Woda to naprawdę majątek

1
300
Wroclaw, powodz 1997, Ostrow Piaskowy
Ostrów Piaskowy we Wrocławiu nie spłynął z powodzią na skutek naprawienia tuż przed obmurowań z okazji wizyty Jana Pawła II

Nagłe zainteresowanie tym, że Polska ma mało wody (jak Egipt!!!) oraz pustynnieniem naszego kraju dodało się do sprawy ocieplenia klimatu, z czym się naturalnie łączy. Tym razem było o pustynnieniu Łódzkiego. Zastanawiać się należy jak do tego doszło, że w takiej sprawie budzimy się znów z ręką w nocniku. Oczywiście wiadomo, że są też naturalne wahania klimatu, ale przecież nie od dziś wiemy, że z wodą jest naprawdę kiepsko. W Arktyce niby się topi i kawały wiecznego lodu spadają do morza, a tu – okazuje się, że Skierniewice wysuszyło tak, że zabrakło wody w kranach. Jest kryzys zupełnie nieśmieszny.

Przypominam sobie, że problem stepowienia Wielkopolski był opisany w podręczniku do geografii za tej wstrętnej komuny (tatuś wydawał takie!). Zapadło mi to w pamięć, jak widać i to bez bicia. Ostatnio też otrzymałem link do Polskiej Kroniki Filmowej z tamtych lat, gdzie pewien profesor mówi o ociepleniu klimatu. No więc gdzie się ta wiedza podziała? Ja rozumiem uwarunkowania partyjne, ale jednak trzeba było nad tym pracować. Nie zrobiono wiele. Co najwyżej tamę we Włocławku (miała być kaskada) i dalej nikt się nie przejmował brukowaniem wielkich połaci terenu miast, gdzie i tak domy zasłaniają grunt w znacznym stopniu. Retencja wody w mieście to 10%, a na wsi 90%. Taka jest skala problemu, a my jeszcze sobie pogarszamy. Przecież do chodzenia na ogół wystarczy chodnik 1,5 lub dwumetrowej szerokości. Bywa, że taki starcza i dla rowerów (zawsze należy pamiętać, że ważne jest jak się jeździ, a nie gdzie). Tymczasem nawet przy remontach odbudowuje się chodniki wielometrowe, po których nikt prawie nie chodzi, a często nawet samochody tam nie parkują. Wielkie place się brukuje tak, żeby cała woda spływała do kanalizacji. Wielu zresztą widzi tylko ten problem: żeby kanalizacja była sprawna. Tymczasem nie jest ona zaprojektowana na wydarzenia ekstremalne. Pamiętamy powódź wrocławską w 1997 r.

Tablica upamiętniająca powódź wrocławską na znanej mi ulicy Traugutta.

W ostatnim czasie z powodu upałów ustawia się urządzenia rozpryskujące wodę dla ochłody – na środku takich brukowanych chodników. Tymczasem np. stowarzyszenie Michałów w Warszawie słusznie zauważyło, że przecież obok są usychające rośliny. Można by tą samą wodą je podlać.

Można też było zobaczyć japońskie urządzenie: na spłuczce w toalecie pokrywa jest jednocześnie umywalką i wyłapuje wodę od mycia rąk do spłuczki. Podobnie braki wody występują np. w Ameryce. Mieszkańcy są zmuszeni do gromadzenia brudnej wody do spłuczek właśnie. Tymczasem można to ująć w estetyczną technologię, jak ta japońska umywalka. Ile wody się marnuje tylko wobec braku konieczności czy też takiej technologii. Do spłuczek stosuje się przecież wodę zdatną do picia dzięki wielkiej pracy włożonej w jej oczyszczanie. Jednocześnie wylewa się masy zabrudzonej takiej wody po praniu czy kąpieli. Czyż nie jest to absurdalne?

To o marnowaniu wody. Ale jest też druga strona medalu dzisiejszych przemian klimatycznych. Brukowanie (kamieniowanie) przestrzeni miejskich oznacza też, że jedyną drogą odpływu wody deszczowej jest kanalizacja. Opady są rzadkie, ale kilkanaście minut ulewy powoduje powodzie miejskie, jak np. w Gorzowie Wielkopolskim. A zjawiska ekstremalne będą coraz częstsze: krótkie ulewy następują po suszach. Ilość dni z temperaturą ponad 30 stopni wzrosłą w ostatnich 50. latach ponad trzykrotnie. Ekstremalne zjawiska będą codziennością. Bezśnieżne zimy bezpośrednio powodują brak wody. Od dawna nie ma roztopów wiosennych. I jednocześnie fala wezbraniowa po ulewach na południu Polski, jak ostatnio na Wiśle budzi obawy, a jednocześnie nie wiadomo jak tę wodę zatrzymać. Pokazuje się pasjonujące zdjęcia jak wpływa ona do morza. Gorzej, że to morze umiera – także na skutek braku wlewów wody z Morza Północnego.

Czy jesteśmy w stanie zatrzymać te miany? Ludzie wiedzą, że one zachodzą, ale gorzej jest z przeciwdziałaniem. Chodzi zarówno o emisję gazów cieplarnianych, ale też o konstruowanie systemów zapewniających retencję wody na maksymalnym poziomie. Wymaga to spojrzenia systemowego. Brak działań przyczyni się do gwałtownych zjawisk społecznych. Migracje z zalewanych terenów lub pozbawionych wody terenów będą oczywistością. Już mamy z nimi do czynienia w mikroskali.

Woda, która jest głównym składnikiem nas samych jest naprawdę majątkiem ważnym w eksploatacji wszystkiego. Panowanie nad nią w każdym względzie to cała wiedza.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

1 Komentarz

  1. Na witrynie Najwyższej Izby Kontroli jest tekst na ten temat – Polska pustynią Europy, który kończy się tak:
    Od kilku lat obserwujemy zmiany w klimacie, które wiążą się z koniecznością likwidacji skutków dokuczliwych upałów i suszy (a co za tym idzie niedoboru wody). Z drugiej strony upały przeplatają się z okresami powodzi o różnym natężeniu i zasięgu. W świetle ustaleń NIK aktywność samorządów powinna zatem ulec zwiększeniu, tak by działania wzmacniające potencjał małej retencji nie koncentrowały się tylko na obszarach zarządzanych przez Lasy Państwowe.
    NIK zwróciła też uwagę, że równie istotne jest upowszechnianie wśród właścicieli gruntów informacji o celach i funkcjach małej retencji, jako skutecznego narzędzia ograniczającego skutki susz i powodzi.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: