List Otwarty do pana Marka Ciesielczyka

0
304
Marek Ciesielczyk czyta pozew sądowy od pana Bąka.


Panie Ciesielczyk, 

Zainteresowałem się informacją o Pana spotkaniu z Polonią w Nowym Jorku, planowanym na dzień 17 listopada 2019 r., na temat pańskiego „meczu” z panem Adamem Bąkiem, który Pan rzekomo wygrał, prowadząc wynikiem 1:0. Przeglądałem Pańską książkę pt: „Polonijni Agenci Służby Bezpieczeństwa” i nie znalazłem tam nazwiska Adam Bąk, co mnie zdziwiło.

Na w/w spotkanie, które odbyło się w sali pod kościołem przy 678 Leonard Street, Greenpoint, w Brooklyn N.Y, przybyłem punktualnie.  I byłem tam do oficjalnego zakończenia, kiedy to Pan zajął się zbieraniem pieniędzy i zwrócił się do mnie słowami: „dorzuć pan stówę.” 

Jestem emerytem i dość oszczędnie gospodaruję moimi funduszami, a ponadto, w afiszu informacyjnym o spotkaniu nie było podane, że będzie ono płatne. W mojej opinii Pana spotkanie, nazywane przez Pana najczęściej „wykładem,” nie było ani wykładem, ani też nie zasługiwało na to, aby za nie płacić. Dlaczego? Ano dlatego, że zbyt wiele jest niewiadomych. Pańska narracja była niespójna, a fakty dla Pana niewygodne zostały przez Pana przemilczane. Brak było zwykłej uczciwości w podawaniu informacji zebranym. Odczuwało się sprawne manipulowanie stwierdzeniami, np. „ja nie twierdzę, że Pan Adam Bąk był współpracownikiem SB,” ale za chwilę natrętnie Pan wciskał zebranym, że: „ja nie atakuję Adama Bąka, lecz jedynie prezentuję dokumenty z IPN, które moim zdaniem niezbyt dobrze o nim świadczą, jako człowieku spotykającym się wielokrotnie, potajemnie z oficerami SB i przekazującym im informacje na temat FBI, w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, gdy polonijna firma Bąka zarabiała potężne pieniądze na handlu z PRL, w którym mordowano wówczas np. księży katolickich /koniec cytatu/.”  Czy sugeruje Pan więc nam, że firma Pana Bąka sprzedając w USA polskie produkty, była powodem mordowania polskich księży? W rzeczywistości nie przedstawił Pan nam ani jednego dokumentu z IPN wspierającego Pańską wypowiedź!

Mógłbym przytaczać wiele innych cytatów kiedy to Pan, Panie Ciesielczyk, atakuje wpływowe osoby ze świata polonijnego, które maja inny, bardziej trzeźwy pogląd na manipulacyjne twierdzenia. Przeczytałem też Pański elaborat doktorski pt. „Stanisław Śliwowski – polonijne lobby antylustracyjne”. To co przypisuje Pan i w jaki sposób charakteryzuje pana doktora Stanisława Śliwowskiego, znanego ze swojej faktycznie patriotycznej postawy, przewodniczącego KPA w Stanie New Jersey, wykracza poza przyzwoitość. A dlaczego Pan, Panie Ciesielczyk, nie wspomniał, że największym przeciwnikiem lustracji polonijnych agentów była i jest prawa ręka Prezesa KPA Franka Spuli, pani Bożena Kamińska z Nowego Jorku? Na jej kolegę, Tadeusza Chabrowskiego z Centrum Polsko-Słowiańskiego, prasa polonijna przedstawiała niezbite dowody współpracy z SB. Z opinii środowiska Polonii nowojorskiej wynika też, że najbardziej znaczącym miejscem pracy i kontaktów byłych agentów PRL-u był właśnie nowojorski Nowy Dziennik. Z Pańskiej rozmowy podczas potkania z jednym z redaktorów tej gazety, który nie chciał ujawnić zebranym dla kogo pracuje, jasno wynikało, że zajmuje się on współorganizowaniem Pana spotkań. Tym redaktorem okazał się nie kto inny, lecz Wojciech Maślanka, artykułujący pretensje do pana Adama Bąka, że nie reklamuje swojej firmy w prasie, która bardzo słabo stoi.

Kiedy jeszcze nie znałem treści pisma Pana Ciesielczyka pomawiającego pana Doktora Śliwowskiego, już w czasie spotkania 17 listopada 2019 r., powiedziałem do Pana Panie Ciesielczyk mniej więcej takie słowa: Pan ciągle przytacza słowo: “etyka,” jakoby Adam Bąk czy inni zachowywali się nieetycznie, a czy Pan jest etyczny i zna ósme Przykazanie Boże – nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu?” Pan wylewa cale wiadra pomyj na każdego, kto śmie mieć inne zdanie niż Pan Panie Ciesielczyk. Wiem, że teraz ja będę Pańską nową ofiarą, i że na mnie teraz też będzie Pan pisał, bo wytykam Panu Pańską niekonsekwencje w słowach. 

Na spotkaniu żadnych dokumentów z IPN Pan nam nie przedstawił, a twierdził że nie atakuje, a tylko przedstawia dokumenty. Więc jak to się ma do motta Pana książki wziętego od Św.Grzegorza I Wielkiego, papieża i doktora Kościoła, mówiącego o prawdzie? Lubi Pan posługiwać się słowami: “etyka”, “prawda,” ale sam ich nie zachowuje. Co więcej,  ludzie którzy z uwagą słuchają i analizują Pana wypowiedzi, twierdzą, że jest Pan zręcznym manipulatorem. Zagadnienia pracy agentów zna Pan dość dobrze i może to sugerować, że był Pan lub nadal  jest agentem, tylko pytanie: na czyich usługach? Tego oczywiście Pan nie chce wyjaśnić i ja to rozumiem. Przecież w okresie kiedy Pan wyjechał na studia do Niemiec, każdy wyjeżdżający musiał mieć kontakty z oficerami SB. Każdy był rozpytywany o różne sprawy i nakłaniany do współpracy. Pana to wszystko ominęło? NIE WIERZĘ! W jaki sposób i od kogo otrzymał Pan Panie Ciesielczyk wówczas paszport? Na piękne oczy SB-ecy nie dawali paszportów. Sam Pan twierdził, że Pańscy koledzy, którzy pozostali w Polsce, wszyscy byli aresztowani. Może Pana celowo wysłano za granice, aby nie był Pan w Kraju podczas tych aresztowań?

Podczas spotkania mówił Pan, aby ludzie znający agentów SB, dawali Panu informacje. Ja powiedziałem, że mam sporo różnych materiałów, gdyż zbieram je do książki pt: „Złe Duchy Polonii,” a ponadto kiedyś próbowaliśmy w New York utworzyć zespól ds. lustracji. Powiedziałem też, że w Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej mogą siedzieć agenci, a na pewno są tam ludzie działający na szkodę Polonii. Miałem na myśli Matyszczyka, Chmielewskiego, itp. Pan odpowiedział, że bardzo, bardzo dużo otrzymuje Pan informacji na temat tej instytucji, a informacje o zespole lustracyjnym i ewentualnych dokumentach zbył milczeniem. Więc po co Pan prosi ludzi o informacje, gdy w rzeczywistości nimi się nie interesuje?

Panie Ciesielczyk – na spotkaniu zapytałem Pana czy prawdą jest, że uprowadził Pan od matki Waszą nieletnią córkę z Niemiec do Chicago i był za Panem nakaz aresztowania? Nie udzielił Pan odpowiedzi tylko straszył.  To jest Pana etyka? Pytałem też gdzie Pan pracuje i kto pokrywa koszty wielkich Pana podróży po świecie? Odpowiedzią Pana było obrażanie mnie stwierdzeniami, że jestem wysłannikiem jakiejś zorganizowanej grupy przeciw Panu. Wyjaśniłem, że jestem emerytem, od nikogo nie jestem zależny, a czytam prasę i coś tam wiem, również i o Panu Ciesielczyku. Mimo tego, Pan Panie Ciesielczyk uparcie wmawiał mi i zebranym, że jestem najemnikiem jakiejś grupy. Natomiast kiedy ostro zaprotestowałem, że to oszczerstwo, wówczas mówił Pan, że nie jestem profesjonalny i wraz ze swoimi pomocnikami Pan mnie ośmieszał i poniżał w oczach tej na szczęście niewielkiej grupki ludzi.

Pytałem Pana o sprawę działacza polonijnego z Kalifornii, pana Wojciecha Jeśmana, aktywnego obrońcę interesów polonijnych i polskich w Ameryce, którego również usiłował Pan oczerniać. Czytałem na ten temat pana opracowania. Pańska odpowiedź nikogo nie zadowoliła, bo powiedział Pan jakoby pan Wojciech Jeśman przyszedł na spotkanie w Los Angeles i ignorował lustrację, zaś na pytanie o to Wojciecha Maślanki z Nowego Dziennika, potwierdził Pan, że ma proces z Jeśmanem. Ja sprawdziłem i pan Jeśman nic  o tym procesie nie wiedział. Czyżby popierał Pan antypolską ustawę 447, że tak niszczy Pan tego człowieka? Myślę, że w Kalifornii dostał Pan od ludzi odpowiednią odprawę i szybko Pan tam już nie poleci! W Chicago początkowo Pan zainteresował ludzi, ale kiedy poznali kto Pan jesteś, to  teraz nie chcą mieć z Panem żadnych kontaktów. (Piszę o większości ludzi myślących i rozumiejących brak spójności i logiki w Pańskich wypowiedziach.)  Pańskie donosy na córkę śp. komandora Rajdu Katyńskiego, pana Wiktora Węgrzyna z Chicago, na Jeśmana z Kalifornii, na Śliwowskiego z New Jersey, na Bąka z Nowego Jorku, na ludzi z Seattle, z Kanady i wielu innych miejsc, nie przynoszą Panu chluby. Mieszkańcy, a zwłaszcza radni Tarnowa winni wstydzić się za takiego „dżentelmena” w ich gronie.

Poza tym, eksponuje Pan bardzo swoją osobę jako politologa, jako historyka, jako redaktora naczelnego, wykładowcę wielu uczelni. Ale tak dokładnie to nie wiadomo kiedy, gdzie i jak zdobył Pan tytuł doktora, jaką pracę doktorancką Pan napisał? Nigdy nie przedstawił Pan dokumentów. Czytałem w prasie, że nigdzie nie można znaleźć informacji, na których uczelniach prowadzone były Pańskie wykłady. Myślę, że wykładami nazywa Pan spotkania – pogawędki, mydlące ludziom oczy, takie jak ta z 17 listopada 2019 r., której byłem uczestnikiem. Czy to coś, co Pan zaprezentował  na omawianym spotkaniu u nas jako gazetę, jest miesięcznikiem, którego jest Pan redaktorem naczelnym? Przecież tam nie było żadnych reklam. Jej objętość, czterech stron chyba,  budzi śmieszność, bo nie może przynosić zysków, a Pan rzekomo za swoje w nim stanowisko otrzymuje wynagrodzenie w tysiącach złotych. Czy może mi Pan przybliżyć jakieś konkrety na ten temat, np. kto jest sponsorem, bo gazeta ta nie generuje wpływów finansowych, a ma wydatki na pańskie utrzymanie i wysyłkę jej do czterdziestu tysięcy domostw w Tarnowie, jak to Pan sam przedstawił. 

Pytałem Pana też o sprawy finansowe. Pana wyjaśnienia, mętne, albo zbywane szyderstwem, spowodowały, że trochę prześledziłem internet. Sprawozdania finansowe jako radnego w Tarnowie dają Panu brzydką opinię. Nigdzie nie pracuje. Żyje z diet radnego oraz z zasiłku rodzinnego. Nie posiada domu, ani nawet własnego mieszkania. Czy zatem mieszka Pan z rodziną w tym starym samochodzie? A jednak, mimo tych ubogich finansów, stać Pana na egzotyczne i bardzo częste wyjazdy turystyczne do bardzo atrakcyjnych miejsc w różnych stronach świata. Każdego roku, zazwyczaj w listopadzie, bywa Pan w USA. Niektórzy twierdzą, że odnawiana jest wtedy „zielona karta” i przy tej okazji robi Pan “skok na kasę Polonusów,” na swoich spotkaniach, nazywanych przez Pana WYKŁADAMI, chociaż się do nich nie kwalifikują, bo są tylko  pogawędkami, nie bardzo składnymi, ale ubarwionymi atakami na jakąś zawsze znaną i szanowaną osobę, aby zebrać odpowiednią ilość ludzi i datki, czego doświadczyłem osobiście. Pytam więc: w jaki sposób i gdzie rozlicza się Pan z tych zarobionych „na swoich wykładach” wpływów gotówkowych?

Roztaczał Pan przed nami wizję utworzenia w Tarnowie, oczywiście pod Pana kierownictwem, Centrum Biznesu Polonii Świata. Pytam zatem i tym razem: jak może przewodzić biznesmenom polonijnym człowiek nie pracujący i nie mający pojęcia o biznesie, bo sam żadnego biznesu nie ma? Ponadto, nie może Pan zaoferować innym energicznym i nowoczesnym biznesmenom polonijnym żadnych innowacji, a tylko krytykę i to krytykę obliczoną na zdobycie korzyści finansowych dla siebie. Czy uważa Pan szeroko rozumianych polonijnych biznesmenów za naiwnych idiotów? Przecież na każdego biznesmena, który nie będzie popierał finansowo i słownie Pana Panie Ciesielczyk, będzie Pan pisał donosy, bo tylko to umie Pan robić najlepiej. Ja nie jestem profesjonalny, według Pana publicznego wytyku, ale przynajmniej podczas studiów filozofii chrześcijańskiej i pedagogiki u Księży Salezjanów nauczyłem się myśleć logicznie. Nie wiem co Pan studiował, jeśli w ogóle, ale z tego co Pan robi, jasno wynika, że nawet te donosy nie są robione profesjonalnie. 

Muszę Panu powiedzieć na koniec, że spotkał Pana kolejny życiowy zawód, bo z tych dwudziestu trzech osób będących na Pańskim spotkaniu w Polskim Kościele Narodowym, 17 listopada 2019 r., większość podzielała moje spostrzeżenia. Polonia nowojorska chce lustracji i jest nią zainteresowana, ale lustracji prowadzonej ETYCZNIE, UCZCIWE, a nie ZAKŁAMANEJ I OBLICZONEJ NA FINANSOWY ZYSK! Lustracji na zamówienie, jaką wykonuje Pan Panie Ciesielczyk, nie chcemy!

Jeśli jest Pan faktycznie poważnym i etycznym człowiekiem, tak jak Pan wszędzie głosi, to oczekuję, że odpowie mi Pan na moje pytania i odpowiednio uzasadni argumentami, tak jak przystało na rzetelnego badacza, człowieka wykształconego i z klasa. Na koniec, dla pańskiej informacji, słyszałem, że prowadzone są starania o sprowadzenie eksperta z IPN, do sprawdzenia pańskich metod badawczych i kwalifikacji. 

Z poważaniem,

Józef Łuczaj z Nowego Jorku

Moją wizytówkę dałem Panu na spotkaniu.

Od Redakcji. Niejaki Ciesielczyk, historyk amator, od lat katuje Polonię swoją osobą. Z tylko znanych sobie powodów, pewnie z powodu zaburzeń psychiatrycznych szkaluje coraz to nowe osoby. Ciesielczyk po otrzymaniu pozwu od p. Bąka szybko wyjechał z USA.

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: