Buspasy nie kosztem zwykłych kierowców?

1
100
Warszawa, ul. Zieleniecka - widać autobusy w korku na sześć cykli świateł. Fot. Rafał Wodzicki; Progress for Poland

Tego typu pogląd wyraził wiceprezydent Soszyński zaczepiony w sprawie rozwoju sieci buspasów w Warszawie. Jak z tego wynika nie jest w stanie zrozumieć sensu ruchu miejskiego. Ruchu ludzi, którzy mogą się poruszać na różne sposoby, różnie angażujące dostępną powierzchnię jezdni, ścieżek rowerowych i chodników. Od dawna nie jest tajemnicą, że prawie puste samochody zajmują wielką przestrzeń, utrudniając często ruch pojazdów rozkładowych, oczywiście bardziej efektywnych. Opisuje się to dość powierzchownie: buspasy to zdrowy rozsądek i wygoda pasażerów, ale to ułatwia zdania takie jak w tytule…. W tle jest myśl: przecież samochody mają mieć pierwszeństwo. Przepustowość ma być przede wszystkim dla nich, a tłumy w autobusach niech się bujają? I to po tylu latach doświadczeń, które wykazały też, że buspasy porządkują też ruch innych pojazdów?

Przez lata całe, za złej komuny Warszawa wydzielała torowiska tramwajowe, co jest przecież rzeczą analogiczną do buspasów. Dziś rzadko które torowiska są w jezdniach. Czasem też stały się wspólne z buspasami. Nikogo już nie dziwi autobus podjeżdżający na przystanek po tramwaju i odwrotnie. Łatwo się przesiadać i nie trzeba się zastanawiać jak to działa: podjeżdżają pojazdy komunikacji miejskiej po prostu.

Gdy wydzielano buspas na Modlińskiej była straszna awantura, a potem się okazało, że pomaga on wszystkim! 10 lat temu powstała buspas na Trasie Łazienkowskiej. Kto tamtędy jeździ (ja owszem) wie, że zrobiło się normalnie: wiadomo, że np. 182 będzie o swojej porze na przystanku i jechać będzie z prędkością rozkładową. Inne linie, nawet gdy złapią opóźnienie na zwykłych ulicach – na Trasie mogą jechać szybciej, by nadgonić opóźnienie. Skutek dla pozostałych pasów jest ograniczony, czyli warto było.

Wiadomo też, że ciężki autobus ciągle podjeżdżający i hamujący to obciążenie psychiczne kierowców, pasażerów oraz dodatkowe koszty! Buspas czy wydzielone torowisko tramwaju to wykluczają. Rozkład jazdy to rozkład jazdy. Gorzej, gdy linia przebiega przez odcinki korkowania się. Ludzie się wściekają na kierowcę lub operatora pojazdów: oni tam nic nie robią.

Generalnie warto spojrzeć na sprawę w kontekście wzajemnego szacunku. Kierowców piesi zaczynają obchodzić na przejściach i ustępują drogi. Naprawdę 90% samochodów staje na mój widok. Samochody wpuszczają autobus ruszający z przystanku, bo wiezie on przecież wielu ludzi. Piesi w autobusie też przecież wymagają zrozumienia. Zrozumienia też wymaga to, że niepotrzebnie jadąc samochodem utrudnia się życie także tym kierowcom, którzy muszą jeździć, bo to ich praca, albo konieczność. Obsługa miasta, ratownictwo (straż, pogotowie ratunkowe czy techniczne) i obsługa niepełnosprawnych. Tak więc system pojazdów rozkładowych oraz obsługujących miasto musi być podstawowy, by nie można go było zakłócać byle czym. To inne pojazdy nie powinny móc jeździć tak, by tworzyć bałagan hamujący np. komunikację publiczną. Wszyscy wiemy jak to jest z ustępowaniem pierwszeństwa pojazdom uprzywilejowanym. Dotyczy to także nieblokowania tramwajów na przejazdach i niepowodowania – przez lekceważenie zasad ruchu – wypadków zatrzymujących ich ruch. Ciągle słychać, że tramwaj niedobry, bo w razie awarii staje wiele pojazdów…

Taksówki, jako eliminujące z ruchu normalne samochody i motocykle jako nieprzeszkadzające też powinny być wpuszczane na buspasy, by wykorzystywać cały potencjał. Szybko jadąca taksówka jest też konkurencją dla pojazdów indywidualnych.

Oczywiście tam gdzie nie tworzą się stale korki autobusy mogą jeździć z innymi samochodami, które nie przeszkadzają im w dotrzymaniu rozkładów jazdy i nie powodują innych utrudnień. Zwracam uwagę: dotrzymywanie rozkładu jazdy nie ma się dziać kosztem innych samochodów tylko inne samochody mają nie przeszkadzać w tym.

Amerykański naukowiec przebadał związki transportu publicznego z działalnością gospodarczą. „Potwierdził to, co intuicyjnie można było przypuszczać, okazało się, że start-upy lgną do centrów miast o najlepszym systemie transportu, których mieszkańcy korzystają z miksu środków komunikacji, czyli jeżdżą metrem, ale też używają rowerów czy chodzą pieszo”.

Jak ostatnio ustalono Warszawa zajęła pierwsze miejsce wśród członków związku metropolii Europy (drugie Sztokholm) w użytkowaniu komunikacji publicznej. Prawie połowa mieszkańców jeździ pojazdami publicznymi! Komunikacja warszawska jest w ogóle jedną z najlepszych w Europie. I nie należy tego psuć.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji, transportowiec

eksploatyka.wordpress.com

1 Komentarz

  1. Jak to jest, że tylu ludzi aktywizuje się przeciwko buspasom, bo mają “liberalne” samochody, a gdy jest mozność zrozumienia o co chodzi – to nic?

Skomentuj

Prosze wpisz komentarz!
Wpisz Imie: