Andrzej Czuma: dziki wojownik w polskiej polityce

0
469

Andrzej Czuma ma sto dni, żeby przekonać do siebie premiera i Polaków. Nie dalej jak tydzień temu w sondażu dla “Rzeczpospolitej” 71 proc. respondentów orzekło: Czuma do dymisji. W ciągu trzech tygodni urzędowania minister zaliczał gafę za gafą: stanął w obronie Jacka Karnowskiego, któremu sąd postawił zarzuty korupcyjne, oskarżył pakistański rząd o współpracę z talibami, pozwolił synowi panoszyć się w ministerstwie. Potem wybuchła bomba z niespłaconymi długami za oceanem.

Kim naprawdę jest Andrzej Czuma, którego wizytówką do niedawna była piękna przeszłość opozycyjna i opinia “kryształowo czystego człowieka”? Czuma budzi kontrowersje. Zawsze budził. On i Stefan Niesiołowski wychowani na XIX-wiecznej tradycji polskiego oporu. Z jednej strony – odważni do granic, z drugiej – naiwni i nieporadni. Nie od rzeczy byłoby tu dodać – kłótliwi, niesubordynowani, ot, watażkowie minionego stulecia. Krzysztof Wyszkowski – przyjaciel z opozycji – opowiedział nam pyszną historię z Czumą i jego kamratem Niesiołowskim w rolach głównych. Był to przełom lat 60. i 70. Panowie potrzebowali pieniędzy na działalność w opozycji. Wpadli więc pewnego dnia do sklepu i zażądali od kasjerki wypróżnienia kasy. Zażywna pani nie ulękła się jednak, chwyciła za szmatę i przegnała niedoszłych rabusiów.

Czuma i Niesiołowski nie mogli przecież podnieść ręki na kobietę. Tyle anegdota. – Poczciwy, dobrotliwy starszy pan. Można jednak odnieść wrażenie, że pogubił się w polityce – mówi jeden z polityków prawicy. I można byłoby nad tym przejść do porządku dziennego, gdyby nie podejrzenie o drugą twarz Andrzeja Czumy. Tę, o której nie mieliśmy dotąd pojęcia. Za oceanem – intrygant W miniony weekend “Kurier Codzienny” i “Dziennik Związkowy” – dwa tytuły ukazujące się w Chicago – pytały: “Kiedy dymisja Czumy?”, “Czuma – minister na kredyt?”. I informowały, że “Andrzej Czuma nie ma nic oprócz pożyczek”.

Czuma wyemigrował do Chicago w 1986 r. Żona z trójką dzieci została w domu, który kupili teściowie, on spakował walizkę i wyjechał za ocean. – W 1986 roku w Chicago byłem właścicielem małej firmy remontowej – wspomina Krzysztof Koch, były sekretarz Kongresu Polonii Amerykańskiej. – Odnawialiśmy elewacje, remontowaliśmy dachy i okna. Zatrudnił się u mnie Czuma, ale pracował tylko przez kilka tygodni. Czuma, zdaniem Kocha, był kiepskim pracownikiem. – Mimo wszystko nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego odszedł – mówi Koch.

Trochę później do Chicago przyjechał Bogdan Bujak. Też zatrudnił się u Kocha. Po paru tygodniach zniknął. Koch dowiedział się, że Bujak pojechał do Nowego Jorku. Zdobył do niego telefon i zadzwonił. Bujak miał mu powiedzieć: “Bogdan, przepraszam cię, ale Andrzej powiedział mi, że pracuję u agenta”. Koch ma dokumenty z Instytutu Pamięci Narodowej z Katowic. I status pokrzywdzonego.

Ale nie tylko Czuma podejrzewał innych o agenturalność. – Wszyscy wszystkich uważali za agentów, tam panowała bardzo ciężka atmosfera – mówi szef Solidarności Walczącej Kornel Morawiecki, który przyjechał do Chicago w 1988 r. Andrzej Jarmakowski, wieloletni redaktor “Dziennika Chicagowskiego”, działacz POMOST-u, wspomina, że kiedy Czuma wszedł do POMOST-u, największej organizacji niepodległościowej wśród Polonii, od początku miał ją rozbijać. Namawiał do buntu przeciw aktualnemu przywództwu. – Oskarżył część osób z jej kierownictwa o defraudację pieniędzy i zamieszczanie reklam z komunistycznego Konsulatu PRL – opowiada. Zdaniem Jarmakowskiego, sponsor i przewodniczący POMOST-u Krzysztof Rac był osobą majętną.

Sam finansował większość działań POMOST-u. W latach 80. Rac zasponsorował nawet Radiu Solidarność nadajniki jednorazowe. Wyłożył na nie 27 tys. dol. – Kłótliwość Czumy, chorobliwa podejrzliwość szybko doprowadziły do konfliktów i podziałów – napisał w specjalnym oświadczeniu w ubiegłym tygodniu Edward Dusza, wydawca najstarszego czasopisma polskiego “Gwiazda Polarna”. I dalej: W efekcie działalności Czumy i jego gangu doszło w organizacji do rozłamu zakończonego sądowym procesem. Wybory zorganizowane pod nadzorem sądu wygrali ludzie zniesławieni przez Czumę. Po wyborach do władz POMOST-u Rac pozwał Czumę do sądu, domagając się przeprosin i wycofania pomówień. Proces obie strony kosztował wiele tysięcy dolarów. W końcu doszło do porozumienia. Czuma pracował jako kurier “Gwiazdy Polarnej” w Chicago i okolicach. Próbował sił w radio.

Prowadził własną audycję. – W tej stacji jest dużo antysemickich programów. Musiałem się kiedyś moim przyjaciołom żydowskim tłumaczyć, dlaczego padło tam stwierdzenie, że szkoda, iż Hitler nie zagazował wszystkich Żydów. Ale program Czumy nigdy nie zawierał takich stwierdzeń – mówi Jarmakowski. I dodaje, że Czuma nie był postrzegany jako osoba, która klepie biedę. W kraju – bohater W 2005 r. Czuma wraca do Polski. Zostaje posłem z ramienia PO. Jako prawnik z wykształcenia i osoba o bohaterskiej przeszłości i niepodległościowych tradycjach rodzinnych nie miał problemów, by po dwudziestoletniej nieobecności wrócić do polityki. Matka Czumy, z domu Szujska, była potomkinią cara Rosji. Ojciec prawnik, współautor konstytucji kwietniowej 1935 r., po wojnie był represjonowany przez UB. Stefan Niesiołowski poznał Czumę na obozie harcerstwa akademickiego na początku lat 50. – Poglądy miał bardzo niepodległościowe – opowiada. Dyskutowali kiedyś o przemyśle ciężkim. Nie mogli sobie wyobrazić prywatnych kopalni i hut stali. Czuma się obruszył: ” A dlaczego nie? Pewnie, że powinny być prywatne”. – Uczciwy i prawy – charakteryzuje go Niesiołowski. Pod koniec lat 60. założył organizację Ruch. W 1970 r. wymyślili, żeby podpalić Muzeum Lenina w Poroninie.

Czuma trafił do więzienia. – Był w celi z recydywistami. Przyszedł młody więzień. Recydywiści kazali się nowemu rozebrać. Andrzej wstał, wziął nogę od taboretu i nie pozwolił człowieka ruszyć – opowiada Stefan Niesiołowski. Odporny na głodówki, wprawiał kolegów w zakłopotanie. W Zakładzie Karnym w Darłowu nie jedli cztery dni. Niesiołowski miał dość: bolała go głowa, nawet rozmawiać mu się nie chciało. Czuma walił w celi piłką o podłogę i pytał, kto idzie grać. Nazwali go grzybem kryptogamem, bo takie grzyby odżywają w lochu. – Doszliśmy do wniosku, że najlepszym miejscem dla Czumy jest więzienie – śmieje się Niesiołowski. –

Na manifestacjach nawet nie uciekał przed SB. Powtarzał, że cela to też forma walki, a “życie jest postojem w niewygodnej gospodzie”. Po wyjściu na wolność założył ROPCiO. – Pryncypialny – charakteryzuje go Leszek Moczulski, z którym współpracował w “Ruchu”. – Twardy, zdecydowany w działaniu, wiedział, czego chce. W 1980 r. został skazany ponownie, tym razem za zorganizowanie obchodów święta niepodległości. Internowany w stanie wojennym.

Koledzy z opozycji odwiedzali go na emigracji, po jego powrocie do kraju – przyjęli z otwartymi ramionami. 9 lutego został przewodniczącym sejmowej komisji śledczej ds. nielegalnego wywierania wpływu na funkcjonariuszy służb specjalnych i wymiaru sprawiedliwości. Po dymisji Zbigniewa Æwiąkalskiego zajął jego stanowisko. Nasze polskie piekiełko Po tej nominacji w Chicago zawrzało.

Część Polonii rzuciła się Czumie do gardła. “Czuma na ministra to chyba jakiś kawał” – pisali za oceanem internauci. Kilka dni temu Wojciech Minicz z chicagowskiego “Dziennika Związkowego” napisał w swoim felietonie: “Wiadomość o sukcesie Andrzeja Czumy – znanego w Chicago z radia, działalności społecznej i politycznej – wywołała zbiorowy szok. Wielu tutejszych polskich emigrantów zdaje sobie sprawę, że wskutek zmian w kraju emigracja do USA to już żadne dokonanie, ale boczny tor. Świadomi tego, że na nic większego ich nie stać ani po tej, ani po tamtej stronie oceanu, narzekają na los.

A Czuma mimo marginalizacji Polonii się wybił, oni zaś nie, więc trzeba mu dokopać. To specyficzna forma polskiej zawiści importowana na grunt amerykański. Trudno ją zrozumieć pozytywnie do życia nastawionym Amerykanom, którzy wierzą, że skoro ktoś odnosi sukcesy, to trzeba się starać mu dorównać”. Sprawa nie do końca wyjaśnionych długów, które Czuma zaciągnął za oceanem przysporzyła mu kolejnych przeciwników. Jako pierwszy opisał je tygodnik “Polityka”. Według relacji poszkodowanych Czuma robił wszystko, by nie zwracać pieniędzy, i dopiero sąd zmusił go do tego. Podobnie było ze spłatą kredytu zdrowotnego i debetów na kontach. Minister Czuma na konferencji prasowej po publikacji artykułu przyznał, że w USA żył z pożyczek, ale zaprzeczył, jakoby miał niespłacone długi; “Polityka” napisała, że Czuma części długów nie spłacił.

Opiera się jednak na dokumentach z tylko jednego sądu powiatowego. A jak się dowiedzieliśmy, reszta dokumentów znajduje się w archiwach dwóch innych powiatów. Ale być może nie sprawa długów jest tu najważniejsza. Może rogata dusza Czumy nie mieści się w garniturze urzędnika? Przyjaciele z mieszanymi uczuciami przyjęli wiadomość, że Czuma zgodził się być ministrem sprawiedliwości. – Byłby świetnym oskarżycielem komunistów w Procesie Norymberga II, bowiem tam mógłby wykazać się swoją bezkompromisowością. Na prokuratora generalnego się jednak nie nadaje – mówi Krzysztof Wyszkowski. – Premier zrobił mu krzywdę, mianując na to stanowisko. Czumie charakter opozycjonisty nie pomaga w polityce.

Jednak nikt nie może mu odmówić bohaterstwa w czasach, kiedy wielu nie było na nie stać. Także w Chicago. Mimo to Czuma musi być przygotowany na kolejne haki. – Atak na Andrzeja Czumę będzie trwał – przepowiada Niesiołowski.

Dorota Kowalska, Tomasz Pompowski www.polskatimes.pl

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: