Niedawno umarł kpt. Antoni Jabłoński, który zatknął polską flagę na Kolumnie Zwycięstwa w Berlinie. Wspominał on jak Kościuszkowcy doszli przez tereny kolejowe do Pragi i zobaczyli walki w Warszawie przez Wisłę. Nawet nie wiedzieli, że to Powstanie, ale byli przekonani, że zaraz będą przerzuceni do walki o miasto. Pojawiło się wtedy dwóch motocyklistów radzieckich, którzy kazali zawracać… W tym krótkim opisie zawiera się cała tragedia Powstania. Czy „święty człowiek” mógł to wszystko wiedzieć?

W 2009 roku nadano szkole w Gniewczynie imię generała Chruściela – Montera, który się tam urodził. Obecni byli członkowie jego rodziny i przedstawciel prezydenta Kaczyńskiego. Przez lata wieś kojarzyła się tylko z zakładami wagonowymi. Teraz wypłynęła sprawa mordu na Żydach tam… Nic nie jest proste… Zło i dobro dzieją się razem. Dlatego też historia podlega bezustannej dyskusji i weryfikacji.

Los narodu jest taki jaki jest. Trzeba robić co się da nie mogąc przewidzieć wszystkiego. Znajdujemy się w tym miejscu, gdzie się znajdujemy, a z tego wynikło także fakt znalezienia się Warszawy między młotem, a kowadłem. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że dzięki ludziom, którzy podejmują walkę, istniejemy jako spójny naród, który może się poświęcić analizowaniu własnej historii. Ale czy musi to być opluwanie tych, co musieli te decyzje podejmować i te straszne rzeczy przeżywać w warunkach wielkiego ryzyka? Czemu takiego oburzenia nie powodują niechlubne wystąpienia przeciw człowieczeństwu Żydów? Tu oburzenie budzi nieraz przytaczanie, długo skrywanej, prawdy.

Jest to w znacznej części efekt straszliwych strat wśród elit i zniszczenia struktur państwa przez długotrwałą niewolę. Bez tego wielu nie miałoby okazji wygłaszać brutalnych opinii, będących często resztkami po propagandzie Goebbelsa, Stalina, czy Gomółki, ale także przedwojennych środowisk polskich. Te ciągle krążą, mimo tragicznego losu Żydów. Jedni ich ratowali, jak baon Zośka z obozu koncentracyjnego Warschau – na terenie ruin getta, a drudzy prześladowali razem z ich zbawicielami.

Tak więc, nie próbujmy stworzyć prostych ocen Powstania typu: powstańcy bohaterscy, ale generałów należało rozstrzelać. Jest oczywiste, że każdy ma inne odczucia w takiej chwili. Nie wątpię, że byłoby to doświadczenie trudne dla mnie. Tak jak jest styczność z ludźmi, którzy starają się w prostacki sposób wykorzystać walkę poprzednich pokoleń dla budowy własnej dominacji nad innymi. Zupełnie jak ci, co łatwo im przychodziło krzywdzenie innych ludzi, bo są Żydami lub zwierząt, bo wyjeżdżają na wakacje.

Nie zapominajmy, że Powstanie było sukcesem, który nie mógł być skonsumowany w pełni. Mówię tak nie tylko ja, ale okazuje się, że i Norman Davies. Był to ostatni akord wolnej II Rzeczypospolitej na ziemiach polskich. Jest to rzecz nadzwyczajna, a nie tylko wykwit bezmyślności rządu londyńskiego, jak raczyli pisać propagandyści pod dyktando przyjaciół ze wschodu. Powstańcy wyszli do niewoli potraktowani jak Wojsko Polskie na skutek żądań aliantów zachodnich. To można było osiągnąć, prócz pomocy zrzutowej. Spotkali się oni z Wojskiem Polskim na zachodzie, co jest nie do przeceniania. Słusznie wreszcie przytacza się porównania z innymi walkami o miasta (profesor Kieżun przytacza nieznany przykład Mińska, gdzie zginęło w czasie niemieckiej obrony 40% ludności), w tym z powstaniami w Paryżu czy Pradze, co pokazuje jak zachowały się wobec nich nadchodzące armie.

Tych faktów nie da się wymazać z historii. Ubolewając nad tragedią niepotrzebnych ofiar, nie wolno upraszczać tamtej sytuacji. Niewielu wiedziało, że pół roku wcześniej Hitler twierdził, że problem polski jest już załatwiony, bo Niemcy rządzą na terenach polskich… Powstanie musiało spowodować jego gwałtowną reakcję, tak jak i dziś wielu nie potrafi znieść konkurencji innych ludzi. Ale czy należy cały czas siedzieć cicho, bo jakiś łajdak tak chce? Naprawdę – nie dajmy się zwariować. Tak naprawdę liczą się długofalowe skutki, ale i to żeby nie marnować wysiłku poprzedników. Cieszmy się, że Bóbr i Kama mogli mieć zrobione to zdjęcie w Sejmie

RAFAŁ WODZICKI

Fot. archiwum: Bóbr i Kama w Sejmie. Z takim podpisem zdjęcie to opublikował kombatant Sławomir Pocztarski ps. Bóbr na fejsbuku…

3 Komentarze

  1. Z witryny warszawskiego ratusza: Początkowo był to batalion, a następnie zgrupowanie AK. Powstał jako baon w dniu wybuchu powstania warszawskiego 1 sierpnia 1944 r.
    Sformowane przez mjr Leona Nowakowskiego ps. „Lig” oddziały bojowe otrzymały nazwę „Grupa Chrobry”. Później było dowodzone przez mjr Zygmunta Brejnaka. Organizowanie batalionu odbywało się jednak bez bezpośredniego nadzoru władz powstańczych i dowództwa konspiracji i szybko okazało się, że w pobliżu walczy utworzony jeszcze w latach okupacji przez mjr Gustawa Bielewicza ps. „Sosna” batalion o kryptonimie „Chrobry”. Nowe oddziały przyjęły więc kryptonim „Chrobry II” i zostały podporządkowane organizacyjnie dowódcy I Obwodu Śródmieście – Edwardowi Pfeifferowi.
    Żołnierze tego zgrupowania pochodzili z różnych formacji. Batalion walczył w rejonie Śródmieścia. W dniu 3 sierpnia 1944 r. kompania baonu „Chrobry II” dowodzona przez por. Zbigniewa Bryma zdobyła Dworzec Pocztowy mieszczący się na skrzyżowaniu ul. Żelaznej i Al. Jerozolimskich, a 10 sierpnia opanowała Browar Haberbuscha.
    Jednym z oddziałów tego batalionu dowodził WITOLD PILECKI.
    Najwyższa liczebność zgrupowania „Chrobry II” wynosiła ponad 3200 osób (w tym ok. 3000 żołnierzy). W walkach poległo 400 z nich.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: